Została deportowana po koncercie Maxa Korzha. "Wszystko zostało mi odebrane"
Po koncercie białoruskiego rapera Maxa Korzha na Stadionie Narodowym w Warszawie premier Donald Tusk zapowiedział deportacje 63 osób. Jedną z nich jest 18-letnia Angelina z Dniepru. - Nigdy nie przypuszczałam, że wyjście na koncert skończy się dla mnie tak dramatycznie - powiedziała "Gazecie Wyborczej".
- Na Stadionie Narodowym zapanował chaos - część uczestników przeskakiwała przez barierki, a uwagę mediów zwróciło pojawienie się flagi OUN-UPA, co doprowadziło do decyzji Donalda Tuska o deportowaniu 63 osób;
- Angelina, która mieszkała w Polsce od 2022 r., po przeskoczeniu na płytę stadionu trafiła do aresztu, dostała 2 tys. zł grzywny, a następnie została deportowana z pięcioletnim zakazem wjazdu do strefy Schengen;
- "Mieszkam z babcią, która potrzebuje mojej pomocy na co dzień. Tutaj miałam pracę i kontynuowałam naukę. Teraz to wszystko zostało mi odebrane" - mówiła Angelina "Gazecie Wyborczej".
Koncert białoruskiego rapera Maxa Korzha 9 sierpnia przyciągnął na Stadion Narodowy w Warszawie około 60 tys. miłośników jego twórczości. Sytuacja szybko jednak wymknęła się spod kontroli - niektórzy uczestnicy w trakcie koncertu przeskakiwali przez barierki zabezpieczające, a media społecznościowe obiegły filmiki, na których jeden z mężczyzn trzyma w ręku flagę ukraińskiej OUN-UPA, organizacji odpowiedzialnej za zbrodnie na polskiej ludności w czasie II wojny światowej.
Policja zatrzymała 109 uczestników, a trzy dni po wydarzeniu premier Donald Tusk poinformował, że wobec 63 z nich wszczęte zostało postępowanie o opuszczeniu kraju. Jedną z osób, które poniosły konsekwencje udziału w koncercie, jest 18-letnia Angelina. Jak opisała "Gazeta Wyborcza", dziewczyna przyjechała do Polski w lutym 2022 r., po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji rosyjskiej w Ukrainie. Mieszkała w Pruszkowie, uczyła się i pracowała, jednak jej życie nagle się odmieniło. - Nigdy nie przypuszczałam, że wyjście na koncert skończy się dla mnie tak dramatycznie - opowiadała w rozmowie z dziennikarzem "GW" Rafałem Górskim.
"Po prostu" przeskoczyła przez barierki. "Boję się, co teraz będzie"
Angelina została zatrzymana po tym, jak - podobnie jak wielu fanów - przeskoczyła z trybun na płytę stadionu. Dlaczego to zrobiła? - Nie miałam wcześniej zamiaru, (...) ale w tym tłumie tak się to po prostu stało - przyznała. Resztę występu białoruskiego rapera spędziła w celi w podziemiach Stadionu Narodowego, a kolejne dwie doby w policyjnym areszcie. Ponadto została ukarana grzywną w wysokości 2 tys. zł.
Sprawa na tym się nie zakończyła. 18 sierpnia Angelina została zatrzymana ponownie i wywieziona za granicę. - (Dwie funkcjonariuszki - red.) przyszły po mnie o szóstej rano. (...) Kiedy zapytałam, czy to jest deportacja, powiedziały "nie". (...) Nie pozwoliły mi nawet zabrać rzeczy. Wsadziły mnie do samochodu i zawiozły na posterunek. (...) Zabrały mnie i deportowały do Ukrainy. Mam pięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen - relacjonowała. Formalny powód deportacji to "czyn chuligański".
18-latka jest "załamana". - To dla mnie ogromny cios. Mieszkam z babcią, która potrzebuje mojej pomocy na co dzień. Tutaj miałam pracę i kontynuowałam naukę. Teraz to wszystko zostało mi odebrane - mówiła. Jak wskazała, w Dnieprze, do którego właśnie wraca, trwa wojna i nie ma możliwości nauki ani pracy. - Boję się, co teraz będzie. W moim mieście jest bardzo niebezpiecznie, nie ma pracy ani możliwości nauki - dodała.
Straż Graniczna, pytana o szczegóły deportacji uczestników koncertu, nie udzieliła "GW" odpowiedzi.