,
Obserwuj
Polska

W co gra Rosja? "Żaden supertajny plan"

3 min. czytania
17.09.2025 20:34

- Polska przeżyła największy atak informacyjny od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej liczby wzmianek, bo mówimy tu o ponad 200 tys. Nie mieliśmy też, co jest ważniejsze dystrybucji informacji, że to Ukraina nas zaatakowała - mówił w TOK FM Michał Fedorowicz. Przewodniczący Kolektywu Analitycznego Res Futura podsumował to, co działo się w polskim internecie po ataku rosyjskich dronów, do którego doszło przed tygodniem. 

Rosyjskie drony nad Polską
Rosyjskie drony nad Polską
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto, zdaniem polskich internautów, ponosi odpowiedzialność za atak rosyjskich dronów? Z analizy Kolektywu Analitycznego Res Futura wynika, że nie jest to wcale Władimir Putin.
  • W ocenie Michała Fedorowicza poszły za tym dalsze zmiany. "Dzisiaj, jeśli poczytać media społecznościowe, to okaże się, że Ukraina nie jest ofiarą, Rosja z kolei z agresora stała się teraz racjonalnym partnerem" - mówił w TOK FM przewodniczący Res Futura. 
  • Czym tłumaczyć w tym kontekście rosnącą popularność influencerów? 

Atak rosyjskich dronów na terytorium Polski został natychmiast wykorzystany do zorganizowanej kampanii, której celem jest "eskalacja emocji, polaryzacja opinii publicznej i systematyczne podważanie zaufania do instytucji państwowych i struktur sojuszniczych NATO", wynika z analizy Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura. Szczegółowe dane pokazują też, kto - zdaniem internautów - ponosi odpowiedzialność za atak dronów. 38 proc. wskazywało na Ukrainę, 34 proc. - Rosję, 15 proc. - polski rząd, 8 proc. - media, a 5 proc. - NATO i Zachód. 

- Był nawet taki moment - w okolicach godz. 7 rano - że dane te były jeszcze gorsze. Co więcej, z perspektywy wojny informacyjnej, 10 września Polska przeżyła największy atak informacyjny od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej liczby wzmianek, bo mówimy tu o ponad 200 tys. Nie mieliśmy też, co jest ważniejsze dystrybucji informacji, że to Ukraina nas zaatakowała - skomentował w TOK FM Michał Fedorowicz, przewodniczący Res Futura. 

Rozmówca Karoliny Lewickiej zwrócił przy tym uwagę, że dzisiaj interpretuje incydent z dronami jako "koniec pewnej fazy wojny informacyjnej prowadzonej w Polsce od 2022 roku". Jej celem - tłumaczył - było zniszczenie pozytywnego wizerunku Ukraińców w Polsce. - I to się udało. Przecież dzisiaj, jeśli poczytać media społecznościowe, to okaże się, że Ukraina nie jest ofiarą, jej zależy na tej wojnie, bo na niej zarabia, a dodatkowo chce w ten konflikt wciągnąć Polskę. Rosja z kolei z agresora stała się teraz racjonalnym partnerem, Europejczykiem, który chce się dogadać - przywowływał argumenty, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych.

Jak dodał gość "Wywiadu politycznego", rozpoczęła się kolejna faza wojny informacyjnej, która polega "na podkopywaniu wizerunku NATO". 

"Medium alternatywne"

Z analizy Res Futura wynika też, że po incydencie z dronami najwięcej interakcji na Facebooku (109 893) wygenerowało konto i nagranie influencera Michała Bodziocha znanego jako "Dziki Trener". Reakcje na jego film stanowiły 31,2 proc. wszystkich interakcji wśród "top 10 najaktywniejszych kont komunikujących ten temat".

Influencer opowiada na nagraniach, że "według ogromu internautów ta sytuacja może być po prostu kolejną próbą wciągnięcia Polski w konflikt". Po czym zadaje pytanie, czy "sytuacja z dronami to było celowe działanie Rosji?" i na nie odpowiada "być może tak, a być może wcale nie". 

Redakcja poleca

W ocenie Michała Fedorowicza "Dziki Trener" stał się "pewnego rodzaju medium alternatywnym". -  Medium, które mówi językiem zrozumiałym i zadaje pytania, na które nie potrafią odpowiedzieć media albo przynajmniej osoby scrollujące telefony - tak tłumaczył ten fenomen Michał Fedorowicz w rozmowie z Karoliną Lewicką. 

Fenomen "Dzikiego Trenera" pokazuje, że "coś niedobrego dzieje się w społeczeństwie". - Tym bardziej, że przecież nie chodzi o to, że będziemy Rosję kochać. Cel Rosji jest dość prosty: Polska ma być słabym krajem, siedzieć cicho, społeczeństwo ma się bać, nie ufać nikomu. Tak naprawdę niech sobie kupują czołgi, bo i tak na samym końcu ma to doprowadzić do tego, że nie będzie chętnych, żeby nim jeździć - tak gość TOK FM tłumaczył strategię Kremla

Innymi słowy, Rosji zależy przede wszystkim na tym, żeby "Polska przestała się awanturować i słuchała Ameryki, najlepiej jeden do jednego". - To nie jest żaden supertajny plan - podsumował rozmówca Karoliny Lewickiej.

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM