Do Przemyśla zjeżdżają uchodźcy. Popularny punkt zostanie zamknięty?
Choć od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie minęło już ponad dwa lata, do Przemyśla każdego dnia docierają pociągi z Kijowa, Charkowa, Zaporoża czy Odessy. Przyjeżdżają nimi matki, dzieci, osoby starsze, niejednokrotnie całe rodziny. Dziennie to nawet 1500-2000 osób. Niektórzy jadą dalej, do innych krajów. W Przemyślu - położonym tuż przy granicy - chcą jednak odpocząć, przespać się. Między innymi temu służy znajdujący się na dworcu kolejowym specjalny pokój matki i dziecka. Prowadzą go wolontariusze związani ze Związkiem Ukraińców w Polsce.
Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun poinformował niedawno, że pokój na dworcu zmieni formułę. "Mając na względzie zapewnienie właściwych standardów sanitarno-bytowych dla matek z dziećmi w punkcie recepcyjnym na dworcu w Przemyślu, które w związku z konfliktem zbrojnym na terenie Ukrainy przybyły do naszego miasta, a które to warunki były przez liczne organizacje kwestionowane, informuję, że (...) pomieszczenia wykorzystywane do tej pory jako miejsce tymczasowego odpoczynku dla matek z dziećmi, stają się pomieszczeniami ogólnodostępnymi" - napisał prezydent w piśmie do Związku Ukraińców w Przemyślu.
Przejmujące słowa wicemera Mariupola na spotkaniu w Przemyślu. 'Nie mam już domu'
Co na to wojewoda?
Poprosiliśmy wojewodę podkarpackiego o informację, czy były jakiekolwiek zastrzeżenia do funkcjonowania tego miejsca i czy są pieniądze na jego dalsze działanie.
- Do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie nie wpłynęły żadne zastrzeżenia dotyczące warunków socjalno-bytowych w punkcie recepcyjnym zlokalizowanym na dworcu PKP w Przemyślu - przekazała nam Agnieszka Skała z zespołu prasowego wojewody podkarpackiego. Podała, że na działalność punktu zlokalizowanego na dworcu PKP w Przemyślu w roku 2023 wydatkowano około ośmiu milionów złotych.
"Jednostka, do której kierowane jest wsparcie [czyli miasto Przemyśl - red.], nie wydatkuje przekazywanych środków w całości. Zwroty najczęściej obejmują oszczędności powstałe na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem Punktu Recepcyjnego, m.in. kosztów osobowych i bezosobowych, tj. kosztów mediów (ogrzewanie, energia elektryczna, woda i odprowadzenia ścieków, wywóz odpadów komunalnych, telefon, Internet) oraz wydatków przeznaczanych na wyżywienie dla cudzoziemców, w zależności od liczby osób potrzebujących" - czytamy w informacji przesłanej nam przez urząd wojewódzki.
Ukraińscy Romowie nagle bez dachu nad głową. 'Nie wiem, co mamy zrobić'
Na razie pokój matki i dziecka na dworcu działa. Wojewoda podkarpacki polecił prezydentowi Przemyśla prowadzenie go do końca marca. Co dalej? Pytania w tej sprawie wysłaliśmy do urzędu miasta, do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
- Wcześniej te umowy były przedłużane. Wierzymy, że tak będzie i teraz - słyszymy w Związku Ukraińców w Przemyślu. Jego działacze podkreślają, że miejsce to nadal jest potrzebne, bo ciągle są rodziny, które decydują się na wyjazd z Ukrainy. Tak jak ostatnio Natalia i Bohdan z czwórką dzieci.
- Podczas bombardowań dzieci pytają, czy umrzemy. Nie chcę kolejny raz odpowiadać: "nie wiem", bo naprawdę nie wiem. To jest zupełnie poza sferą mojego wpływu. Dlatego wyjeżdżamy - powiedział Bohdan. Jego rodzina - tak jak wiele innych - skorzystała z pokoju matki i dziecka.
- Ostatnio, gdy były naloty, mieliśmy rodziny z obwodu sumskiego, które zdecydowały się stamtąd wyjechać - mówi Igor Horków ze Związku Ukraińców. - My to widzimy cały czas - jak robi się w jakimś miejscu bardziej niebezpiecznie, to przyjeżdżają do nas stamtąd ludzie - dodaje.
Przedstawiciele Domu Ukraińskiego są na dworcu w Przemyślu nieustannie. Mają dyżury. Po 2-3 osoby na zmianie w dworcowym punkcie recepcyjno-informacyjnym i po dwie osoby na zmianie w pokoju dla matki z dzieckiem.