25-latek wysyłał nagie zdjęcia do kilkudziesięciu dziewczyn. "Zostałam wyśmiana przez policję"
Julia Kużelewska ujawniła, że od roku dostaje niechciane nagie zdjęcia od mężczyzny, który - zmieniając numer telefonu - pisze i dzwoni, masturbując się w czasie rozmowy. Sprawa trafiła do prokuratury, która umorzyła postępowanie, nie dopatrując się przestępstwa. Poszkodowanych kobiet jest więcej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego prokuratura umorzyła sprawę zebraną przez Julię Kużelewską?
- Co zrobiła Julia Kużelewska, aby zwrócić uwagę na problem nękania?
- Ile kobiet dostawało podobne zdjęcia od mężczyzny?
Obcy mężczyzna wysyłał nagie zdjęcia oraz filmiki, dzwonił z nowych numerów, nie dawał się zablokować. Julia Kużelewska na Instagramie opisała niemal roczną walkę o spokojne życie. Zdecydowała się mówić o zdjęciach publicznie z powodu złości, jaką poczuła, gdy sprawę umorzyła prokuratura.
Julia Kużelewska to studentka matematyki z Białegostoku, trenuje triathlon. Jak stwierdziła w audycji "W zasięgu" - jest zwykłą osobą, która próbuje wejść w dorosłe życie.
Rozmówczyni Anny Piekutowskiej wyjaśniła, że często dostaje na telefon wiadomości z obcych numerów, jako że prowadzi zajęcia z matematyki. Kiedy pierwszy raz dostała zdjęcia nagiego mężczyzny - z widoczną jego twarzą - była w szoku. - Wstydziłam się powiedzieć mojemu partnerowi, który siedział obok, że obcy facet wysłał mi serię nagich zdjęć - wspomniała Kużelewska, opowiadając o pierwszych wiadomościach od mężczyzny. Gościni TOK FM zaznaczyła, że wcześniej wiele razy dostała tzw. dickpicka, jednak pomagało tu blokowanie użytkowników.
W tym przypadku tak się jednak nie stało. Maciej Chołodowski, dziennikarz białostockiej "Gazety Wyborczej" przekazał, że ustalono tożsamość mężczyzny wysyłającego wiadomości do Julii Kużelewskiej. To 25-letni syn białostockiego przedsiębiorcy.
Po tym, jak Julia Kużelewska dostała ataku paniki z powodu kolejnych nagich zdjęć i filmików przesyłanych przez tego samego mężczyznę z nowego numeru, zgłosiła sprawę na policję. - Zostałam wyśmiana, że przychodzę z taką błahą sprawą. Policjant przekierował mnie na drugi komisariat, gdzie spotkałam policjantkę. I tu jednak nie zostałam zrozumiana - przyznała gościni TOK FM. Zgłoszenie przyjęto, a dopiero inna funkcjonariuszka odkryła, że mężczyzna mieszka bardzo blisko Kużelewskiej.
- Byłam w rozsypce. Jak uświadomiłam sobie, że codziennie, podczas spaceru z psem, przechodzę obok jego domu, że on mógł mnie obserwować, to było mi ciężko się z tym uporać - opisała rozmówczyni Piekutowskiej. Do niechcianych zdjęć doszły jeszcze głuche telefony, podczas których mężczyzna się masturbował.
Zachowanie naganne, ale to nie jest przestępstwo?
Kiedy okazało się, że Białostocczanin wysyła nagie zdjęcia również innej kobiecie, sprawą zajęła się prokuratura, jednak postępowanie szybko umorzono.
- Dla prokuratora uzasadnieniem było to, że to nie było uporczywe nękanie, a my mogłyśmy same sobie z tym poradzić, blokując numery telefonów - wyjaśniła Kużelewska. I dodała, że choć prokuratura przyznała, iż zachowanie tego mężczyzny było naganne, to nie było przestępstwem.
To - według Anny Piekutowskiej - wyglądało, jakby prokuratura zrzuciła odpowiedzialność na pokrzywdzoną. - Wydaje się, że coraz więcej mówimy o takich wydarzeniach jak stalking, mobbing czy nękanie. Prokurator powinien mieć tego świadomość - skomentowała redaktorka TOK FM.
- Poczułam się obarczona winą - stwierdziła Kużelewska, wspominając, że prokuratura oczekiwała od niej wszelkich wiadomości na temat sprawcy: gdzie mieszka, co robi, jakie substancje bierze etc. Gościni "W zasięgu" postanowiła opowiedzieć o tym publicznie, by zebrać więcej dowodów potrzebnych do odwołania ws. umorzenia - i "zrobić robotę za prokuratora", czyli znaleźć więcej poszkodowanych. Okazało się, że ten sam mężczyzna pisał do ok. 50 innych kobiet.
- Cały czas dostaję na swoją skrzynkę wiadomości od kolejnych dziewczyn, że one też dostawały te zdjęcia - stwierdziła Kużelewska. Są to w głównej mierze Białostocczanki, które prowadzą zajęcia z różnych przedmiotów - stąd zapewne sprawca miał ich numery telefonu.
Według Julii Kużelewskiej zawiodły instytucje, które powinny pilnować prawa. - Społeczeństwo widzi, że jest problem. Dostałam ogrom wsparcia od znajomych i nieznajomych. Jestem pełna nadziei - oświadczyła rozmówczyni Anny Piekutowskiej.
Źródło: TOK FM