Nietypowy komunikat Straży Granicznej. "Próba pozaprocesowego nacisku na moją klientkę"
Straż Graniczna przekazała w środę informację, że jednej z aktywistek, która od kilku lat niesie pomoc migrantom na polsko-białoruskim pograniczu, postawiono zarzut dotyczący organizowania nielegalnego przekraczania granicy. Kobieta miała pomóc co najmniej 15 cudzoziemcom. Zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka to próba wywarcia efektu mrożącego i nacisku na aktywistkę.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki zarzuty są stawiane kobiecie?
- Co o tych informacjach sądzi jej obrońca?
Od sierpnia 2021 roku trwa kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy. W lasach Podlasia ciągle pojawiają się migranci, którzy potrzebują pomocy - z Iraku, Afganistanu, Syrii, Konga, Erytrei i wielu innych krajów. Aktywiści i mieszkańcy Podlasia dostarczali i dostarczają im m.in. jedzenie, wodę, ale też ciepłe ubrania, śpiwory, czy powerbanki.
W pomoc była też zaangażowana jedna z aktywistek ze środowisk pomocowych (nie chce ujawniać swoich danych). Z komunikatu podlaskiej Straży Granicznej wynika, że kobieta w 2022 roku miała się dopuścić bardzo poważnego przestępstwa związanego z pomocą cudzoziemcom w przedostaniu się z Białorusi przez Polskę do Niemiec. Jak napisano w komunikacie, funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej "zabezpieczyli w jej domu kilkadziesiąt dokumentów należących do cudzoziemców". "To Tymczasowe Zaświadczenia Tożsamości Cudzoziemca, które są wydawane cudzoziemcowi ubiegającemu się o ochronę międzynarodową w Polsce. W przypadku 15 osób, którym miała pomóc aktywistka, nie było podstaw do wydania tego typu dokumentów. Nie wiadomo, skąd znalazły się w jej domu.
Straż Graniczna informuje również, że u podejrzanej znaleziono szereg innych przedmiotów, w tym dokumenty sporządzane przez funkcjonariuszy Straży Granicznej w ramach prowadzonych wobec cudzoziemców postępowań administracyjnych. Kobiecie - zgodnie z postawionym jej zarzutem - może grozić do ośmiu lat więzienia.
Jej pełnomocnikiem jest mecenas Bartosz Obrębski z Kolektywu Szpila. - Sytuację związaną z opublikowaniem takiego a nie innego komunikatu Straży Granicznej oceniam jako próbę zastraszenia czy pozaprocesowego nacisku na moją klientkę. Jest zdecydowanie za wcześnie na wydawanie wyroków - mówi gość TOK FM. Jak dodaje, widział zdjęcia, które zostały opublikowane przez Polską Agencję Prasową. - Świadczą one o tym, że zostały przekazane fragmenty z akt sprawy. Tymczasem, co chcę podkreślić, akta sprawy - mimo mojego wniosku - nie zostały udostępnione ani podejrzanej, ani mnie jako jej obrońcy - dodaje nasz rozmówca.
Jak wskazuje, w jego ocenie to, że publikacja tego komunikatu następuje akurat teraz - kilkanaście dni po przedstawieniu zarzutów, a przed przesłuchaniem kobiety w Białymstoku - może świadczyć o tym, że ktoś chce wywołać na niej "efekt mrożący".
Zażalenie na dozór
W komunikacie Straż Graniczna przekazała, że prokurator zastosował wobec aktywistki, która nie przyznała się do winy - środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Ale nie dodała, że kobieta razem ze swoim pełnomocnikiem złożyła zażalenie na zastosowanie tego środka. Nie wiadomo, jaką decyzję podejmie sąd - czy przyzna rację prokuraturze i dozór policyjny utrzyma, czy też go uchyli.
Do sprawy odniosła się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka. "Sytuacja dzisiejszych publikacji jest co najmniej zastanawiająca. Ani osoba podejrzana, ani jej obrońca do tej pory nie dostali zgody na zapoznanie się z aktami postępowania. Jednocześnie dość duży zakres informacji o sprawie został już przekazany mediom. Jest to z naszej perspektywy jasny przekaz. Prokuratura i służby mają możliwość dowolnego kształtowania obrazu medialnego sprawy i przekazywania dowolnych informacji z toczącego się śledztwa. Jednak ze względu na uwarunkowania prawne, takiej szerokiej możliwości komentowania sprawy nie ma osoba podejrzana i jej obrona" - napisali prawnicy z fundacji.
Ich zdaniem sytuacja przypomina sprawę piątki z Hajnówki, gdzie czworo aktywistów i mieszkanka Podlasia mieli podobne zarzuty. Sąd całą piątkę uniewinnił, o czym pisaliśmy na naszym portalu. "Od początku kryzysu humanitarnego na pograniczu polsko-białoruskim obserwujemy próby kryminalizowania niesienia pomocy humanitarnej, których celem jest zniechęcenie i przestraszenie osób świadczących pomoc. Widoczny jest również wysiłek aparatu państwa - od polityków po prokuraturę, którego celem jest legitymizacja sprzecznych z Konstytucją, prawem unijnym i międzynarodowym pushbacków" - wskazuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
źródło: TOK FM