,
Obserwuj
Pomorskie

Hydrolog bije na alarm. W centrum w Gdańska będzie "jak w Wenecji"

2 min. czytania
24.03.2025 14:46
"Jeśli ktoś lubi Gdańsk, to musi sobie uświadomić, że ciężko będzie utrzymać centrum miasta nad powierzchnią wody" - mówił "Gazecie Wyborczej" prof. Jacek Piskozub. Ekspert z Instytutu Oceanologii PAN na łamach dziennika ostrzegał przed skutkami podnoszenia się poziomu Bałtyku.
|
|
fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl
  • Prof. Jacek Piskozub na łamach "Gazety Wyborczej" ostrzegł, że proces wzrostu poziomu Bałtyku, choć powolny, jest nieunikniony, a niektóre dzielnice Gdańska (np. Dolne Miasto, Stogi, Nowy Port) mogą doświadczyć powodzi sztormowych jeszcze w tym stuleciu;
  • Według prof. Piskozuba w przyszłości część Gdańska może być regularnie zalewana, a partery budynków mogą pozostać puste. Z ust eksperta padło porównanie do regularnie zalewanej Wenecji;
  • Naukowiec wskazał na konieczność budowy wrót powodziowych i lepszego zabezpieczenia Żuław, ale - jak przewiduje - decyzje zapadną dopiero po dużej powodzi.

Ekspert ostrzega Gdańszczan. "To dzielnice zagrożone jeszcze za naszego życia"

W ocenie prof. Jacka Piskozuba "wzrost poziomu mórz to proces nieunikniony" i w długoterminowej perspektywie zagraża nadmorskim miastom, w tym Gdańskowi.

"Być może niektóre miejsca w centrum Gdańska będą wyglądały jak w Wenecji, partery budynków pozostaną puste" - wskazywał naukowiec w rozmowie z Joanną Wiśniowską z "Gazety Wyborczej". Według niego zagrożone są przede wszystkim dzielnice Gdańska położone nisko nad poziomem morza, takie jak Dolne Miasto, Nowy Port, Stogi czy Letnica. "To dzielnice zagrożone jeszcze za naszego życia"  podkreślił.

Jak ostrzegał prof. Piskozub, "jeśli ktoś mieszka dwa-trzy metry nad wodą, to powinien lekko się obawiać" "Za jego życia morze nie zabierze mu domu, ale jednej powodzi morskiej może spokojnie dożyć. Mowa tu o większym niż normalnie sztormie" - zaznaczył.

Przed Bałtykiem można się obronić. Ale "mądry Polak po szkodzie"

Ekspert z Instytutu Oceanologii PAN opisał również rozwiązania, które ograniczą ryzyko zagrożenia związane ze wzrostem poziomu Bałtyku. Według niego władze Gdańska powinny rozważyć budowę wrót powodziowych w ujściu Martwej Wisły i Śmiałej Wisły, aby zabezpieczyć miasto przed zalaniem w ciągu najbliższego stulecia. Problem dotyczy również Żuław, gdzie system wałów wewnętrznych nie jest dostosowany do narastających zagrożeń. Woda z morza zaczyna się bowiem wpuszczać przez cieki wodne, co w ubiegłym roku już miało miejsce.

"Od takich inwestycji w Polsce jest Urząd Morski, a to organ państwowy. Musi powstać program ratowania nadmorskich miast. On zostanie stworzony, ale jak to w Polsce, dopiero po pierwszej wielkiej powodzi, która zaleje Gdańsk czy Żuławy. Czyli jak zwykle, gdy będzie już za późno. Mądry Polak po szkodzie" - podsumował prof. Piskozub w rozmowie z "GW".

Posłuchaj: