,
Obserwuj
Pomorskie

Złodziej auta rodziny Tuska był "słupem"? Siemoniak reaguje na doniesienia

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, PAP
2 min. czytania
18.09.2025 09:42

Złodziej premierowskiego lexusa to człowiek spoza środowiska złodziei samochodów - ustaliła "Rz". Czy Łukasz W. był tylko "słupem", a celem był premier? Sprawa w wielu punktach wymyka się regułom panującym w świecie przestępczym - czytamy w czwartkowej "Rzeczpospolitej". Doniesienia gazety skomentował minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.

  • Podejrzany o kradzież 41-letni Łukasz W. był wcześniej karany, ale nie miał związków ze środowiskiem złodziei samochodów, co według źródeł "Rz" podważa tezę o zwykłej kradzieży;
  • ABW bada możliwość, że sprawa ma drugie dno, a rozmówcy gazety podkreślają, iż tego typu auta zwykle kradną dobrze zorganizowani przestępcy, a nie amatorzy;
  • Minister Tomasz Siemoniak studzi spekulacje, zaznaczając, że tekst opiera się głównie na anonimowych hipotezach. Jak jednak podkreślił, służby sprawdzają wszystkie scenariusze.

Jak podaje "Rz" 41-letni Łukasz W., podejrzany o kradzież lexusa należącego do rodziny premiera Donalda Tuska, choć był wielokrotnie karany, nie należy do środowiska złodziei samochodów. To, jak mówią źródła "Rz" w służbach, podważa wersję, że chodziło wyłącznie o zabór luksusowego auta.
"Samochody tej klasy są kradzione przez złodziei 'pierwszoligowych'. Wątpliwe, żeby zabrał się za to amator, bez doświadczenia i umocowania w strukturach zorganizowanej przestępczości" -  uważa jeden z rozmówców ze służb.

To, czy sprawa może mieć drugie dno, według informacji dziennika, bada ABW.

Redakcja poleca

Tomasz Siemoniak o doniesieniach "Rz": To są hipotezy

O "drugie dno" sprawy skradzionego auta został zapytany we czwartek minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. - Wiemy tyle, że dzięki sprawnej akcji policji, przy współpracy innych służb, (samochód - red.) został odzyskany. To są fakty. Natomiast i policja i SOP i ABW działają, aby wszystkie aspekty tej sprawy, powiązania, osoby wyjaśnić - mówił polityk na antenie Polsat News.

Siemoniak podkreślił też, że tekst "Rzeczpospolitej" jest "oparty jest w dużej mierze na przypuszczeniach osób, które wolą pozostać anonimowe". - To są hipotezy. Mogą okazać się prawdziwe albo nie. Najważniejsze jest to, że w takich sytuacjach zawsze zakładamy, że ten gorszy scenariusz może być prawdziwy - dodał.

Redakcja poleca

Kradzież samochodu rodziny Donalda Tuska. Łukasz W. w areszcie

Samochód skradziono w nocy z 9 na 10 września w okolicy domu członków rodziny Donalda Tuska w Sopocie. Zgłoszenie kradzieży policjanci otrzymali we środę o godz. 7.40. Jak relacjonowała wówczas rzeczniczka pomorskiej policji, na miejsce skierowana została grupa dochodzeniowo-śledcza. Policjanci zabezpieczyli nagrania z kamer monitoringu, ślady mogące mieć znaczenie dowodowe oraz przeprowadzili rozmowy z osobami, które mogły mieć informacje o zdarzeniu.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem  funkcjonariusze z Sopotu odnaleźli Lexusa na jednym z parkingów w Gdańsku, a w sobotę rano na gdańskim lotnisku zatrzymano Łukasza W. 41-latek był zaskoczony i nie stawiał oporu.

Oglądaj

W poniedziałek sąd zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt. Wcześniej usłyszał dwa zarzuty - pierwszy dotyczy kradzieży samochodu z włamaniem, a także dokumentów, które były w środku pojazdu. Drugi zarzut obejmuje posłużenie się podrobionymi tablicami rejestracyjnymi poprzez umieszczenie ich na skradzionym aucie.

Posłuchaj:

Źródła: PAP/rp.pl/Polsat News