Byliśmy w Terespolu. Granica zamknięta, wszystko stoi. "Dziwna ta rządowa polityka"
"Jest dramat, a będzie jeszcze gorzej" - tak decyzję o przedłużeniu zamknięcia granicy komentują mieszkańcy Terespola. Większość z nich utrzymuje się z przejścia i obsługi kolejowego portu przeładunkowego w Małaszewiczach. Teraz nic się tam nie dzieje.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego zamknięto granicę polsko-białoruską?
- Jakie straty ponoszą przedsiębiorcy z Terespola i okolic?
- Czy rząd przygotował dla nich jakiekolwiek działania osłonowe?
W nocy z 11 na 12 września zamknięta została granica Polski z Białorusią. Zarówno drogowa, jak i kolejowa. Nie ma przejazdu ani w jedną, ani w drugą stronę. Polskie władze informowały, że jednym z powodów zamknięcia przejść granicznych są ćwiczenia wojskowe na Białorusi pod kryptonimem "Zapad". Obawiano się w związku z nimi rosyjskich prowokacji. Mieszkańcy i terespolscy przedsiębiorcy liczyli, że po zakończeniu manewrów granica zostanie otwarta. Tak się jednak nie stało i nie stanie.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński od początku informował, że zamknięcie granicy ma związek z ćwiczeniami, ale też szerzej - z bezpieczeństwem Polski. - Mówię o tym jasno - decyzja którą podejmujemy nie jest decyzją "na czas trwania tych manewrów". To jest decyzja, którą podejmujemy "w związku z tymi manewrami". Ruch graniczny zostanie wznowiony tylko wtedy, gdy będziemy pewni, że bezpieczeństwo Polaków jest zagwarantowane i że nie grożą nam żadne prowokacje - powiedział Kierwiński w czwartek na granicy w Terespolu.
Dziś, gdy manewry się skończyły, przejścia graniczne nadal nie zostały otwarte. MSWiA informuje, że decyzja ta obowiązuje do odwołania. "Zapewnienie bezpieczeństwa obywateli jest dla nas priorytetem. Przywrócimy ruch wtedy, kiedy granica będzie w pełni bezpieczna, gdy potwierdzą to informacje przekazane przez służby" - czytamy na stronie MSWiA.
Co z nami? - pytają przedsiębiorcy
Terespol to miasto żyjące z bliskości granicy z Białorusią. Liczy około pięciu tysięcy mieszkańców, a liczba ludności w ciągu sześciu lat zmniejszyła się o ponad 400 osób. W 2024 roku urodziło się tu zaledwie 25 dzieci. Miasto się wyludnia m.in. dlatego, że nie ma tu pracy, nie ma nowych inwestycji. Zamknięcie granicy - jak twierdzi część przedsiębiorców - jeszcze bardziej tę sytuację zaogni. Z granicy żyła też cała okolica Terespola - chodzi m.in. o port przeładunkowy w Małaszewiczach, gdzie przeładowywanych było ok. 90 procent towarów sprowadzanych koleją z Chin do Europy. Małaszewicze są miejscem pracy dla ponad 2,5 tysiąca osób. Dziś terminal stoi.
- To dopiero kilka dni zamknięcia granicy, ale plotki mówią, że to może potrwać o wiele dłużej. Bo co to znaczy "do odwołania"? - pyta jedna z mieszkanek, pracująca w barze przy granicy. - Jest dramat, a będzie jeszcze gorzej, bo tu naprawdę nie ma innej pracy. A jak nie będzie pracy, jak wyślą nas na bezpłatne urlopy czy coś takiego, to z czego mamy żyć? - zastanawia się pracownica kantoru. Od czwartku nie ma w ogóle klientów.
Wójt Terespola Krzysztof Iwaniuk mówi TOK FM, że o zamknięciu przejścia granicznego dowiedział się z mediów. - Nikt z nami, samorządowcami z tego terenu o tym nie rozmawiał i nie rozmawia. Oczywiście, że mieszkańcy się martwią. Jest lęk co będzie z pracą - mówi Iwaniuk. - Dziwna ta rządowa polityka. O takich decyzjach chyba powinniśmy wiedzieć z wyprzedzeniem, bo jesteśmy najbliżej ludzi. Jeszcze zanim granicę zamknięto - a przecież już wcześniej były sankcje - część przedsiębiorców zwracała się do mnie z wnioskami o zwolnienie ich z obowiązku płacenia podatku od nieruchomości, w związku z trudną sytuacją, w jakiej się znaleźli. Spodziewam się, że teraz takich wniosków będzie jeszcze więcej - mówi wójt w rozmowie z TOK FM.
Miejscowa Izba Gospodarcza już wystosowała apel do premiera Donalda Tuska i do posłów i senatorów z województwa lubelskiego. "Bezpieczeństwo naszego kraju jest priorytetem, ale to firmy ze ściany wschodniej ponoszą koszty obecnej sytuacji - są to: utrata przychodów i ciągłe zmiany przepisów oraz nieustanne dostosowywanie się do kolejnych zmian. Bezpieczeństwo finansowe naszych podmiotów jest tu również bardzo istotne. Dlatego równolegle do decyzji, które zapadają z dnia na dzień liczymy na to, że rząd pomoże podmiotom, które nagle zostają pozbawione możliwości zarabiania. Utrzymanie pracowników i gwarancja istnienia naszych firm wymaga równoległych form wsparcia ze strony państwa" - pisze Bialskopodlaska Izba Gospodarcza. "Odbudowa podmiotów gospodarczych może nie być możliwa. Oczekujemy propozycji i pomysłów wsparcia - realnego i rzeczywistego oraz szybkiego uruchomienia odpowiednich instrumentów" - alarmuje izba.
Prezes izby, Magdalena Jaworska - Kucharczuk wskazuje w swoim piśmie na coś jeszcze. Jak pisze, "brak możliwości terminowej wypłaty wynagrodzeń spowoduje bardzo wiele tragedii osobistych, ponieważ większość osób ze ściany wschodniej nie dysponuje oszczędnościami (brak terminowych spłat kredytów, brak środków na bieżące wydatki)". "Nie dość, że spadają drony, to jest nam dobierany chleb" - pisze izba w liście do rządzących.
Ministerstwo odpowiada
"Podkreślamy, że ze względu na kwestie gospodarcze i dobro polskich przedsiębiorców zrobimy co w naszej mocy, by okres wyłączenia ruchu granicznego był jak najmniej dotkliwy dla przedsiębiorców" - odpowiada w swoim komunikacie MSWiA. Resort dodaje jednocześnie, że straty zostaną ocenione dopiero w momencie, kiedy będziemy wiadomo, jak długo granica będzie zamknięta. "Wówczas ministerstwa będą mogły przygotować takie zestawienie. I na tej podstawie rząd będzie podejmował decyzje o ewentualnym wsparciu państwa dla poszczególnych branż przemysłu" - wskazuje resort spraw wewnętrznych i administracji.
- Mamy obawy, że to potrwa nie tygodnie, ale nawet miesiące. Powiem szczerze, że bardzo się boję. To, jak mało jest obecnie klientów, widać choćby w Biedronce przy granicy, gdzie zawsze były kolejki, gdy Białorusini przyjeżdżali do nas na zakupy. Teraz klientów jest o wiele mniej. Można zrobić zakupy bez kolejki. I tak jest wszędzie. Rząd powinien zadziałać już dziś - jakieś rekompensaty, jakieś świadczenia pomocowe, a słyszymy, że pomyśli dopiero jak będzie wiadomo, ile to potrwa. Dziwne to wszystko - mówi pani Ewa, która pracuje w budżetówce, sama o pracę się nie martwi, ale działalność związaną z granicą prowadzą jej najbliżsi.