,
Obserwuj
Polska

Powstaje rządowa aplikacja ostrzegająca przed zagrożeniem z powietrza. Ekspert wskazuje problemy

2 min. czytania
30.09.2026 16:21

Wokół aplikacji, która ma ostrzegać przed zagrożeniem z powietrza, pojawia się mnóstwo pytań - i to na etapie samego pomysłu - mówił w TOK FM dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego.

Konferencja prasowa na temat nowej aplikacji z mapą punktów schronienia w 2025 r.
Konferencja prasowa na temat nowej aplikacji z mapą punktów schronienia w 2025 r.
fot. Pawel Wodzynski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Nad czym pracuje MSWiA?
  • Jakie są problemy z aplikacją, która jest testowana przez MSWiA?
  • Jaką drogą można ostrzegać o zagrożeniu z powietrza?

Trwają prace nad rządową aplikacją mobilną, która będzie informowała obywateli o zagrożeniach atakami. Poinformował o tym w TOK FM wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz. Aplikacja ma być alternatywą dla alertów RCB, które mieszkańcy Polski otrzymują w formie SMS-ów. Jak stwierdził wiceminister, z końcem roku aplikacja będzie gotowa.

- Trochę na to poczekamy - stwierdził prowadzący "TOK360" Wojciech Muzal. Z redaktorem zgodził się dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego. - Kiedy słyszę "aplikacja", to pierwsze skojarzenie mam "o Jezu, jeszcze jedna aplikacja do ściągnięcia". Jako specjalista i obywatel raczej bym pytał, kiedy zostanie zmieniony system wysyłania alertów - powiedział ekspert.

Zdaniem dr Piekarskiego, oprócz samej informacji o zagrożeniu, system powinien także podawać informacje niezbędne do ewakuacji. - Pojawia się pytanie, czy zostanie to w jakiś sposób zintegrowane z tym ułomnym, problematycznym, dyskusyjnym, ale jednak istniejącym wykazem miejsc ukrycia - zastanawiał się gość "TOK360". Według niego osoba poinformowana o zagrożeniu powinna dostać również podpowiedź, gdzie jest najbliższe miejsce schronienia.

Ekspert wskazał też, że sama forma aplikacji może nie być najbardziej skuteczna. - Z jednej strony "aplikacja" brzmi bardzo dobrze i modnie, ale z drugiej strony to jest coś, co musi być dostępne dla jak najszerszej gamy urządzeń - zaznaczył rozmówca Wojciecha Muzala. - Pół biedy, jeżeli mamy osoby, które sobie z tym radzą bez problemu, ale w społeczeństwie będziemy pewne grono osób, dla których po prostu ściągnięcie tej aplikacji może być kłopotliwe, bo np. korzystają z telefonu tylko do dzwonienia - tłumaczył dr Piekarski.

Poza tym - co przypomniał gość TOK FM - istnieje już mObywatel, w którym mogłaby pojawić się funkcja, nad którą pracuje MSWiA. - Obecnie mamy alert RCB w formie tekstowej, ale jest też Cell Broadcast, na którego wdrożenie czekamy od dawna - dodał ekspert. Cell broadcast, czyli nadawanie komórkowe, to - jak wytłumaczył dr Piekarski - nie typowy SMS, ale powiadomienie, które wyskakuje na telefonie. Nie jest to też aplikacja - działa więc niezależnie od tego, co jest na telefonie zainstalowane.

Dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego przyznał, że ani on, ani żaden z jego znajomych ekspertów, nie widział testowanej aplikacji. Zasugerował jednak, by przetestowały ją również osoby mieszkające na wschodzie Polski.

Redakcja poleca

Tymczasem powstała już aplikacja Strażnik, która jest nieoficjalną mapą zagrożeń powietrznych dla Polski. Aplikację tę stworzył Piotr Kukier po tym, jak sam nie usłyszał syren w swoim domu, podczas gdy był ogłoszony alarm o zagrożeniu z powietrza.

Źródło: TOK FM