Alerty o zagrożeniu z powietrza na Lubelszczyźnie. Co nie działa? "SMS przyszedł po 10 minutach"
Syreny zawyły, ale nie wszędzie. Alerty RCB dotarły, ale do niektórych - z opóźnieniem. Mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia coraz częściej słyszą alarmy o zagrożeniu z powietrza, jednak nie wszystko działa, jak powinno. - Sporo jest do zrobienia - mówiła w TOK FM reporterka Anna Gmiterek-Zabłocka.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co nie działa w systemie ostrzegania ludności o zagrożeniu z powietrza?
- Co się działo w Lublinie podczas ogłoszonego alarmu?
- Gdzie najlepiej się ewakuować?
- Jakie aplikacje są przydatne przy ewakuacji?
W związku z atakiem powietrznym Rosji na terytorium Ukrainy mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali w poniedziałek łącznie cztery alerty od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Zostały też włączone syreny alarmowe oznaczające zagrożenie z powietrza. Tyle, że nie wszędzie. O informacyjnym chaosie mówiła w TOK FM reporterka Anna Gmiterek-Zabłocka.
- Od kilku tygodni sytuacja zaczyna się komplikować, jest coraz bardziej napięta - przyznała rozmówczyni Filipa Kekusza. Opowiedziała o swoich własnych doświadczeniach: podczas gdy jej mąż dostał SMS-a od RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza, to sama Gmiterek-Zabłocka, choć była w domu w Lublinie razem z nim, otrzymała alert dopiero po ok. 10 minutach.
- Jest jedna dzielnica w Lublinie, w której wyją syreny, a dzwonią do mnie znajomi z innej dzielnicy, w której ich nie słychać. I pytają, co mają robić, bo oni akurat dostali alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza - mówiła Anna Gmiterek-Zabłocka.
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapewniał w rozmowie z reporterką, że wszystko działa, a syreny zostały wczoraj włączone. Jednak inni jej rozmówcy zaprzeczają. Na przykład pani Agnieszka żadnych syren nie słyszała. - Chodząc po galeriach handlowych nie miałam absolutnie żadnego pojęcia [o zagrożeniu z powietrza - przyp. red.]. Nie wiem, czy te syreny są sprawne, gdzie one wyły. Trudno pozbyć się wrażenia, że to jest tzw. państwo z kartonu - mówiła.
Sama reporterka TOK FM zaznaczyła, że sytuacja jest poważna. - Kluczowa jest zmiana mentalna, ponieważ dużo osób uznaje, że tych alertów jest za dużo, że są one niepotrzebne i że państwo nas straszy. Ale tej sytuacji nie można bagatelizować - oceniła Anna Gmiterek-Zabłocka. - Wiem to z rozmów z wojskowymi i ekspertami: naprawdę warto zareagować na każdą syrenę alarmową, a nie wychodzić z założenia, że to tylko jakaś kolejna próba - podkreśliła gościni "TOK360".
- To nie jest wydumany problem - powtórzyła reporterka, podając przykłady prawidłowych reakcji na alarmy. Np. wójt Dorohuska mówił Gmiterek-Zabłockiej, że gdy słyszy syreny, schodzi do piwnicy. Gdy wczoraj wyły syreny, to w Telewizji Polskiej Lublin przerwano program, a dziennikarze zeszli do podziemi. - Podobnie było na sesji Rady Miasta w Zamościu. Sesję przerwano i nastąpiła ewakuacja. Zagrożenie jest realne - stwierdziła dziennikarka.
A o tym, że ludzie zaczynają obojętnieć na sygnały alarmowe, mówił w TOK FM były zastępca szefa Obrony Cywilnej Kraju gen. Ryszard Grosset. - Rzeczywistych powodów do ostrzeżeń – lecących w naszą stronę dronów czy rakiet - jest tak wiele, że faktycznie tworzy się szum informacyjny - stwierdził ekspert.
Strażnik i Gdzie się ukryć. Przydatne aplikacje w ewakuacji
Co robić, kiedy słyszymy syreny? Anna Gmiterek-Zabłocka podpowiedziała w "TOK360", by używać aplikacji "Gdzie się ukryć" oraz nieoficjalnej mapy zagrożeń powietrznych dla Polski - Strażnik. Jak wyjaśniła, aplikację tę stworzył Piotr Kukier po tym, jak sam nie usłyszał syren w swoim domu, podczas gdy był ogłoszony alarm o zagrożeniu z powietrza.
Reporterka TOK FM przypomniała, że powinniśmy mieć już gotowe bezpieczne miejsce, do którego udamy się w razie zagrożenia. - Gdzie się schować? Tutaj służby i eksperci mówią krótko: jeżeli np. jesteśmy w domu, mieszkamy na szóstym czy dziesiątym piętrze, wtedy najprościej pójść do łazienki i tam ten alert przeczekać. Jeśli mamy parking podziemny, to tam biegniemy - tłumaczyła Anna Gmiterek-Zabłocka, zaznaczając, że można schronić się w piwnicy - o ile jest bezpieczna, tzn. posiada system wentylacji.
Szkolenia z ewakuacji
W poniedziałek rosyjski dron spadł w okolicy przejścia w Dorohusku, ale po ukraińskiej stronie. Na dwóch przejściach granicznych z Ukrainą - właśnie w Dorohusku oraz Zosinie - była ewakuacja. Anna Gmiterek-Zabłocka rozmawiała z pracownikami na stacji benzynowej, sklepie i aptece - mimo że powinni przerwać pracę, do ewakuacji nie doszło.
Ewakuacji nie było również w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Jak wyjaśniła dyrektorka Kamila Ćwik, tu procedury są inne, a syrena alarmowa nie stanowi automatycznej informacji o ewakuacji, tylko do monitorowania. - Pacjenci dostali tylko informację, by odsunąć się od okien, na wszelki wypadek - dodała Anna Gmiterek-Zabłocka. Wojewoda Krzysztof Komorski poinformował, że zaczynają się szkolenia z ewakuacji - m.in. dla pracowników szpitali i szkół.
Źródło: TOK FM