Tom Hanks wystawił na licytację malucha od mieszkanki Bielska-Białej. "Bardzo bym chciała, żeby wrócił do Polski"
Słynny maluch trafił do Toma Hanksa pod koniec 2017 roku. Był to prezent od grupy jego fanów - mieszkańców Bielska-Białej, na czele z Moniką Jaskólską. Po tym, jak aktor - w czasie podróży po Europie - robił sobie zdjęcia z fiatem 126p i udostępniał je w mediach społecznościowych, Polacy postanowili odrestaurować jedno z takich aut i przekazać Hanksowi na urodziny. Akcję połączono ze zbiórką pieniędzy na oddział psychiatrii dziecięcej w Szpitalu Pediatrycznym w Bielsku-Białej.
Teraz aktor wystawił wyjątkowe auto na licytację. Uzyskany z niej dochód ma trafić do fundacji Hidden Heroes Campaign, która wspiera finansowo rodziny i osoby opiekujące się weteranami wojennymi.
"Bardzo bym chciała, żeby wrócił do Polski"
- Szczerze mówiąc, to już od dawna wiedziałam, że taki będzie cel tego samochodu. Super, że ta historia toczy się dalej, bo dzięki niej udało się wyposażyć dwa piętra psychiatrii dziecięcej w Szpitalu Pediatrycznym w Bielsku-Białej. Ten maluch będzie teraz niósł dobro dalej, piękniejszej wiadomości nie mogłam dostać - mówi nam Monika Jaskólska, prezeska fundacji NIE Wypada NIE Pomagać.
Podkreśla, że licytację śledzi z zapartym tchem. Obecnie malucha Hanksa można nabyć za nieco ponad 57 tysięcy dolarów. - Ale proszę mi wierzyć, że wart jest o wiele więcej, jeśli wziąć pod uwagę jakość i wartość jego wykonania. To jedyny taki maluch na świecie! - przekonuje Jaskólska. - Bardzo bym chciała, żeby wrócił do Polski. Jak się uda, to będę bardzo szczęśliwa. Wiem, że dwie osoby z Polski walczą w licytacji zaciekle - dodaje.
- Nie wiem, czy ta decyzja miała związek z tym, co się dzieje w Ukrainie. Żyje tym cały świat, więc to bardzo prawdopodobne. Sam Tom bardzo mocno wspiera weteranów wojennych, więc to pewnie była łatwa decyzja - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Malucha Toma Hanksa można licytować już tylko do wtorku.