"Nasz kierunek jest tworem sztucznym". Studenci poskarżyli się do ministra. Uczelnia odpiera zarzuty
Akademia Śląska to dawna Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach. Kierunek lekarski działa tu od roku akademickiego 2018/2019. Jak czytamy na stronie uczelni, za studia płaci się 24 tysiące złotych za I i II rok studiów stacjonarnych, 25 tysięcy złotych za III i IV rok oraz 26 tysięcy złotych za V i VI rok studiowania. Są też studia niestacjonarne, jeszcze droższe.
Studenci wystosowali list m.in. do ministra zdrowia i ministra edukacji i nauki, ale też - jak wynika z nagłówka tego pisma - do izb lekarskich, do Porozumienia Rezydentów czy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Napisali w nim m.in.: "Kierunek lekarski na Akademii Śląskiej jest tworem sztucznym, powołanym przez Kanclerza i Rektora do życia wyłącznie w celu wzbogacenia kosztem naiwnych studentów, przekonanych, że otrzymają rzetelną edukację medyczną".
"Czesne jednego studenta kierunku lekarskiego stanowi równowartość kwot wpłacanych przez ok. 10 studentów kierunków technicznych, jednocześnie Wydział Lekarski nie ma prawa do dysponowania nawet częścią wpłacanej przez studentów kwoty" - piszą dalej autorzy listu. W ocenie studentów, świadczą o tym choćby przeciągające się remonty sal, nierozpoczęta nawet renowacja drugiego budynku czy braki kadrowe.
Zarzutów, które pojawiają się w liście, jest wiele. Studenci piszą choćby o notorycznym odwoływaniu i przekładaniu zaliczeń i egzaminów, nieodpowiadaniu studentom na korespondencję, łączeniu zajęć z reumatologii dla IV i V roku czy nieangażowaniu studentów w działalność naukową uczelni i braku prowadzonych badań naukowych. Wskazują również, że na egzamin komisyjny z jednego z przedmiotów musieli jeździć do lekarza do szpitala w Knurowie (ponad 30 km) i że nauczyciele akademiccy nie organizują konsultacji dla studentów, w trakcie których można byłoby np. o coś zapytać.
Studenci nie podpisali się pod listem z imienia i nazwiska, chcieli pozostać anonimowi. Jednocześnie zaznaczyli: "W razie dalszych pytań pozostajemy do dyspozycji pod adresem mailowym, z którego nadana została niniejsza wiadomość". Przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej informują, że będą chcieli z autorami listu porozmawiać.
Co na to władze uczelni?
Wysłaliśmy pytania w tej sprawie do władz Akademii Śląskiej. "Stwierdzam, że pismo sporządzone przez bliżej nieokreśloną osobę/osoby, jest nie tylko krzywdzące dla uczelni, wszystkich jej pracowników, ale też samych studentów kierunku lekarskiego. Jako rektor rozważam podjęcie kroków prawnych, celem obrony dobrego imienia uczelni, jej pracowników i studentów" - napisał nam rektor Akademii Śląskiej, prof. uczelni dr Aleksander Ostenda. Jak dodał, "władze uczelni są w posiadaniu materiałów podpisanych imiennie przez studentów kierunku lekarskiego, kontestujących zawarte w piśmie zarzuty".
W przesłanym do nas mailu rektor zaznaczył również: "Z naszej perspektywy wątpliwa jest celowość w prowadzeniu - przez władze uczelni oraz dziennikarzy - dyskusji nad zarzutami sformułowanymi anonimowo, co w świetle imiennych oświadczeń kierunku lekarskiego podważa rzetelność i nakreśla jednoznacznie motywy działania osoby/osób preparujących zarzuty" - napisał Ostenda.
Kierunki lekarskie jak grzyby po deszczu
Kierunki lekarskie powstają ostatnio na potęgę, również na uczelniach, które do tej pory z medycyną nie miały za wiele wspólnego. - Już rok temu apelowaliśmy i pisaliśmy nawet do Komisji Europejskiej list z prośbą o interwencję w sprawie otwierania - jak to się mówi - niemal w każdej gminie uczelni medycznych i kierunków lekarskich bez zaplecza, bez doświadczonej kadry, bez przygotowania. Listy, które piszą studenci o braku kwalifikacji kadry czy braku organizacji zajęć i braku zrozumienia, czym jest kierunek lekarski, są jedynie potwierdzeniem tego, przed czym ostrzegaliśmy - mówi nam dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
- Wylano dziecko z kąpielą. Zamiast zwiększyć nabór na studia medyczne na uniwersytetach, na których jest zaplecze i kadra, zapomniano o jakości. Liczy się tylko ilość. W tych listach widać, że chyba same uczelnie nie do końca mają świadomość, z czym się trzeba mierzyć w trakcie tych długich i wymagających studiów - dodaje.
Jankowski przekonuje też, że cieszy go, iż studenci reagują. - Czuć współodpowiedzialność tych młodych ludzi, którzy często czują się po prostu oszukani. Idą na studia medyczne z nadzieją, że zostaną dobrze wykształceni, a sami widzą mizerię tego, jak się ich traktuje - komentuje gość TOK FM.
Dr Damian Patecki - członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej - dodaje, że lekarzy kształci się na potęgę z jednego powodu. - Dla mnie to rodzaj bolszewickiej rewolucji. A elementem każdej rewolucji jest wymiana elit. Tutaj ewidentnie widać, że jednym z celów jest stworzenie takiej grupy lekarzy, która będzie miała określone poglądy, będzie wychowana w określonym duchu. Obawiam się, że część z tych osób - przyszłych lekarzy - nie będzie miała dylematów: stosować klauzulę sumienia czy też nie. Dla nich to będzie oczywiste, że będą rzeczy, których nie będą chcieli się podjąć. I to mnie martwi - mówi dr Patecki.
W jego ocenie próba umasowienia zawodu lekarza jest tym, co zrobiono z zawodem prawnika. - Prawników kształcono na potęgę niemal wszędzie i ministerstwo uważa, że to nie zepsuło świadczenia usług prawnych i może to samo uda się zrobić z lekarzami. Jednak wydaje mi się, że różnica polega na tym, że medycyna jest trudniejsza organizacyjnie do prowadzenia. Potrzebne są dobrze wyposażone pracownie, laboratoria, prosektorium, szpitale medyczne, kadra. A minister Czarnek chce pozwolić na kształcenie lekarzy również w takich placówkach, które w ogóle nie prowadzą działalności naukowej czy badawczej. To nas martwi - mówi TOK FM Patecki.
Sejm kilka dni temu przyjął zmiany, zgodnie z którymi jeszcze łatwiej będzie tworzyć kierunek lekarski. Będą mogły utworzyć go ci, którzy kształcą już pielęgniarki lub ratowników medycznych. Temat budzi ogromne kontrowersje w środowisku medyków, którzy przeciwko temu protestowali.