,
Obserwuj
Śląskie

Janusz Szymik walczy o zadośćuczynienie. Sąd przesłuchał biskupa. "Jesteśmy zadowoleni z tych wypowiedzi"

Grzegorz Kozieł, TOK FM
3 min. czytania
31.08.2023 15:40
Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej toczy się proces przeciwko diecezji bielsko-żywieckiej. Wytoczył go Janusz Szymik, molestowany w dzieciństwie przez proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim. Mężczyzna domaga się 3 milionów złotych zadośćuczynienia. Przed sądem odpowiadał w czwartek obecny biskup diecezji bielsko-żywieckiej Roman Pindel.
|
|
fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Sąd wyłączył jawność, więc rozprawa toczyła się zamkniętymi drzwiami. Zeznawał Roman Pindel, który w 2014 roku usunął ze stanowiska proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim księdza Jan W. - Nie mogę powiedzieć, co powiedział ksiądz biskup, ale z tych wypowiedzi jesteśmy zadowoleni. Widzimy diametralnie różne podejście do tej sprawy niż jego poprzednika - ocenił mecenas Artur Nowak, który reprezentuje Janusza Szymika.

Poprzednik - czyli biskup Tadeusz Rakoczy - został dwa lata temu ukarany przez Watykan za tuszowanie pedofilii wśród duchownych. Stolica Apostolska wydała wobec niego m.in. zakaz uczestnictwa w celebracjach, spotkaniach publicznych i zebraniach plenarnych KEP. Biskup otrzymał również nakaz prowadzenia życia w duchu pokuty i modlitwy.

Proces o zadośćuczynienie dla Szymika jeszcze się nie zakończył, ponieważ nie zostały wciąż rozpoznane wnioski dowodowe w postaci opinii biegłych psychologów.

- Krzywdę trzeba oprzeć nie tylko na zeznaniach świadków i na tym, co mówi pokrzywdzony, ale również na wiadomościach specjalnych, a takie mają biegli psychologowie - podkreśla mecenas Nowak. Zdaniem pełnomocnika Szymika, Kościół powinien zadośćuczynić pokrzywdzonemu. - Ta instytucja wypuściła tego sprawcę, wykształciła, ubrała go w sutannę, wyświęciła i ona ponosi konsekwencje za jego czyny. Sprawa jest prosta i to nie jest specyfika polska, bo w całym cywilizowanym świecie tak to wygląda. Jeżeli jest krzywda, istnieje również odpowiedzialność materialna instytucji - stwierdził prawnik.

Bielski sąd nie wyznaczył jeszcze daty kolejnej rozprawy.

Molestowany przez księdza chce 3 mln zł od diecezji bielsko-żywieckiej. 'Przyszła pora na zadośćuczynienie'

Sprawa Janusza Szymika

Janusz Szymik przyznał, że w 1984 roku - jako 12-letni ministrant - został po raz pierwszy zmuszony do kontaktu seksualnego przez proboszcza Jana W. Jak mówił, był zastraszany i molestowany przez pięć lat.- Ksiądz zaprosił mnie po mszy do zakrystii, potem poszliśmy na plebanię. Zjedliśmy kolację. Proboszcz był serdeczny, opowiadał kawały. To mnie onieśmielało. Potem wstał, zakręcił mnie kilka razy w fotelu i bardzo mocno przytulił. Następnie wsadził moją rękę pod swoją koszulę, naprowadził na okolicę będącego w zwodzie członka. Dla mnie wtedy zawalił się świat, nie wiedziałem, co robić - wspominał w reportażu na antenie TOK FM Szymik.

Między Szymikiem a księdzem regularnie miało dochodzić do spotkań - nawet 2-3 razy w tygodniu. - Ksiądz mówił mi, że bardzo się we mnie zakochał i to powinna być nasza tajemnica. Z jednej strony uprawialiśmy seks, a nad wersalką był obraz Chrystusa w koronie cierniowej. Kuriozum i niewyobrażalna tragedia - opowiadał bohater reportażu.

Mężczyzna podawał, że był molestowany przez księdza do czerwca 1989 roku. - W sumie naliczyłem, że doszło między mną a księdzem do 500 stosunków seksualnych, analno-oralnych, bo do tego się to sprowadzało - mówił.

Jan W. w trakcie procesu kanonicznego przyznał się do współżycia z nieletnim. - Mój oprawca został skazany prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki i Wiary. To było 13 grudnia 2017 roku. Obecnie, jak słyszałem, przebywa w miejscu odosobnienia w jednym z klasztorów kamedułów - informuje Janusz Szymik.

Janusz Szymik uważa, że ważni hierarchowie polskiego Kościoła tuszowali przestępstwa wobec niego i innych chłopców. - Wszyscy hierarchowie, którzy mają na jakimkolwiek etapie postępowania nieczyste sumienie, ponieśli duchową odpowiedzialność. Dotyczy to biskupa seniora Rakoczego. Mamy też kwestię kardynała Stanisława Dziwisza, który otrzymał moje dokumenty od ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Sprawę zamiótł pod dywan - twierdzi Szymik.

Kard. Dziwisz zignorował ofiarę księdza pedofila? Ks. Isakowicz-Zaleski opublikował w sieci list