,
Obserwuj
Śląskie

Za bajtla spacery i sanki, później oświadczyny. To miejsce w Bytomiu robi furorę

Bogdan Widawka
3 min. czytania
14.02.2024 07:00
- Ta góra jest dla mnie szczególna, dla mojej żony też, bo tam się oświadczyłem - wyznaje nam Krystian, mieszkaniec Bytomia. Z okazji walentynek udaliśmy się do miejsca, które - jak żadne inne w mieście - kojarzy się z tym świętem. Góra Miłości uwielbiana jest jednak nie tylko przez zakochanych.
|
|
fot. Archiwum Urzędu Miejskiego w Bytomiu/Hubert Klimek

Park Miejski im. Franciszka Kachla jest jednym z najstarszych na Górnym Śląsku. Powstawał pod koniec XIX wieku z myślą, że będzie głównym terenem wypoczynkowym Bytomia. Posadzono w nim sporo kasztanowców, które rosną do dziś. Rdzenni mieszkańcy miasta doskonale wiedzą, że było tu nawet mini ZOO.

W miejscu hałdy, w sercu parku, został zaaranżowany ogród z drzewkami i stylową zabudową. Koncepcja zakładała styl angielski, zwany również romantycznym. I tak też nazywali to miejsce ówcześni mieszkańcy - Der Liebeshügel, czyli wzgórze miłości.

Góra Miłości. Uwielbiana przez spacerowiczów

W czasach PRL park był zaniedbany i stracił dawny blask. W ostatnich latach był jednak konsekwentnie odbudowywany, przechodził kolejne etapy rewitalizacji. Góra Miłości również przeszła metamorfozę: wiata na jej szczycie została odtworzona, a sadzawka i inspirowana dawnymi rozwiązaniami kaskada wodna wyremontowana.

Góra Miłości jest uwielbiana przez spacerowiczów, szczególnie tych zakochanych. To nie zmienia się od lat. W tym roku miejsce to zdobi świetlna iluminacja. Przed schodami wiodącymi na górę świeci wielkie serce, świetlnymi girlandami udekorowana jest wiata, drzewa i barierki. Wybraliśmy się tam tuż przed walentynkami.

Za bajtla spacery i sanki, później oświadczyny

Miłe wspomnienia związane z tym miejscem ma Krystian. - Za bajtla chodziłem tu z babcią - latem na spacery, a w zimie na sanki. Wtedy nie było jeszcze barierek u podnóża Góry Miłości, strach było stamtąd zjechać! - wspominał w rozmowie z nami. Przyznał, że większość dzieci w latach '70 i '80 wybierała nieco łagodniejszą, dziką trasę saneczkową, potocznie nazywaną "hopsasa", położoną nieopodal. On jednak miał sentyment właśnie do tego miejsca. I ma do dziś. - Góra Miłości jest dla mnie szczególna, dla mojej żony też. Tam się oświadczyłem w 1987 roku - mówił dumnie Krystian.

Elżbietę i Aleksandrę spotkaliśmy podczas spaceru z małą Felicją. Panie przyznały, że są bytomiankami i doskonale znają Górę Miłości. Aleksandra zdradziła, że ma zdjęcia swoich dziadków, którzy właśnie tutaj przychodzili, gdy byli młodzi. - Babcia ma w tym roku 84 lata, więc te zdjęcia sprzed 60 lat to bardzo cenna pamiątka rodzinna - powiedziała.

- Moja mama zawsze wspominała, że w niedzielę po obiedzie wszyscy wychodzili do parku pięknie ubrani. Panie w rękawiczkach i w kapeluszach, panowie w garniturach, jak z filmu "Lalka". Tu, gdzie dziś jest polana dla psów, kiedyś ludzie się opalali - dopowiadała Elżbieta. Pytana o swoje wspomnienia związane z Górą Miłości, odparła ze śmiechem: "Są dość bolesne, bo złamałam kość ogonową podczas zjazdu na sankach". O całym parku wypowiadała się jednak w samych superlatywach. - Szkoda tylko, że już nie ma drewnianego kościółka, który spłonął w 1982 roku - wzdychała.

- To jest bytomski Central Park! Widać, że wszystko tu się rozwija, że przychodzi coraz więcej ludzi - podkreślała Aleksandra. Przyznała, że po zmroku na Górze Miłości jeszcze nie była. - Z uwagi na małą Felicję spacerujemy raczej w godzinach wczesnopopołudniowych, ale być może jeszcze się jakoś załapiemy na wieczorne widoki - podsumowała z uśmiechem.

Walentynkową iluminację Góry Miłości w Parku Miejskim im. Franciszka Kachla można podziwiać do niedzieli, 19 lutego.

Znaleźli słynną tablicę z Katowic. Miała trafić na złom, ale wojewoda ma inny pomysł