Jak doszło do pożaru w Pszowie? "Zobaczyliśmy palący się garnek"
- W pożarze budynku w Pszowie zginęło pięć osób. Obiekt, zamieszkany m.in. przez pracowników i emerytów i nie był zgłoszony jako hostel;
- Jak relacjonował w rozmowie z Polsat News jeden ze świadków tragedii, ogień wybuchł w kuchni, a pierwszym sygnałem było ostrzeżenie starszej kobiety. Ogień szybko objął sufit i kuchenkę;
- W ramach czynności mających na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii przesłuchano zarządcę budynku;
- Poszkodowani otrzymali pomoc od miasta, a burmistrz Pszowa ogłosił jednodniową żałobę.
"Starsza kobieta wybiegła i zaczęła krzyczeć, że wokół jest mnóstwo dymu. Z początku pomyśleliśmy, że pojawiły się problemy z rozpaleniem pieca, jednak dopiero później okazało się, że pożar wybuchł w kuchni" - relacjonował jeden ze świadków pożaru w Pszowie w rozmowie z Polsat News.
Pożar udało się opanować około godziny 21. Ewakuowano 12 osób, w tym dwie narodowości ukraińskiej i dziesięć polskiej. Wśród ofiar śmiertelnych jest jedna kobieta i czterech mężczyzn - wszyscy to obywatele Polski. Policja poinformowała, że wśród ofiar nie było dzieci.
Sprawę pożaru w Pszowie bada prokuratura
W poniedziałek na miejscu rozpoczęła się wizja lokalna z udziałem prokuratury, policji oraz biegłych. Prokuratura Rejonowa w Wodzisławiu Śląskim prowadzi czynności mające na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. "Na razie w związku ze sprawą nie zatrzymano nikogo" - poinformowano.
Przesłuchano już zarządcę budynku, który - jak potwierdzono - nie był zgłoszony jako hostel. Według ustaleń Wirtualnej Polski obiekt był przeznaczony był na długoterminowy wynajem. "Dom podzielony był na pokoje, które były wynajmowane różnym osobom. Część z tych osób pracowała, część była na emeryturze, a część nie pracowała i utrzymywała się ze świadczeń socjalnych" - czytamy.
Osobom poszkodowanym zapewniono schronienie i wyżywienie w zasobach komunalnych. Burmistrz Pszowa ogłosił w poniedziałek jednodniową żałobę.
Posłuchaj: