,
Obserwuj
Śląskie

Śląski smród trafił do prokuratury. "Ktoś stara się zbić łatwy kapitał polityczny"

Grzegorz Kozieł, TOK FM
2 min. czytania
18.07.2025 16:50
Sosnowiecki radny złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządzających składowiskiem odpadów w sąsiednich Katowicach. Zdaniem Wojciecha Nitwinki odór może zagrażać zdrowiu mieszkańców. Władze Katowic nie mają sobie w tej sprawie nic do zarzucenia.
|
|
fot. East News/REPORTER/Dominik Zachariasz
  • Problem uciążliwych zapachów na styku Katowic, Sosnowca i Czeladzi jest znany od lat;
  • Zdaniem sosnowieckiego radnego winny jest katowicki Zakład Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów; 
  • Wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula odpowiada, że zakład do minimum zredukował uciążliwości związane z jego funkcjonowaniem.

Odór przeszkadza nie tylko mieszkańcom sosnowieckiej dzielnicy Milowice, ale także Czeladzi, Siemianowic Śląskich oraz katowickiej dzielnicy - Dąbrówka Mała. 

Nudności, stres, stany lękowe

 

- Ten smród to typowy zapach odpadów komunalnych, a intensywność jego odczuwania zwiększa się w miarę zbliżania się do tego składowiska. Mieszkańcy skarżą się że wymiotują, że mają nudności i bóle głowy, podrażnienie dróg oddechowych, depresje, stres, stany lękowe, które wynikają właśnie z tego typu uciążliwości - przekonuje Wojciech Nitwinko.

Jego zdaniem mogło dojść do popełnienia przestępstwa przez osoby zarządzające Zakładem Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów, który należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Katowicach. Stąd zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. 

- To są dwa obszary. Pierwszy - to narażenie wielu osób na doznanie uszczerbku na zdrowiu, a drugi to zanieczyszczanie powietrza substancją, która znacząco obniża jakość tegoż powietrza i również ma negatywny wpływ na środowisko i zdrowie wielu osób - wyjaśnia sosnowiecki radny.

Nie mamy sobie nic do zarzucenia

 

Wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula odpowiada, że zakład do minimum zredukował uciążliwości związane z jego funkcjonowaniem. - Kosztowało to kilkanaście milionów złotych - wylicza. Podkreśla, że kontrole nie potwierdzały zarzutów. Zauważa, że w pobliżu są też inne zakłady.

- Uważam, że nie mamy sobie nic do zarzucenia, natomiast będziemy konsekwentnie reagowali na sytuację, w której ktoś stara się zbić łatwy kapitał polityczny na tym, że przypisuje nam uciążliwości. Najłatwiej uderzyć w publiczny podmiot. Zachęcam, by taką kontrolą i odwagą wykazać się także w stosunku do podmiotów prywatnych - mówi Sobula.

- Nie negujemy tych nakładów inwestycyjnych. Tyle że jak wskazują fakty, niestety okazały się one bezskuteczne. Natomiast wskazywanie jakichś innych zakładów, które mogą emitować odór jest o tyle bezzasadne, że w tej okolicy takich nie ma - odpowiada z kolei Nitwinko.

Katowickie MPGK już wcześniej pozwało sosnowieckiego radnego o naruszenie dóbr osobistych. Chodzi o bezpodstawne - zdaniem miejskiej spółki - informacje, jakoby katowicki zakład był źródłem odoru. Warto też dodać, że przed zakładem mieszkańcy protestowali już kilka razy.