Rosyjska rakieta nad Polską. Ekspert o kulisach. "Nigdy się nie dowiemy"
W piątek w BBN odbyła się narada z udziałem m.in. prezydenta Andrzeja Dudy, szefa MON, szefa Sztabu Generalnego gen. Wiesława Kukuły oraz Dowódcy Operacyjnego RSZ gen. Macieja Klisza. Narada została zwołana w związku z informacją o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt latający, który wleciał w polską przestrzeń z Ukrainy w okolicy Zamościa.
Wiemy, co wleciało do Polski. Gen. Pacek: Powodów do spokoju nie mamy
"Obiekt, który przebywa w polskiej przestrzeni powietrznej był niecałe trzy minuty na terytorium Polski i opuścił naszą przestrzeń powietrzną" - poinformował na briefingu prasowym gen. Klisz. Jak zaznaczył, "mamy ok. 40 kilometrów naruszenia przestrzeni powietrznej". Zapewnił, że "rakieta na całym torze była śledzona".
"W związku z wykonywanymi przez nią manewrami i opuszczeniem przez nią przestrzeni powietrznej Polski, ja jako Dowódca Operacyjny nie podjąłem żadnej decyzji w stosunku do tego obiektu" - oświadczył Dowódca Operacyjnego RSZ. Zaznaczył, że "polską przestrzeń powietrzną naruszył tylko jeden z obserwowanych pocisków". Dodał, że "pocisk ten wrócił na terytorium Ukrainy".
Oglądają '19.30' TVP i łapią się za głowy. 'Za głupia jestem'
Rosyjska rakieta nad Polską. Ekspert o kulisach
Nadal otwarte pozostaje pytanie, czy rakieta faktycznie celowo opuściła przestrzeń powietrzną Polski Mariusz Cielma z „Nowej Techniki Wojskowej" tłumaczył w TOK360, że pociski manewrujące już w momencie startu mogą mieć zaprogramowane pewne punkty zwrotu.
- Jest duże prawdopodobieństwo, że to mogło być celowe działanie. Rakieta przebywała nad Polska dość krótko, może chciano sprawdzić scenariusz, jak zareaguje na to nasza strona. Być może chodziło o to, żeby obiekt wrócił nad Ukrainie i zaatakował swój cel z mniej spodziewanego kierunku. Tego nikt nie obsługuje w trakcie lotu. Przed odpaleniem pocisku wgrywa się odpowiednie dane geograficzne i rakieta wykonuje zwroty - wyjaśniał ekspert.
Według Cielmy, mógł to być też po prostu błąd systemu nawigacyjnego pocisku. - Aczkolwiek i tak nigdy nie dowiemy się, jakie były intencje strony rosyjskiej - podsumował Cielma.