,
Obserwuj
Polska

"Złośliwe i hałaśliwe trolle". Jak Polacy nienawidzą dzieci? "Totalny absurd"

5 min. czytania
13.10.2024 14:06
Przybywa w Polsce miejsc, w których dzieci nie są mile widziane - ostatnim przykładem aquapark w Łodzi otwarty tylko dla dorosłych. - Podstawowym problemem jest to, że dzieci nie są uważane za ludzi albo, że są uważane za ludzi wybrakowanych - mówił w TOK FM Michał R. Wiśniewski.
|
|
fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

"Marzy Ci się cały dzień na basenie bez pisków, chlapania i kolejek na zjeżdżalnie? 19 października w Aquaparku Fala bawią się wyłącznie dorośli! Start o 9:00, koniec o 22:00. Dzieciom wstęp wzbroniony" - zachęcali organizatorzy w mediach społecznościowych. Na plakacie promującym wydarzenie umieszczono wizerunek płaczącego niemowlaka przekreślony czerwoną linią.

Podobnych przykładów miejsc, gdzie dzieci nie są mile widziane, przybywa. Pojawiają się teraz m.in. restauracje tylko dla dorosłych, a także hotele. Jest też blok, w którym można wynająć mieszkanie pod warunkiem, że jest się osobą bezdzietną.

Dlaczego Polacy nienawidzą dzieci?

Zdaniem Michała R. Wiśniewskiego, choć problem jest rozdmuchany, to jednak jest to wyraz dyskryminacji. - Może nie tyle fakt istnienia przestrzeni, do której dziecko nie ma wstępu, jest z miejsca dyskryminacją, ale sposób, w jaki prowadzona jest dyskusja - mówił w TOK FM autor książki 'Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci'.

Jak wyjaśnił, jeśli zapytać, dlaczego rodacy chcą przestrzeni dla dorosłych, zwykle pada odpowiedź: 'Bo chcemy spokoju'. A to, jak przekonywał, nie jest prawdą, bo 'jak jadę do hotelu, to raczej się zabawić, więc będę tam pił, hałasował i tańczył'. - Powiedzmy sobie szczerze: 'Chcemy po prostu zabawy dla dorosłych' i ja bym nie miał z tym problemu. Ale w momencie, kiedy przy tej okazji dzieci przedstawia się jako złośliwe i hałaśliwe trolle, które wszystkim psują wakacje i tylko przeszkadzają, to prowadzi to tylko do kolejnych wykluczeń - podkreślił w rozmowie z Małgorzatą Wołczyńską.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

W efekcie, jak wskazał, dochodzi do absurdów. Takich jak przypadek influencerki, która na TikToku wrzuca filmik: 'Oto, ja tutaj jadę do hotelu tylko dla dorosłych, a tu mi w samolocie jakieś dziecko płacze', po czym nagrywa to płaczące dziecko. Ostatnio pojawiają się nawet 'dziwne historie, że ludziom zaczynają przeszkadzać dzieci, które rysują kredą na betonie'. - Kreda potem się podobno przyczepia do butów i ci biedni dorośli wniosą ją potem do swojego domu. Totalny absurd - ironizował.

Skąd się bierze polska dzieciofobia?

W ocenie gościa TOK FM przykładem dzieciofobii jest także np. sposób, w jaki mówimy o najmłodszych. Bo, jak zapewnił, pozwalamy mówić o dzieciach tak, 'jak byśmy w życiu nie powiedzieli o jakimkolwiek dorosłym'. - Podstawowym problemem jest to, że dzieci nie są uważane za ludzi albo, że są uważane za ludzi wybrakowanych - ocenił.

Skąd w Polakach bierze się dzieciofobia? Jak przekonywał autor książki 'Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci' decyduje o tym kilka czynników. Do najważniejszych zaliczył m.in.: brak dzieci w przestrzeni publicznej, to zjawisko zauważalne od czasu polskiej transformacji.

- Bardzo to widać między innymi w tym, jak wyglądają teraz osiedla. Te w PRL-u były wbudowane w sposób taki, który miał przede wszystkim chronić osoby piesze, zwłaszcza dzieci. To miały być przestrzenie bezpieczne na tyle, żeby mogło ono bez problemu pójść do żłobka czy np. przedszkola. Z kolei, kiedy staliśmy się społeczeństwem nastawionym na konsumpcję i indywidualność, to pojawiły się wszechobecne samochody, które zaczęły tę przestrzeń dzieciom zabierać. Nagle świat stał się dla nich bardzo niebezpieczny - opisywał rozmówca Małgorzaty Wołczyńskiej.

W efekcie nie wiemy, kim właściwie są dzieci i nie potrafimy sobie wyobrazić, jak się zachowuje dziecko. Mało tego, jak przekonywał, domagamy się, by zostały one 'oddelegowane do przestrzeni przeznaczonych tylko dla nich, jak np. sale i place zabaw'. - To są teraz jedyne miejsca, gdzie dziecko może się wyhasać i zrobić dużo hałasu - podkreślił, wskazując, że dawniej 'cała przestrzeń należała do dzieci, bo całe miasto było jednym wielkim placem zabaw'.

'Dziwne legendy'

Lista jest dłuższa. Gość TOK FM mówił też o braku kontaktu z dziećmi np. w rodzinie i wśród znajomych. - Ci, którzy nie lubią dzieci, zwykle po prostu ich nie znają. Jest taka sytuacja, którą zaobserwowałem wielokrotnie, że ktoś, kto w ogóle nie ma z nimi kontaktu, nagle pierwszy raz w życiu rozmawia z ośmiolatkiem i dokonuje odkrycia: 'Dziecko mojej kuzynki/siostry to jest chyba najgenialniejsze dziecko świata. Ono potrafi myśleć, odpowiadać na pytania i to całymi zdaniami'. A przecież jeżeli ktoś zna dzieci, to wie, że to jest normalna rzecz - mówił też Michał R. Wiśniewski.

W jego ocenie polska dzieciofobia to też efekt tego, że społeczeństwo się podzieliło i nastąpiła zamknięcie w 'bańkach', w których o dzieciach krążą 'dziwne legendy'. - A to, że dzieci są niemądre, a to, że nie rozumieją, co się do nich mówi. Dziecko jednocześnie jest uważane za kogoś gorszego, głupszego, a z drugiej strony często pojawia się wątek, że ono jest kimś, kto manipuluje dorosłym i wchodzi na głowę. Tak czy inaczej, wszystko sprowadza się do tego, że ono jest dehumanizowane - podkreślił.

Szwecja wzorem

Zdaniem Michała R. Wiśniewskiego problem z dzieciofobią to w rzeczywistości siatka zależności, a to powoduje, że nie ma dobrego miejsca, od którego można byłoby zapoczątkować zmiany. - Proponowałbym, żeby zacząć jednak od miejsc, w których jesteśmy w stanie coś zrobić, np. wprowadźmy zakaz podjeżdżania pod szkoły - zaproponował.

Wskazał, że np. w Gdańsku cała uliczka przylegająca do jednej ze szkół jest zamknięta dla ruchu. - Co tam teraz widać? Całą masę rowerów - opowiadał.

'Ciągłe darcie kotów' i konflikt między płciami. Ciemna strona ukochanej lektury dzieci

W jego ocenie wzorem dla Polski mogłaby być np. Szwecja. Jak tłumaczył, to kraj, w którym dzieci są bardzo mile widziane w miejscach publicznych z bardzo prostego powodu. Jak mówił, tam patrzy się pod nogi, podczas gdy w Polsce dzieci są ciągle albo potrącane, albo jeżeli się gdzieś zjawią, to wzbudzają niechęć.

- Stańmy się społeczeństwem, które patrzy pod nogi, bo to my jesteśmy dorośli i mamy większą kontrolę nad sobą, nad swoim życiem i nad swoimi emocjami. A tymczasem my cały czas domagamy się od dzieci, żeby to one miały tę kontrolę - zaapelował na koniec w TOK FM.