,
Obserwuj
Wielkopolskie

Polska na szarym końcu. Oni chcą to zmienić. "Pierwszy taki telefon"

6 min. czytania
25.11.2024 13:40
W poniedziałek rusza kampania "16 dni przeciwko przemocy". Chodzi choćby o przemoc seksualną, której wiele kobiet w Polsce nie zgłasza. Z jednej strony z powodu wstydu, a z innej - z obawy o to, co spotka je na policji, w prokuraturze czy w sądzie. - Często najzwyczajniej brakuje zwykłej empatii - mówi nam jeden z prawników.
|
|
fot. Aliaksandr Valodzin / East News

Ewa (imię zmienione) pracuje w jednej z firm w Wielkopolsce. Ma za sobą traumę gwałtu, do którego doszło w pracy. Sprawcą był mężczyzna, który pojawił się w jej instytucji. Początkowo nikomu nie opowiadała o tym, czego doświadczyła. Zresztą do dziś nikt z jej rodziny o tym nie wie. Nie wiedziała też, do kogo mogłaby zadzwonić, z kim porozmawiać, kto może jej udzielić wsparcia. Skontaktowała się z Fundacją 'Czas Kobiet' z Poznania. To po tej rozmowie zdecydowała się pójść na policję - po ponad dwóch tygodniach od zdarzenia.

Jak opowiada, 'zderzenie' z policją było traumatyczne. Były pytania o to, jak była ubrana, jak się zachowywała, czy nie prowokowała. Ale też, dlaczego nie krzyczała. - Przesłuchanie - dla mnie - było bardzo długie. Początkowo był to policjant, potem - na prośbę prawniczki - przyszła kobieta. Ale i tak czułam się, jakbym musiała się tłumaczyć, a nie po prostu mówić, co się stało. Takie miałam poczucie, jakbym coś złego zrobiła i mnie ze szczegółami przesłuchują. Ale w prokuraturze było jeszcze gorzej - miałam poczucie, że próbuje mi się coś insynuować - np. pytanie, skąd ten sprawca miał wiedzieć, że tego nie chciałam, skoro nie krzyczałam- opowiada nasza rozmówczyni. Sprawa została umorzona, nikt nie poniósł odpowiedzialności. A pani Ewa do dziś boi się wychodzić z domu - jak sama mówi to, co trzyma ją przy życiu, to dziecko, które ma pod swoją opieką.

Co kilka chwil łamie się jej głos

W sprawie Beaty (imię zmienione) - procedura po zgłoszeniu gwałtu na policji cały czas trwa. Też było umorzenie, ale prawnicy ciągle próbują doprowadzić do skazania sprawców. W tym przypadku było ich dwóch. Do gwałtu doszło po wspólnym spotkaniu towarzyskim. - Jeden z nich był moim dobrym znajomym, potem próbował wszystko obrócić w żart - opowiada nasza rozmówczyni. Co kilka chwil łamie jej się głos.

Pani Beata niemal od razu opowiedziała o wszystkim koleżankom z pracy. Potem zadzwoniła do taty, który pomógł jej z prawnikiem. Dzięki temu była na tyle silna, by pójść na policję i złożyć zeznania. - Oczywiście, kilkakrotnie, i na policji, i później, słyszałam pytanie: 'Czy na pewno powiedziałaś "nie"?'. Albo pytanie o to, czy nie miałam kiedyś urazu głowy, czy nie nadużywam alkoholu, albo czy w rodzinie ktoś nie jest uzależniony, jakby to miało znaczenie dla tego, co mnie spotkało. Potem musiałam jeszcze pojechać z policjantami w miejsce, w którym do tego doszło. I niemal w tym samym czasie dostałam od jednego ze sprawców SMS: 'I co, teraz to zgłosiłaś na policję? Spotkajmy się, dogadajmy' - opowiada w rozmowie z TOK FM.

Choć był SMS, były zeznania koleżanek pani Beaty - również tu sprawę umorzono. Bo uznano, że nie ma wystarczających dowodów. - Trzy lata mijają, a ci, którzy mi to zrobili, czują się bezkarnie. Tymczasem ja ciągle wracam do punktu wyjścia, bo jak dostaję kolejne pisma z policji czy prokuratury, to wszystko do mnie wraca. I cała terapia, z której muszę korzystać, niejako idzie trochę na marne - opowiada pani Beata. Dziś walczy o to, by emocjonalnie dojść do siebie i odzyskać zaufanie do innych ludzi, w tym do mężczyzn. Podkreśla, że to w fundacji 'Czas kobiet' dostała wsparcie, opiekę psychologiczną czy prawną. - Dużo dają też spotkania z innymi kobietami, które są po podobnych dramatycznych przeżyciach - podkreśla.

Rzeczywistość ofiary gwałtu

- Z opowieści, którymi dzielą się pokrzywdzone trafiające do Fundacji 'Czas kobiet', wynika, że często pierwsze negatywne przeżycia przytrafiają się już na etapie zgłaszania zdarzenia na policji. Aktualne przepisy nakazują, aby pokrzywdzona przestępstwem seksualnym zeznania składała tylko raz - w 'Przyjaznym pokoju': w sądzie, w obecności sędziego, prokuratora, obrońcy podejrzanego i fakultatywnie psychologa. Zeznania są nagrywane i pokrzywdzona nie musi już po raz kolejny opowiadać o zdarzeniu, nawet w sądzie - mówi Maciej Wróbel, adwokat i wolontariusz fundacji 'Czas Kobiet'.

Tyle, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. - Często kobiety muszą opowiadać o zdarzeniu co najmniej dwa razy - na policji i potem w 'Przyjaznym pokoju'. Zdarza się, że sędziowie też wzywają pokrzywdzone do złożenia po raz kolejny zeznań. A to jest tylko dodatkowa trauma. Wszystko to prowadzi do sytuacji, że pokrzywdzone po prostu z braku siły i energii rezygnują z podejmowania ścieżki formalnej. A potem zarzuca się im, że 'przecież nie złożyły zawiadomienia'. Często najzwyczajniej brakuje zwykłej empatii, delikatności i wrażliwości ze strony organów wymiaru sprawiedliwości - dodaje adwokat.

Walka o specjalny telefon

W poniedziałek 25 listopada ruszyła coroczna akcja: '16 dni przeciwko przemocy'. Fundacja 'Czas kobiet' z Poznania rusza jednocześnie z kampanią, której celem jest znalezienie środków na uruchomienie pierwszej w Polsce infolinii dla kobiet doświadczających przemocy seksualnej. - Nasz telefon działałby siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Wiemy, że jest ogromna potrzeba, by taką infolinię uruchomić - mówi prezeska fundacji, Anna Świątkowska-Gałkiewicz. - Skala przemocy seksualnej w Polsce jest ogromna, a 1700 zgłoszeń rocznie, o których mówi się oficjalnie, to wierzchołek góry lodowej. Dla przykładu, we Francji rocznie zgłaszanych jest ok. 15 tysięcy takich przypadków, więc widać tę zasadniczą różnicę - dodaje nasza rozmówczyni.

Do uruchomienia infolinii pod hasłem 'Bezpieczna linia' potrzebne są pieniądze. Fundacja rozmawia z ministrami, w tym z ministrą do spraw równości, Katarzyną Kotulą. Ale aktywowała też zbiórkę w internecie - dorzucić może się każdy z nas - tutaj znajduje się link do zbiórki. - Nasza infolinia byłaby pierwszym takim telefonem w Polsce, czynnym przez całą dobę. Chcemy, by kobiety mogły otrzymać tu pierwsze wsparcie. Po drugiej stronie będzie ktoś, kto jej wysłucha - terapeutka, psycholożka. Chodzi o to, by osoba, która doświadczyła przestępstwa, mogła zwrócić się do kogoś, przy kim poczuje się bezpieczna. Po doświadczeniu gwałtu kobiety często nie chcą nawet rozmawiać z kimkolwiek z rodziny, dlatego takie miejsce jest konieczne - mówi pani Anna. - Infolinia miałaby być też miejscem informacyjnym, gdzie kobiety mogą uzyskać wiedzę o formach możliwej pomoc, ale też o tym, jakie prawa im przysługują - dodaje gościni TOK FM.

Na początku infolinia będzie obsługiwana przez siedem specjalistek z zakresu przeciwdziałania przemocy seksualnej, które przeszły specjalistyczne szkolenia, by jak najlepiej wspierać osoby pokrzywdzone. Bo gwałt jest jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń, jakie może nas spotkać. Jego negatywne skutki - zarówno psychiczne, jak i fizyczne - czynią z niego przestępstwo o wyjątkowo ciężkim charakterze.

Jak słyszymy, tego typu infolinie, całodobowe i ogólnodostępne, w wielu krajach działają od bardzo dawna, nawet od lat 70-tych. - Mówię tu choćby o Kanadzie czy Szwecji, ale też o Francji. Właściwie jesteśmy już jednym z ostatnich krajów w Europie, w którym takiej infolinii, specjalistycznej, nie ma. I czas to zmienić - dodaje Anna Świątkowska-Gałkiewicz.

Na razie fundacja przygotowuje interaktywną mapę miejsc, w których kobieta, po doświadczeniu przemocy seksualnej - stacjonarnie - może otrzymać pomoc psychologiczną czy prawną. Mapa ma być gotowa w lutym 2025 roku. Fundacja dostała na nią dofinansowanie z Ambasady Francji.

'Pytania o ubiór padają nagminnie'

Kilka miesięcy temu opisywaliśmy raport z badań naukowczyni, dr Dominiki Czerniak. Prawniczka z Wrocławia prześledziła tony akt w sprawach dotyczących przestępstwa zgwałcenia. Wnioski - jej zdaniem - pokazują, że niezbędne są natychmiastowe zmiany prawa. - Pytanie o ubiór ofiary pada nagminnie podczas przesłuchań. Częste jest również dopytywanie, czy kobieta nie była w sprawcy zakochana i czy go nie prowokowała - mówiła w rozmowie z nami dr Czerniak.

Z danych zebranych przez dr Czerniak wynika, że w latach 2015-2022 w prokuraturach w całym kraju było ok. 25,5 tysiąca takich postępowań, z czego ostatecznie do sądów trafiła jedna czwarta. Pozostałe nie trafiły przede wszystkim z uwagi na ''brak danych dostatecznie uzasadniających fakt popełnienia przestępstwa'' czy ''brak znamion czynu zabronionego''.

Posłuchaj podcastu: