,
Obserwuj
Polska

Wypadek na A1. Wyjaśniamy sprawę Sebastiana M. [KALENDARIUM]

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
9 min. czytania
12.03.2026 13:33

Proces ws. wypadku na autostradzie A1 - pod Piotrkowem - z września 2023 roku zbliża się do finału. W czwartek (12 marca) przed sądem zabrał głos sam oskarżony Sebastian M. - Nie wierzę w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy - powiedział. Sprawa od początku budzi kontrowersje związane zarówno z przebiegiem zdarzenia, jak i zachowaniem oskarżonego, jego obrony, a nawet policji i ówczesnego ministra sprawiedliwości. Tłumaczymy krok po kroku, co się wydarzyło.

 Oskarżony Sebastian M. i obrońca Katarzyna Hebda podczas rozprawy
Oskarżony Sebastian M. i obrońca Katarzyna Hebda podczas rozprawy
fot. Marcin Stępien / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakie były dokładne okoliczności wypadku na A1;
  • dlaczego kontrowersje wywołało zachowanie policji już po wypadku;
  • jak przebiegała procedura ekstradycyjna ws. Sebastiana M.;
  • jak przebiegał proces ws. wypadku na A1;
  • jakie jest stanowisko oskarżonego i obrony;
  • co zeznali świadkowie.

16 września 2023 roku. Przebieg wypadku na A1

Do wypadku doszło 16 września 2023 roku po godz. 19:30 na 339. kilometrze autostrady A1, na wysokości Sierosławia (woj. łódzkie). Z ustaleń śledczych wynika, że w bmw jechały trzy osoby: 31-letni biznesmen z Łodzi Sebastian M. oraz dwóch pasażerów - Patryk K. i Arkadiusz N.. Auto miało poruszać się z prędkością od 253 km/h do 315 km/h i najechało na tył kii, w którym podróżowała rodzina z Myszkowa: Patryk, jego żona Martyna i ich pięcioletni syn Oliwier. Ich auto uderzyło w barierki energochłonne, co doprowadziło do gwałtownego pożaru pojazdu.

O godz. 19.57 do służb spłynęły informacje o wypadku. Dwa zgłoszenia pochodziły od kierowców - świadków zdarzenia, a jeden z eCall - systemu, który wysyła dane o lokalizacji, kierunku jazdy i VIN na numer 112. Powiadomienie zostało wygenerowane przez bmw. Dlatego potem pojawiły się informacje, że to Sebastian M. zawiadomił służby.

Na miejsce zostały wysłane trzy karetki oraz siedem zastępów strażaków. Według bryg. Jędrzeja Pawlaka z łódzkiej komendy wojewódzkiej PSP początek akcji gaśniczej rozpoczął się 15 minut po zgłoszeniu (ok. 20:12). Na ratunek dla rodziny było już jednak za późno. - Pożar udało się ugasić bardzo szybko, ale z auta została już metalowa konstrukcja. Stopiły się plastiki, po siedzeniach zostały tylko dymiące jeszcze sprężyny. Temperatura była bardzo wysoka - relacjonował strażak.

Gdy trwała akcja gaśnicza, bmw z Sebastianem M. stało kilkaset metrów dalej. Mężczyzna, choć miał obrażenia, miał odmówić ratownikom pojechania do szpitala i podpisać dokument, w którym potwierdził, że robi to na własną odpowiedzialność. Patryk K. i Arkadiusz N. zdecydowali się na hospitalizację. Jeden z nich miał poinformować ratowników, że pił alkohol i że jadąca przed nimi kia "zajechała im drogę". Z jego relacji wynikało też, że próbował gasić pożar za pomocą gaśnicy, ale bez skutku.

Pasażerowie bmw pojechali do szpitala, a Sebastian M. został na miejscu. Tak samo jak jeden z jego pasażerów, tłumaczył, że kia zajechała drogę bmw. Policjanci sprawdzili jego trzeźwość i zbadali narkotestem, wynik był negatywny. Mężczyzna - po poleceniu prokuratora - pojechał do szpitala w Piotrkowie Trybunalskim, a następnie na komendę, gdzie został przesłuchany jako świadek. Po podpisaniu protokołu przesłuchania mógł wrócić do domu.

Sebastian M. nie został zatrzymany tuż po tragedii na 48 godzin "do wyjaśnienia", nie zabroniono mu też opuszczania kraju, co później wywołało ogromne oburzenie. - Teraz wiemy już więcej, ale wtedy - z perspektywy policjantów - wyglądało to tak: zderzyły się dwa samochody na autostradzie, jeden wjechał w tył drugiego. Trudno było na tym etapie stwierdzić, kto jest sprawcą - wyjaśnił anonimowo jeden z prokuratorów w rozmowie z TVN24.

O godz. 23.11, krótko po odjeździe strażaków, na profilu "Bandyci drogowi" na platformie X ukazało się nagranie ze zdarzenia.

Wypadek na A1. Kontrowersje wokół komunikatów policji

17 września 2023 roku policja poinformowała media, że według wstępnych ustaleń kia "z niewyjaśnionych przyczyn" uderzyła w bariery i się zapaliła. Dziennikarze, którzy dopytywali o udział bmw, byli odsyłani do prokuratury, ta z kolei nie odpowiadała na pytania. W internecie zaczęło roić się od teorii spiskowych. Internauci ustalili, jak nazywa się kierowca bmw i podali, że w łódzkiej policji pracują dwie osoby o tym samym nazwisku, z czego jedna w wydziale ruchu drogowego.

23 września 2023 roku policja opublikowała komunikat, w którym przekazała, że w wypadku brały udział kia i bmw i że w sprawie jest prowadzone śledztwo. "Przedmiotem tego śledztwa jest również wyjaśnienie, czy zachowanie kierującego bmw miało bezpośredni wpływ na zaistnienie przedmiotowego zdarzenia" - przekazali policjanci. W międzyczasie na profilu "Stop cham" zostało opublikowane inne wideo nagrane przez świadka wypadku na A1. Widać na nim, jak osobowe bmw z dużą prędkością wyprzedza nagrywającego. Autor nagrania chwilę potem mija płonącą kię.

26 września 2023 r. - 10 dni po tragedii - udział bmw potwierdziła też prokuratura. Jak podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim Magdalena Czołnowska, kierowca bmw stracił prawo jazdy, nie był wcześniej karany i nie usłyszał zarzutów, ponieważ "materiał dowodowy i zabezpieczone ślady nie pozwoliły na kategoryczne wskazanie sprawcy".

27 września 2023 r. Zbigniew Ziobro - ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny, podczas konferencji prasowej poinformował, że objął nadzorem śledztwo i ujawnił ustalenia biegłego, że bmw jechało z prędkością co najmniej 253 km/h. Podkreślił, że dowody zebrano skrupulatnie, a opóźnienia wynikały z potrzeby specjalistycznego oprogramowania z Niemiec do odczytu danych z auta. Ziobro zdementował też informację, jakoby Sebastian M. był spokrewniony z policjantami biorącymi udział w wyjaśnianiu sprawy (później zostanie to wykluczone także przez Biuro Spraw Wewnętrznych policji).

- Natomiast na pewno jest to osoba, którą stać na najlepszych adwokatów, którzy wiedzą, jak w takich sprawach kwestionować materiał dowodowy i przewrócić tezy prokuratury, ewentualnie zarzuty przed sądem, gdyby prokuratura występowała z jakimiś wnioskami. Prokurator musiał tak przygotować ten materiał, aby być pewnym, że tę sprawę obroni przed sądem - powiedział Zbigniew Ziobro. 

Redakcja poleca

Ucieczka Sebastiana M. za granicę i list gończy

28 września 2023 r. pojawiły się pierwsze doniesienia o tym, że Sebastian M. uciekł za granicę. Tego samego dnia Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim poinformowała, że zapadła decyzja o przedstawieniu M. zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

29 września 2023 roku Zbigniew Ziobro zorganizował kolejną konferencję prasową ws. wypadku na A1. - Prokurator zarządził zatrzymanie podejrzanego w tym momencie, kiedy wydał też postanowienie o ogłoszeniu zarzutów spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz wystąpił do sądu o tymczasowy areszt - powiedział minister sprawiedliwości. Za Sebastianem M. zostaje wystawiony list gończy.

Tymczasem Sebastian M. był już w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Złożył wniosek o "złotą wizę" inwestora (Golden Visa UAE), którą otrzymał dzięki wpłatom w nieruchomość wartą co najmniej 2 mln dolarów. W listopadzie 2023 roku wiza została wstępnie zatwierdzona. "Złota wiza" pozwalała Sebastianowi M. legalnie przebywać, prowadzić interesy i swobodnie podróżować w obrębie ZEA, uniemożliwiając natychmiastowe zatrzymanie bez formalnego nakazu ekstradycyjnego.

Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim złożyła do Interpolu wniosek o wystawienie czerwonej noty za Sebastianem M. Nota została wydana 15 grudnia 2023 r., umożliwiając międzynarodowe zatrzymanie.

Procedura ekstradycyjna i zatrzymanie Sebastiana M.

Podczas gdy Sebastian M. przebywał w ZEA, polskie władze, za pośrednictwem Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim i Ministerstwa Sprawiedliwości, koordynowały procedurę ekstradycyjną z Interpolem oraz władzami UAE - w tym Ministerstwem Spraw Wewnętrznych ZEA i Federalną Prokuraturą Najwyższą. Obejmowała ona przygotowanie pełnego pakietu dokumentów ekstradycyjnych, w tym Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) dostosowanego do porozumienia o ekstradycji z 2007 r. między Polską a ZEA.

Polski wymiar sprawiedliwości napotykał wówczas liczne utrudnienia. ZEA wymagała dwustopniowej weryfikacji (sprawdzenia, czy zarzuty nie dotyczą politycznych przestępstw lub kary śmierci, oraz oceny dowodów), co trwa miesiące ze względu na biurokrację, święta islamskie (Ramadan w marcu-kwietniu) i konieczność tłumaczeń przysięgłych na arabski. Sebastian M. zmieniał adresy w Dubaju, korzystał z prawników lokalnych i unikał kontaktów. Polska ponawiała wnioski o ekstradycję kilkukrotnie, ale ZEA wstrzymała decyzję, częściowo z powodu obaw o polityczny kontekst sprawy.

W międzyczasie, 23 sierpnia 2024 roku - Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim. Złożone w 2025 roku zażalenie rodziny ofiar na tę decyzję pozostało bez rozpoznania

23 maja 2025 roku nastąpił przełom. Sebastian M. został zatrzymany przed jednym z dubajskich hoteli przez lokalną policję, która współpracowała z polską Specjalną Grupą Poszukiwawczą.

26 maja 2025 roku Sebastian M. został przetransportowany do Polski samolotem czarterowym i trafił prosto do aresztu śledczego. Odmówił składania wyjaśnień.

Redakcja poleca

Proces Sebastiana M.

9 września 2025 roku w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim rozpoczął się proces Sebastiana M. Akt oskarżenia obejmuje zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 § 2 kk), za co grozi do 8 lat więzienia. Sebastian M. nie przyznał się do winy, nadal twierdząc, że kia nagle zjechała na prawo i uderzyła w barierę. Dzień wcześniej (8 września 2025 r.) media poinformowały, że sprawa trafiła do mediacji. Obie strony - Sebastian M. oraz bliscy ofiar - otrzymały 30 dni na ugodę, zanim ruszy proces. Jak zaznaczono, niezależnie od wyniku mediacji sąd i tak wyda wyrok.

6 listopada 2025 roku zostali przesłuchani obaj pasażerowie bmw - 29-letni Patryk K. i 32-letni Arkadiusz N. Obaj podtrzymywali wersję, zgodnie z którą kia zajechała im drogę.

"To była moja pierwsza podróż z Sebastianem. Charakterystyczne, że czułem taki spokój, który został zakłócony przez krzyk Sebastiana. Krzyknął „O, k…!” i zaraz poczułem uderzenie. Nie wiem, jak doszło do tego wypadku. Nie pamiętam. Ale wydawało mi się, że to trwało bardzo długo od zderzenia do zatrzymania auta" - zeznał Patryk K.

"Siedziałem z tyłu za kierowcą. Musieliśmy jechać lewym pasem, bo pamiętam barierki autostradowe po mojej lewej stronie. W pamięci mam slajdy, urywki, a później, że leżałem w karetce. Powiedział mi wtedy, że jechał normalnie - z prędkością autostradową, a kia zajechała mu drogę i nic nie mógł zrobić. Z tego, co powiedział Sebastian, winny był kierowca kii" - powiedział Arkadiusz N.

25 listopada 2025 roku przed sądem zeznawali wspólnicy firmy z Katowic, która zajmuje się m.in. tzw. chip tuningiem, czyli elektroniczną zmianą oprogramowania silnika w celu zwiększenia jego mocy i momentu obrotowego. Z ich relacji wynikało, że Sebastian M. sam zgłosił się do tej firmy i skorzystał z jej usług dwukrotnie - pierwszy raz wkrótce po zakupie samochodu w 2020 roku, a drugi raz dwa lata później.

- Zgłosił się z prośbą o zwiększenie mocy silnika auta. Robi się to po to, że jeździć szybciej w sytuacjach, gdy jest potrzeba skorzystania z mocy. Modyfikacja w naszej firmie została przeprowadzona dwukrotnie, bo po pierwszej zmianie samochód trafił do autoryzowanego serwisu, gdzie przywrócono mu ustawienia fabryczne i nasze zmiany zostały skasowane. W związku z tym klient ponownie zgłosił się do nas po modyfikację - powiedział jeden ze współwłaścicieli warsztatu zajmującego się profesjonalnym tuningiem silników.

W wyniku modyfikacji wykonanych w należącym do Sebastiana M. bmw 850i moc silnika wzrosła o około 20 proc. - z fabrycznych około 530 KM i momentu obrotowego 750 Nm do 650 KM oraz 850 Nm. Wyłączono także elektroniczny ogranicznik maksymalnej prędkości, który w ustawieniach fabrycznych uniemożliwia w tym modelu jazdę szybszą niż 250 km/h. 

Redakcja poleca

7 stycznia 2026 roku zeznawali świadkowie wypadku. Głos zabrał m.in. kierowca peugeota, który próbował pomóc ofiarom. - Klamka oderwała się i została mi w ręku. Chwilę później doszło do wybuchu - mówił przed sądem. Po zakończeniu przesłuchań Sebastian M. złożył długie oświadczenie. Skrytykował prokuraturę oraz biegłych sądowych, zarzucając im nierzetelność, selektywne podejście do materiału dowodowego oraz pomijanie okoliczności, które - jego zdaniem - mogą mieć istotne znaczenie dla ustalenia przebiegu wypadku.

20 lutego 2026 roku po raz pierwszy zdecydowała się zabrać głos rodzina ofiar wypadku. W imieniu pokrzywdzonych oświadczenie wygłosiła przed sądem matka Martyny. - Odebrał nam pan to, co mieliśmy najcenniejsze w życiu. Nie tylko pan, panie Sebastianie, oraz pańska rodzina jesteście ofiarami oszczerstw i niewybrednych słów. Chcąc wyłącznie sprawiedliwości, my również słyszymy, że nie wygramy z pieniędzmi i koneksjami rodziny. Wierzymy w sprawiedliwość, a istotą sprawy nie jest to, czy stracił pan panowanie nad autem, czy zabrakło refleksu, czy zawiodła maszyna, czy pan tego chciał, czy też nie. Wiemy tylko, że jechał pan znacząco za szybko, o czym świadczy zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy - zwróciła się do Sebastiana M. kobieta.

12 marca 2026 roku zeznania złożył Sebastian M. Nie przyznał się do winy. - Od 2,5-roku nienawidzi mnie cała Polska - podał podczas składania wyjaśnień. - Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru - stwierdził.

Według niego do dziś "politycy, dziennikarze i internauci nazywają go mordercą", dlatego "nie wierzy w bezstronność i rzetelność prokuratury".

Opisując zdarzenie, M. przekonywał, że nie jechał z prędkością zbliżoną do 300 km/h i że wypadek wydarzył się na lewym pasie. Podkreślał też, że był "jedyną trzeźwą osobą w samochodzie". Po zatrzymaniu auta zobaczył "słup ognia", podał gaśnicę pasażerowi i pozostał przy drugim, który odzyskiwał świadomość. Twierdził, że inni kierowcy próbowali gasić pożar, ale "ogień był zbyt silny".

Sebastian M. twierdził też, że wyjazd do ZEA nie był ucieczką, a podróżą związaną z zaplanowanymi sprawami firmowymi. Podkreślił również, że w Dubaju przebywał w hotelu pod własnym nazwiskiem.

Termin ogłoszenia nieprawomocnego wyroku nie jest jeszcze znany.

Posłuchaj:

W maju 2025 roku Sebastian M. pokazał swoją twarz i udzielił wywiadu Zbigniewowi Stonodze. "M. powiedział, że po wypadku był przez dwie godziny wożony przez grupę policjantów między Zgierzem a Bełchatowem. Podobno w poszukiwaniu zestawu, żeby można było mu zbadać krew na obecność alkoholu i narkotyków. To jest bardzo zagadkowe i niespotykane zachowanie" - komentował wtedy w TOK FM Łukasz Zboralski redaktor naczelny serwisu brd24.pl. 

Źródło: PAP, tokfm.pl, Radio Zachód, TVN24, Interia