,
Obserwuj
Świat

3 euro zniechęciło nas do taniej chińszczyzny. Ale chińskie sklepy walki o nasze portfele nie odpuszczą

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
26.09.2026 08:06

Pierwsze tygodnie nowej unijnej dopłaty do paczek z Chin przynoszą oczekiwany efekt: rzeka tanich towarów z Azji trochę wyschła. Trzy euro doliczane do każdej z grup produktów w paczce podbiły koszt zamówienia i zahamowały nasz europejski pęd do kupowania. Spada liczba użytkowników tych platform, a służby skarbowe mówią, że liczba paczek spadła nawet o połowę. Unia Europejska wkroczyła do gry, kiedy liczba paczek sięgnęła w ubiegłym roku sześciu miliardów i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Podobnie jak Chińczycy, którzy łatwo pola walki nie oddadzą i zbroją się w... magazyny! Powierzchnia magazynowa, zwłaszcza w Polsce, idzie jak świeże bułeczki. Po to, żeby na potęgę sprowadzać towary z Chin kontenerami, całościowo je clić i odprawiać i z magazynów w Polsce, już bez przeszkód celnych, rozsyłać po całej Unii. Ale za magazyny, pracowników, transport trzeba płacić. Czyżby więc era chińszczyzny za grosze mijała?

Kontenerowiec ładujący towar w porcie w Qingdao
Kontenerowiec ładujący towar w porcie w Qingdao
fot. IMAGO/CFOTO/Imago Stock and People/East News

Chińszczyzny kupujemy mniej, ale Chińczycy łatwo walki o nasze pieniądze nie odpuszczą. W tym odcinku powiemy:

  • jak dodatkowa unijna opłata zniechęciła nas do zakupów na chińskich platformach
  • jak chińskie sklepy próbują walczyć o nasze portfele - a tanio skóry nie sprzedadzą
  • i czy era chińszczyzny za grosze już minęła?

Trzy euro zmieniło wszystko. Od lipca właśnie trzy euro trzeba dopłacać do małych paczek z chińskich sklepów internetowych i ta dopłata dotyczy każdej z grup produktów w paczce. Płacimy przy składaniu zamówienia, co podbiło ceny tysiąca i jeden drobiazgów oraz tysięcy ubrań z kategorii ultraszybka moda z chińskich platform internetowych. Efekty już są: popularność platform spadła, rzeka paczek się zmniejszyła, ale Chińczycy tanio skóry nie sprzedadzą i już szukają sposobów na ominięcie nowych unijnych regulacji. Właśnie tych, które od lipca wprowadziły dopłaty.

Efekty tych regulacji widać w statystykach. Po pierwsze: najpopularniejsza ostatnio chińska platforma, czyli Temu, zalicza wyraźny zjazd. Jeszcze niedawno była w sieci popularniejsza niż nasze rodzime Allegro, ale już nie jest. Najnowsze wyniki śledzącego ruch w internecie Mediapanelu pokazują, że liczba odwiedzających Temu zjechała od czerwca do sierpnia o 4 miliony - z blisko 17 milionów wizyt do niespełna 13. Tak drastycznych spadków nie widać u AliExpress, choć w sierpniu serwis odnotował o milion użytkowników mniej. A po drugie: rezultaty widać też w płynących do Polski paczkach. Firmy logistyczne widzą 20-procentowy spadek napływu bezpośrednich paczek z Chin. Jeszcze większe liczby widzą służby skarbowe, według których liczba azjatyckich przesyłek o niskiej wartości spadła nawet o połowę po wprowadzeniu tych dodatkowych opłat. Choć taka skala spadku mogła wynikać z tego, że w czerwcu kupowaliśmy na zapas uciekając przed tymi opłatami.

Unii Europejskiej przyświecał jeden cel: ograniczenie liczby paczek z tanimi, a czasem niebezpiecznymi chińskimi produktami i tym samym większa ochrona europejskich producentów, sprzedawców i konsumentów. Jest z czym walczyć, bo w ubiegłym roku do wspólnoty wjechało 6 miliardów - tak jest, miliardów, tanich paczek, głównie z Chin, czyli - statystycznie - ponad 10 tysięcy takich paczek na minutę! Płynęły do Europy, kiedy szlaban postawiły im Stany Zjednoczone, i korzystały ze zwolnienia celnego dla przesyłek o wartości do 150 euro. Teraz tego zwolnienia już nie ma - i na tych trzech euro nie koniec, bo to był zaledwie pierwszy akt, od listopada do każdej paczki będzie doliczane dodatkowe 2 euro opłaty manipulacyjnej. A docelowo, za dwa lata, każda paczka ma być na granicy normalnie clona.

Ale Chińczycy w wojnie o europejskie portfele nie zamierzają składać broni. Wręcz przeciwnie - zbroją się w... magazyny! To ich sposób na uniknięcie dodatkowych opłat: postawienie magazynów w krajach Unii Europejskiej, żeby już bez ceł i dodatkowych opłat dla klientów towary rozsyłać po Europie. A głównym polem tej magazynowej bitwy jesteśmy my, zwłaszcza zachodnia Polska, gdzie trwa walka o każdy metr kwadratowy wolnej powierzchni magazynowej, zwłaszcza na zachodzie kraju. Szacuje się, że w pierwszym półroczu tego roku platformy z Azji wynajęły u nas gigantyczne 400 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni magazynowej.

Quiz: Ile wiesz o wydarzeniach mijającego tygodnia? Sprawdź się w quizie TOK FM

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Ile - według medialnych ustaleń - miało kosztować spotkanie jeden na jeden z prezydentem Karolem Nawrockim w ramach "Polish-American Economic Summit"?

    Kontenery zatykają lotniska

    Chińczycy wymyślili to sobie tak: towary z Chin przyjeżdżają, przylatują i przypływają całymi kontenerami, które przechodzą odprawę celną, trafiają do takich magazynów i już tam są kompletowane do poszczególnych zamówień odbiorców końcowych, czyli europejskich klientów. Stamtąd, korzystając z wolnego rynku, już bez przeszkód są wysyłane do całej Unii Europejskiej. A tych kontenerów jest tak dużo, że zatykają się największe polskie lotniska i terminale cargo. A przez błędy w papierach odprawa celna niemiłosiernie się wydłuża. Bo trzeba wszystko przeliczyć, sprawdzić wartość, zgodność z deklaracjami i szukać ewentualnych podróbek i towarów, które nie spełniają norm. A lotniskowe magazyny nie są z gumy, więc coraz trudniej cały ten zalew chińszczyzny ogarnąć i pomieścić.

    Ale kiedy już z lotniskowych hangarów trafią do wynajmowanych magazynów, to trzeba je też wypełnić pracownikami, równolegle trwa więc wielkie poszukiwanie rąk do pracy. Agencje pracy, zwłaszcza z Dolnego Śląska, przyznają że mają zamówienia na pracowników właśnie do magazynów z chińszczyzną. Przede wszystkim - pracowników, którzy będą pakować zamawiane towary.

    Tak na marginesie: równolegle z unijnymi regulacjami, swoje wprowadzają też poszczególne państwa. I tu pionierem jest Francja, która - w obronie swojej branży odzieżowej - walczy przede wszystkim z ultraszybką modą z Chin - Francuzi wprowadzają nową opłatę, która docelowo może sięgnąć prawie 20 euro za każde zamawiane ubranie, które zaliczy się do kategorii ultraszybkiej mody. A co będzie o tym decydowało? Dwa kryteria: wolumen ubrań wprowadzanych na rynek oraz koszt naprawy odzieży w relacji do ceny zakupu. Opłata za pojedynczy produkt będzie zróżnicowana, w tym roku to ekstra 50 centów za bieliznę, 2 euro za t-shirta, 9 euro za parę dżinsów, 12 euro za marynarkę.

    Na koniec - krótki wniosek. Nawet jeśli chińskie platformy zmienią swój model, wynajmą magazyny i to z Europy będą wysyłać swoje towary, era bardzo tanich zakupów mogła się bezpowrotnie skończyć. Dlaczego? Bo taki magazyn i centrum logistyczne centrum trzeba wynająć, opłacić rachunki, trzeba zatrudnić tam pracowników, kierowców, flotę samochodową, zapłacić cła, opłaty na granicy, więc te koszty na końcu ktoś będzie musiał ponieść. I raczej będą to europejscy klienci.

    Źródło: TOK FM