Gospodarka Rosji skręcana na trytytki. Klientów na ropę coraz mniej
Serbia i Bułgaria - z rynków paliwowych tych dwóch krajów będzie musiała wynieść się Rosja. Taki jest efekt amerykańskich sankcji nałożonych na rosyjską ropę. Bułgarscy parlamentarzyści zerwali 26-letnią współpracę z rosyjskim Łukoilem w... 26 sekund! Problem tylko w tym, że Łukoil zmonopolizował cały bułgarski rynek: ma ropę, rafinerie i co piątą stację paliw.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Serbia radzi sobie bez rosyjskich paliw?
- Jak wygląda sytuacja w Bułgarii?
- Czy kryzys gospodarczy pogrąży Rosję?
Zaczynamy o Serbii i paliwowego Armagedonu. Bo temu bałkańskiemu państwu grozi brak paliw. Jej jedyna rafineria należy w większości do rosyjskiego koncernu Gazprom, a Rosja i jej koncerny surowcowe od początku roku - z nielicznymi wyjątkami - znajdują się na amerykańskim indeksie. W październiku te wyjątki zostały zniesione i serbski zakład znalazł się w fatalnym położeniu. Po pierwsze dlatego, że jego właścicielem jest rosyjski koncern energetyczny Gazprom. Po drugie dlatego, że kupuje w Rosji ropę. Serbia mogłaby się sankcjami nie martwić, gdyby nie fakt, że te amerykańskie obejmują nie tylko tych, którzy z Rosją bezpośrednio współpracują, ale także tych, którzy robią z nimi biznes. I dlatego z obsługi rafinerii wycofały się regionalne banki. Współpracę zawiesiła też firma, do której należy chorwacki rurociąg.
W tej sytuacji rafineria przestała odbierać ropę z jedynego poza Rosją źródła. Żeby móc znów zacząć działać, musi odejść od importu ropy z Rosji i przejść w nie rosyjskie ręce. Serbski rząd już szykuje się do przejęcia, ale zanim operację przeprowadzi, musi rozwiązać problem paliwowej kwadratury koła. Na razie na pomoc rzucili się Węgrzy, z obietnicą odsprzedaży swojej ropy, częściowo kupowanej w Kazachstanie i na Bliskim Wschodzie. Węgrzy dostali ostatnio od Amerykanów dyspensę - zgodę na zakupy ropy w Rosji. Zgodę wynegocjował w Waszyngtonie węgierski premier Wiktor Orban, bliski sojusznik prezydenta Trumpa w Europie. Zgodę dostał, bo po pierwsze: Węgry nie mają dostępu do morza, więc i dostęp do dostawców mają ograniczony. Po drugie: ich rafinerie są przystosowane wyłącznie do przetwarzania ropy uralskiej. I po trzecie: premier Orban stoi dokładnie tam, gdzie stoi prezydent Trump, a obaj panowie dzielą te same wartości. Węgry więc sankcjami martwić się nie muszą.
Wielka awantura w Bułgarii
Awantura toczy się o tamtejsze stacje benzynowe oraz o największą rafinerię, której właścicielem są...? Tak jest, także tutaj właścicielem są Rosjanie. Konkretnie Łukoil, który w przetwórstwie ropy jest bułgarskim monopolistą. I o tę rafinerię i rosyjski koncern idzie: z powodu amerykańskich sankcji Bułgarzy z Rosjanami muszą się pożegnać. Do bułgarskiej dywizji rosyjskiego koncernu już wprowadzili swojego zarządcę. W rekordowym czasie uchwalili w parlamencie nacjonalizację rafinerii. Odkręcenie 26-letniej historii partnerstwa z Moskwą zajęło bułgarskim posłom dokładnie 26 sekund. Reszta operacji zajmie miesiące, ale nie dłużej niż do wakacji. Zapasów benzyny wystarczy Bułgarom tylko na miesiąc, więc zamknięcie rafinerii byłoby katastrofą. Bo Łukoil wykosił w Bułgarii całą konkurencję. Ma rafinerię, magazyny paliw, system rurociągów i co piątą stację benzynową. Łukoil się odgraża, że sam znajdzie dla siebie kupca. I sam z Bułgarii wyjdzie.
I to może być koniec tak intensywnej obecności Rosji w strategicznych branżach w Europie, konkretnie na Bałkanach, gdzie wschód i zachód od wieków toczą bój o wpływy. Które w ostatnim czasie sprowadzały się do monopolu energetycznego. Okazuje się teraz, że wypchnięcie Rosji z Europy, a przynajmniej z jej południowo wschodniego krańca, jest piekielnie trudne. Z Bułgarii, która jest krajem NATO i Unii Europejskiej, który w czasach sowieckich nazywany był 16 republiką radziecką i nawet oficjalnie próbował do ZSRR wstąpić oraz z Serbii, która chce do Unii Europejskiej wejść, ale swoją gospodarkę opierała do tej pory o tanie surowce kupowane od Rosji. W tej sprawie robi teraz zwrot, coraz bliżej jej do Arabii Saudyjskiej czy Chin, dwóch alternatywnych surowcowych i gospodarczych gigantów.
Co się dzieje w Rosji?
Skoro Ameryka, a wcześniej Europa, odcinają Moskwę od najszerszego strumienia gotówki, czy jest szansa ostatecznie wysuszyć źródło jej dochodów? Analitycy nie mają pewności i uważają, że po wysadzeniu z europejskiego siodła, Rosja wsiądzie na innego konia. Ropę wciąż kupują od niej Chiny. Indie, choć oficjalnie deklarują odcięcie, to w listopadzie odebrały najwięcej ropy od miesięcy. Poszukują też dziur w systemie sankcji, na przykład rozliczanie zakupów w arabskich drachmach czy chińskim juanie. Bo ropa z Rosji to ropa tania i przewaga w gospodarce. Dzięki moskiewskim rabatom Indie i Chiny oszczędziły na ropie w ostatnich dwóch latach ponad 30 miliardów dolarów. To wróży na przyszłość źle. Ale jest też – niewielka na razie - perspektywa happy endu.
Statki pod grecką banderą, które woziły rosyjską ropę, właściwie przestały pływać. Z 65 rosyjskich transportów od początku listopada tylko trzy popłynęły tankowcami należącymi do armatorów z Grecji. O dwie trzecie spadł też rosyjski eksport do Chin i Indii gotowych produktów naftowych. Moskwa robi więc wielką wyprzedaż i oferuje klientom rabaty największe od dwóch lat. Jest też teza stawiana przez dziennikarzy agencji Bloomberga. O tym, że Rosjanie i Rosja zaczynają odczuwać skutki odcinania jej gospodarczych relacji. Ukraina bombarduje rosyjskie instalacje naftowe w głębi lądu, co skończyło się ostatnio brakiem paliwa na stacjach benzynowych. W trudnym położeniu znalazła się cała branża energetyczna, która jest podstawą rosyjskiej gospodarki.
Codzienne wydatki szeregowych Rosjan rosną w tym roku szybciej niż pensje. Konsumenci ograniczają więc wydatki. Sprzedaż mleka, wieprzowiny, kaszy i ryżu spadła w ubiegłym miesiącu o 10 procent w porównaniu z wydatkami rok wcześniej. Największa rosyjska sieć sklepów spożywczych zarobiła o jedną piątą mniej, bo Rosjanie kupują mniej, a koszty w handlu rosną. Najszybciej zamykają się z tego powodu sklepy odzieżowe. Ale i gdzie indziej nie jest lepiej. Rządowa "Rossijskaja Gazieta" pisze o największym od 30 lat spadku sprzedaży na rynku elektroniki. Podobnie w salonach samochodowych. Rosjanie wstrzymują się z zakupami, a sprzedaż aut skurczyła się od początku roku o prawie jedną czwartą. Kredyty są wciąż zaporowo drogie, a ceny samochodów wzrosły. Szczególnie elektrycznych oraz importowanych.
Moskiewski think tank Centrum Studiów Strategicznych w swojej analizie z listopada ostrzega Kreml przed gwałtownym hamowaniem. Podobno Rosja nie ma już praktycznie szans na uniknięcie recesji, a gospodarczy zjazd idzie szybciej, niż wcześniej szacowano. Czarno widzą przyszłość firmy przemysłowe. Fabryka traktorów Kirowa sprzeda w tym roku o jedną czwartą maszyn mniej, KAMAZ - ten od ciężkich samochodów ciężarowych - wyprodukuje tylko połowę tego, co rok wcześniej. Już od sierpnia załoga pracuje tylko cztery dni w tygodniu. Kredyty w Rosji są tak drogie, że zamiast kupować nowy, stary sprzęt skręca się trytytką, stosując taktykę znaną w Rosji od wieków. I jakoś to idzie, wbrew nadziejom Zachodu, że kiedyś nawet trytytka pęknie.
Źródło: TOK FM