,
Obserwuj
Świat

Jakim dzieckiem był Donald Trump? "Zasłynął z agresywnego temperamentu"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
23.11.2025 08:01

"Trump pozostawił po sobie rozbieżne wrażenia wśród kolegów ze studiów. Jeden z nich wspominał, że Trumpowi udawało się jakoś uniknąć zapłacenia opłaty za przejazd mostem Triborough Bridge w wysokości 25 centów i za każdym razem zostawiał to zadanie koledze będącemu w znacznie gorszej sytuacji finansowej. Inny wspominał, że Trump zwracał uwagę na pochodzenie etniczne" - pisze Maggie Haberman w biografii prezydenta USA pt. "Iluzjonista. Jak Donald Trump zmienił Amerykę".

fot. AFP/EAST NEWS

Poniższy fragment pochodzi z biografii pt. "Iluzjonista. Jak Donald Trump zmienił Amerykę" (tyt. oryg. "Confidence Man. The Making of Donald Trump and the Breaking of America") autorstwa Maggie Haberman w przekładzie Pawła Dembowskiego, Agnieszki Matkowskiej i Zofii Anuszkiewicz. Książka ukazała się 12 listopada 2025 roku nakładem Wydawnictwa Port.

(...) Rodzina osiedliła się w domu, który Fred zbudował przy Midland Parkway w Jamaica Estates. Starszy Donald Trump opisałby tę okolicę jako "oazę" wśród "niebezpiecznych" dzielnic w całym Queens. Dzieci rozpieszczano jak żadne inne z okolicy. Domem zajmowali się służący, a rodzina miała do dyspozycji limuzynę z szoferem. Sąsiedzi wspominali, że gdy zepsuła się pogoda, Donald był wożony na trasie, na której roznosił gazety. Na podjeździe stały dwa samochody, oba z tablicami rejestracyjnymi z inicjałami Freda Trumpa.

Osoby, które odwiedziły tę rodzinę tylko raz, mówiły, że była urocza. Jednak według sąsiadów dom Trumpów nie był ciepłym miejscem. Fred Trump był tak samo oficjalny jak garnitur, który zawsze nosił: zimny, sztywny, niechętny do pogawędek, nietolerujący błędów ani niedoskonałości i często podkreślający negatywne strony zamiast chwalenia pozytywnych. Mary Trump została zapamiętana z przyjęć i imprez, podczas których stała u boku męża, jako osoba towarzyska i zachwycona blaskiem korony brytyjskiej. Jednak sąsiedzi znali ją jako emocjonalnie powściągliwą i zdominowaną przez Freda.

Po urodzeniu najmłodszego syna w 1948 roku Mary Trump przeszła nagłą histerektomię. Maryanne wspominała Blair, biografce rodziny, że ojciec powiedział jej, iż matka jest w szpitalu i może nie przeżyć. Niemniej jednak Fred polecił jej, aby codziennie chodziła do szkoły jak zwykle, i poinformował, że zadzwoni, jeśli coś się stanie. Było to przejawem emocjonalnego dystansu i etosu rodziny, zgodnie z którym należy walczyć i ignorować choroby, złe wiadomości oraz niebezpieczeństwa.

W szkole Donald zasłynął z agresywnego temperamentu i skłonności do znęcania się nad słabszymi. Traktował w ten sposób również młodszego brata Roberta, który często był jego ofiarą. Po latach Donald z dumą wspominał, jak zabierał bratu klocki i sklejał je, aby zbudować własną wieżę.

"Iluzjonista. Jak Donald Trump zmienił Amerykę" Maggie Haberman
fot.

Wydawnictwo Port

Kiedy Donald miał osiem lat, po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z urzędnikami państwowymi. W 1954 roku Fred Trump został zmuszony do złożenia zeznań przed Kongresem w sprawie pożyczki Federalnej Agencji Mieszkalnictwa, którą zaciągnął na kwotę znacznie przewyższającą rzeczywiste potrzeby projektu. Ostatecznie zakazano przydzielania środków z programu Fredowi Trumpowi i zyskał on złą sławę w prasie. To doświadczenie pokazało rozczarowanej rodzinie, że ten sam rząd, który może być źródłem czyjegoś bogactwa, może je szybko odebrać.

Chociaż Donald Trump odznaczał się impulsywnością i wybuchowością w szkole, niektórzy koledzy zapamiętali go jako miłego i zabawnego kolegę. Podczas nauki w prywatnej szkole podstawowej Kew Forest School Donald nawiązał bliską przyjaźń z chłopcem, który nazywał się Peter Brant. Łączyła ich miłość do baseballu, a podczas rozgrywek World Series przemycali do szkoły w rękawach radio tranzystorowe z małymi słuchawkami, aby móc słuchać relacji z meczów podczas lekcji. Pewnego dnia zebrali się przy ogrodzeniu szkolnego podwórka, aby obejrzeć przejeżdżającą kolumnę samochodów Dwighta Eisenhowera, który przybył z wizytą do Nowego Jorku. Brant często zapraszał swojego przyjaciela na nocleg i wspominał, jak Donald z wielkim zachwytem komentował pościel w jego domu.

Jako nastolatkowie jeździli razem metrem na Manhattan. Brant opisał później te wycieczki jako wyprawy do świata poza ich enklawami w Queens, porównywalne do podróży do "dżungli". Odwiedzali Times Square i zlokalizowane tam nowoczesne sklepy, a potem wracali do domu z egzotycznymi gadżetami, takimi jak ręczne brzęczyki do robienia psikusów i scyzoryki. Przyjaźń trwała do siódmej klasy, kiedy Fred Trump odkrył kolekcję scyzoryków, które chłopcy kupili razem. Według Branta właśnie wtedy ojciec wysłał Donalda do Akademii Wojskowej w Cornwall w stanie Nowy Jork, około siedemdziesięciu mil na północ. Trzynastolatek został oderwany od rodziny i po latach życia w luksusie nagle znalazł się daleko od domu i zupełnie sam, oddzielony od jednego z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miał.

Redakcja poleca

Brant nie potrafił wyjaśnić nagłego wyjazdu swojego przyjaciela. Prawdziwy powód zniknięcia Trumpa wydawał się trudny do określenia.

- Zawsze zadawałem sobie pytanie, czy jest coś, czego nie wiem o jego przeszłości, co skłoniło jego ojca do wysłania go do akademii wojskowej - powiedział w 2016 roku dla "The Washington Post". - Za to, co zrobił, dziś nie zostałby wysłany do akademii wojskowej.

Niektórzy uczniowie akademii byli pod opieką majora Theodore’a Dobiasa, weterana drugiej wojny światowej, znanego z tego, że bił dzieci, aby utrzymać je w ryzach. Donald był poddawany przemocy fizycznej, takiej jak policzkowanie i ciosy pięścią. Podczas pobytu Donalda w akademii wojskowej wpływ jego ojca był wszechobecny, nawet z odległości prawie stu mil.

- Jedyne, o czym Trump kiedykolwiek mówił - wspominał jego kolega z klasy George White - to: "Muszę wygrać". Fred wbił mu do głowy, że musi wygrać za wszelką cenę, a inni ludzie się nie liczą. Innych ludzi traktował jak śmieci.

W ostatniej klasie Trump został awansowany przez dyrekcję szkoły na kapitana kompanii A. Koledzy z klasy kwestionowali, czy zasłużył na to prestiżowe stanowisko, i podejrzewali, że otrzymał je dzięki wpływom ojca. Jako kapitan Trump był odpowiedzialny za dowodzenie innymi chłopcami w oddziale. Jednak, jak napisał były kolega z klasy, Sandy McIntosh, robił to "z dystansem". Krążyła plotka, że kiedy jeden z uczniów Kompanii A był brutalnie prześladowany przez innego, Donald Trump pozostał w swoim pokoju, słuchając płyt. Prześladowany uczeń poskarżył się rodzicom, a Trump został pozbawiony stanowiska. Nie chciał jednak przyznać się do porażki i uparcie twierdził, że otrzymał awans na inne stanowisko.

Koledzy z klasy wspominali, że dziewczyny przychodziły do Trumpa w weekendy, kiedy dozwolone były odwiedziny, ale nie wiadomo, czy łączyły go romantyczne relacje z którąkolwiek z nich. Kolega z klasy, Peter Ticktin, który po latach napisał książkę o swoich doświadczeniach z człowiekiem, który został prezydentem, wydawał się przynajmniej częściowo świadomy tego, że Trump potrzebował, aby go chwalono. Wyjaśnił, w jaki sposób upragniony superlatyw znalazł się obok zdjęcia Trumpa w ich szkolnym albumie. "Nadaliśmy Donaldowi tytuł Ladies’ Man (kobieciarza)  - napisał Ticktin - ponieważ chcieliśmy dać mu coś, co pokazałoby mu, że jest lubiany, szanowany i zasługuje na uznanie".

Jesienią 1964 roku Trump zapisał się na jezuicki Uniwersytet Fordham w dzielnicy Bronx, sporo oddalonej od domu w Jamaica Estates. Nie wydaje się, żeby to było zaplanowane.

- Po prostu się tam dostał - powiedziała Blair siostra Trumpa, Maryanne.

Nigdy nie zadomowił się w tym miejscu, błąkał się po kampusie w garniturze i krawacie. Nie uczestniczył w żadnych zajęciach grupowych ani nie podejmował żadnych wysiłków, aby poznać innych. Na pierwszym roku studiów dołączył do Korpusu Szkolenia Oficerów Rezerwy Armii, ale wycofał się, gdy inni studenci zostali powołani do służby na wojnie w Wietnamie.

Redakcja poleca

Trump pozostawił po sobie rozbieżne wrażenia wśród kolegów ze studiów. Jeden z nich wspominał, że Trumpowi udawało się jakoś uniknąć zapłacenia opłaty za przejazd mostem Triborough Bridge w wysokości 25 centów i za każdym razem zostawiał to zadanie koledze będącemu w znacznie gorszej sytuacji finansowej. Inny wspominał, że Trump zwracał uwagę na pochodzenie etniczne.

- Jednego dnia w drodze do szkoły narzekał, że w Fordham jest zbyt wielu uczniów włoskiego i irlandzkiego pochodzenia. Chciał, żebym wiedział, że nie dotyczy to mnie - wspomina kolega ze szkoły o irlandzkim nazwisku Fitzgibbon.

Podczas gdy Donald rozpoczynał nowe życie w Fordham, Fred zmagał się z drugim kryzysem związanym z dotacjami rządowymi. W 1957 roku rozpoczął proces nabywania działek na Coney Island, nadmorskiej dzielnicy Brooklynu słynącej z plaży i parków rozrywki. Zaczął planować Trump Village, kompleks siedmiu budynków z mieszkaniami na wynajem, dotowany przez program stanu Nowy Jork o nazwie Mitchell-Lama. Rozpoczął projekt, zanim zabezpieczył kredyty hipoteczne na budynki. Dzięki swojemu dawnemu przyjacielowi Abe’owi Beame’owi, który jako miejski rewident księgowy pełnił funkcję dyrektora finansowego, miał wszelkie powody, by liczyć na to, że wszystko się ułoży.

Jednak Fred Trump nie uzyskał prywatnego finansowania, przez co był uzależniony od hojności rządu. Stan pożyczał mu pieniądze na zakup kolejnych działek, ale audytor wykazał później, że Fred zawyżał ceny gruntów - ustalone przez sądy w Brooklynie, kierowane przez jego kumpli z okręgowego aparatu partii demokratycznej. (Chociaż Fred hojnie wspierał lokalnych demokratów, był zarejestrowany jako republikanin). Pomimo ustaleń audytu urzędnicy, w tym Beame, nie wprowadzili żadnych zmian w procesie.

Funkcjonariusze Państwowej Komisji Śledczej zaczęli w końcu zadawać pytania dotyczące spekulacji Freda Trumpa. W końcu, w styczniu 1966 roku, został wezwany na publiczne przesłuchanie, aby wyjaśnić, co wydarzyło się w Trump Village. Jego odpowiedzi nie zadowoliły przesłuchujących. Dwanaście lat po przesłuchaniach przed Senatem Stanów Zjednoczonych, które sprawiły, że trafił na czarną listę programów federalnych, Fred Trump został pozbawiony dostępu do funduszy rządowych.

Kiedy jego ojciec zmagał się z kolejnym kryzysem, Donald wyjechał z Nowego Jorku. Po dwóch latach spędzonych w Fordham przeniósł się do Wharton, szkoły biznesowej na Uniwersytecie Pensylwania. Prestiż tej uczelni z pewnością przemawiał do rodziny Trumpów; najstarszy syn, Fred junior, dla rodziny i przyjaciół Freddie, nie został tam przyjęty i zamiast tego studiował na Uniwersytecie Lehigh. Donald nie pozostawił po sobie trwałego wrażenia wśród kolegów z Wharton, podobnie jak w Fordham. (Nie ma jego fotografii w księdze pamiątkowej z ostatniego roku studiów, przy Trumpie figuruje jedynie podpis "brak zdjęcia"). Zapamiętał go jednak kolega Louis Calomaris, który był świadkiem, jak Donald pewnego dnia zadeklarował na zajęciach: "Zostanę królem nowojorskiego rynku nieruchomości". (...)

Posłuchaj: