Tak Rosja finansuje napaść na Ukrainę. Europa walczy z flotą cieni
Po czterech latach od wybuchu wojny w Ukrainie i nałożenia sankcji na rosyjską ropę, Europa zaczęła ścigać jednostki, które ją nielegalnie przewożą. Na dwie zrzuciła wojskowy desant, jedną przegoniła, co nie znaczy, że reszta tankowców - należących do tzw. floty cieni - przestała cieszyć się swobodą. Ale może znaczyć początek końca biznesu, który zasila Moskwę w gotówkę i pozwala jej prowadzić wojnę z Ukrainą.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wyglądają bitwy morskie, które europejskie państwa prowadzą wobec rosyjskich tankowców floty cieni?
- Jak duża jest flota cieni, wożąca po świecie rosyjską ropę?
- Czy europejska gra oznacza koniec biznesu zasilającego Moskwę w żywą gotówkę?
Na początek najnowsza francuska akcja, o której wieść lotem błyskawicy obiegła świat, bo doszło do niej na otwartym morzu, na wodach międzynarodowych. W roli głównej wystąpił desant francuskiej armii oraz tankowiec wiozący nielegalną ropę z Murmańska. Statek nazwany - nomen omen - Grinch płynął pod fałszywą banderą Komorów, z wyłączonym sygnałem GPS służącym do namierzania i identyfikacji. Transportował surowiec załadowany w rosyjskim porcie, prawdopodobnie do Indii. Na otwartych wodach na Morzu Śródziemnym pomiędzy wybrzeżami Hiszpanii i Maroka został opanowany przez francuskich komandosów zdesantowanych ze śmigłowców. Francuzom asystowali Brytyjczycy, którzy wysłali na miejsce swój okręt patrolowy. Ale w operacji brały udział także inne państwa europejskie. Kapitana zatrzymano, tankowiec eskortowano na kotwicowisko u wybrzeży Francji. Tam stoi i czeka na decyzję francuskiego sądu. Zgodnie z prawem morskim każdy statek pływający pod fałszywą banderą może zostać uznany za "bezpaństwowy" i można go legalnie skonfiskować razem z przewożonym ładunkiem. W tym konkretnym przypadku wartym - po cenach rynkowych - jakieś 50 milionów dolarów.
Kolejne sankcje w drodze
Schwytanie Grincha to nie pierwsza taka francuska akcja, z tą różnicą, że poprzednia zakończyła się dla Europejczyków znacznie gorszym rezultatem. Jesienią ubiegłego roku francuscy komandosi opanowali tankowiec Boracay. Na pokład weszli u wybrzeży Bretanii, bo i ten statek płynął pod fałszywą banderą - tym razem Beninu. Wioząc rosyjską ropę łamał zakaz transportowania surowca sprzedanego z ceną powyżej ustalonego limitu. Nie dość tego - prawdopodobnie właśnie z pokładu Boracay'a startowały drony, które sparaliżowały lotniska w Danii krótko przed zatrzymaniem tankowca. Chiński kapitan Boracay został aresztowany za odmowę współpracy z europejskimi organami ścigania, ale statek po przeszukaniu i kilku dniach postoju puszczono wolno, co wywołało światową falę oburzenia. Bo w zbiornikach statku z Primorska niedaleko Petersburga do rafinerii Vadinar w Indiach popłynęła rosyjska ropa. Z powrotem do Rosji popłyną kolejne miliony dolarów na wojnę w Ukrainie, tak jak płyną od jej początku.
Unia Europejska nałożyła na Rosję 19 pakietów sankcji, kolejny znajduje się właśnie w drodze. Od początku wojny obłożyła sankcjami statki wożące dla Rosji ropę, ale tylko te, które wożą surowiec sprzedany powyżej unijnego limitu. Do lutego limit wynosił 60 dolarów za baryłkę, od lutego - 44 dolary. Dlaczego tak? Chodziło o to, by na świecie nie brakowało ropy, a tak mógłby zadziałać całkowity zakaz. I jednocześnie, by Rosja nie mogła na handlu zarabiać. I tu do akcji wkroczyli łowcy zysku. Zorganizowali na morzu flotę cieni.
Jak przerwać pochód tankowców z rosyjską ropą?
Po pierwsze: być może wzorem Ameryki, która nie ma żadnej litości dla tankowców wożących zakazaną ropę z Wenezueli, Europa od słów przeszła do czynów. Francuska armia zatrzymała dwa transporty ropy, Niemcy przegoniły ze swoich wód terytorialnych statek płynący prawdopodobnie do rosyjskiego terminala naftowego na Bałtyku. Tankowiec musiał zawrócić i wzdłuż brytyjskiego wybrzeża popłynąć do innego naftoportu, w Murmańsku. Przy okazji okazało się, że tankowiec identyfikujący się jako Arcusat, oficjalnie nigdy nie istniał w rejestrach. Maskował swoją prawdziwą tożsamość nadając fałszywe dane, został więc zmuszony przez Niemców do zmiany kursu. Niewiele to zmieniło, bo jednocześnie mniej więcej tą samą drogą płynęły inne "lewe" tankowce. Dziennikarze brytyjskiej BBC udowodnili, że w ciągu jednego tylko miesiąca na Kanale La Manche było ich aż czterdzieści.
Po drugie: trzynaście państw europejskich przymierza się do ścigania floty cieni po Bałtyku i Morzu Północnym. Zapowiadają, że będą zatrzymywać jednostki bez włączonych transponderów - urządzeń do namierzania i identyfikacji. Ta część gry w statki jest nie do przecenienia - Rosja eksportuje ropę głównie przez Bałtyk.
I po trzecie: Europa szykuje kolejny pakiet sankcji na Rosję. Jedną z najważniejszych będzie całkowity zakaz transportowania rosyjskiej ropy, niezależnie od jej ceny. Ale czy ten zakaz zadziała? Mógłby, gdyby był restrykcyjnie egzekwowany. I tu wracamy do punktu wyjścia, czyli do floty cieni.
Według danych zebranych przez Bloomberga, do floty cieni zalicza się w mniejszym lub większym stopniu aż jedna piąta wszystkich tankowców na świecie. To około tysiąca jednostek, według niektórych szacunków nawet półtora tysiąca. Rosja wykorzystuje mniej więcej połowę z nich. Pozostałe pływają "na lewo" z ropą z Iranu i Wenezueli. Większość to "emeryci", skupowane przez Moskwę statki mają po 20 lat, do pracy wracają ze złomowisk. Identyfikują się fałszywymi danymi, pływają pod fałszywymi banderami, bez transponderów, nie są ubezpieczone, a zarządzają nimi firmy krzaki. Szacuje się, że Rosja sprzedaje dzięki statkom widmom aż dwie trzecie swojej ropy. Zarabia na tym rocznie dziesiątki miliardów dolarów - niezmiennie od czterech lat.
źródło: TOK FM