W USA nie działa Tik Tok. Czy następne będą Temu i Shein?
- Tik Tok nie działa na terenie USA. Szefowie aplikacji wierzą, że prezydent-elekt Donald Trump pomoże im w powrocie na rynek.
- Tymczasem użytkownicy szukają nowych platform. Sieroty po Tik Toku tłumnie przenoszą się do chińskiej aplikacji Red Note.
- By Tik Tok ocalał musi znaleźć nowego amerykańskiego właściciela. Jednym z kandydatów miał być Elon Musk.
- Ustawa o zakazie aplikacji Tik Tok jest znacznie szersza. Być może kolejnymi jej ofiarami będą chińskie platformy zakupowe Temu i Shein.
Sąd Najwyższy USA zakazał działalności platformy Tik Tok. Jak tłumaczyła gościni weekendowego "Poranka Radia TOK FM, twórczyni podcastu "Techstrorie" Joanna Sosnowska, gdy w niedzielę rano amerykańscy użytkownicy Tik Toka spróbują włączyć tę aplikację, nie będzie ona aktywna. - Chociaż mogłaby, bo ustawa zakładała, że Tik Tok przestanie być dostępny w sklepach z aplikacjami, czyli nie będzie dostępny do pobrania. Ale na urządzeniach tych 170 mln Amerykanów które już mają, mógłby. W jakiejś dłuższej perspektywie te osoby nie dostawałyby aktualizacji aplikacji, w związku z tym ona stopniowo przestałaby działać - tłumaczyła gościni Anny Piekutowskiej.
Mamy szczęście, bo Trump
- Natomiast Tik Tok postanowił wygasić te aplikacje już teraz i zaczął to robić w sobotę wieczorem - stwierdziła, dodając, że każdy z użytkowników zobaczy wiadomość, że Tik Tok niestety tymczasowo przestał działać w Stanach Zjednoczonych. To "tymczasowo" jest tu bardzo ważne, podkreśliła.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dodatkowo bowiem w komunikacie można przeczytać, że "mamy szczęście", bo za chwilę rozpocznie się kadencja prezydenta Trumpa, a on będzie pracował, nad przywróceniem Tik Toka - To jest bardzo istotne, ponieważ Trump w wywiadzie, którego udzielił bodajże w sobotę, zasugerował, że przesunie zakaz działania aplikacji o 90 dni - mówiła Sosnowska, przyznając, że jako prezydent ma prawo to zrobić.
Ewentualne działanie Tik Toka w Stanach jest ważne, bo według wyliczeń mowa o 480 mld dolarów - To niemało i osoby, które teraz podnoszę kwestię Tik Toka, mówią, że to dla nich nie tylko serwis społecznościowy i rozrywkowy, ale ich źródło utrzymania - mówiła gościni TOK FM. - Natomiast zaczynają się już pewne ruchy, które pokazują, że te sieroty po Tik Toku znajdą sobie miejsce w sieci - przekonywała, tłumacząc, że są inne aplikacje o bardzo podobnych formułach.
Po mandaryńsku i z cenzurą
Można je znaleźć wśród produktów amerykańskich, ale jedną z aktualnie mocno wyróżniających się jest chińska (podobnie jak sam Tik Tok), która po angielsku nazywa się Red Note, - Można to przetłumaczyć jako Mała Czerwona Książeczka. Nazwa odnosi się do pamiętnika, w którym można zapisywać swoje przemyślenia, a nie do zbioru cytatów z Mao, ale jednak z punktu widzenia mieszkańca Zachodu to budzi od razu pewne skojarzenia - przyznała gościni TOK FM. - Red Note w ubiegłym tygodniu zyskała szaloną popularność, kiedy już było jasne, że Sąd Najwyższy będzie się raczej skłaniał ku przedłużeniu zakazu Tik Toka. A te sieroty po Tik Toku odkryły, że Chinach jest aplikacja, która ma podobne funkcje - relacjonowała.
Koniec z TikTokiem dla dzieci w Polsce? 'Trzeba coś w tej kwestii zrobić'
Sosnowska podkreśliła jednak, że ta aplikacja jest przeznaczona dla chińskich użytkowników - Interfejs jest po mandaryńsku. Nic tam nie ułatwia bezpośredniej migracji użytkowników ze Stanów i raczej nic nie będzie - tłumaczyła, dodając, że obowiązują tu chińskie zasady i cenzura, więc np. niektóre słowa są zakazane. Co nie zmienia faktu, że kilkaset tysięcy osób już się tam przeniosło i "próbuje odnaleźć swoje miejsce po drugiej stronie oceanu".
Etyczna platforma
Dziewięćdziesiąt dni opóźnienia zakazu, które obiecał Trump wcale nie oznacza, że znajdzie się jakieś rozwiązanie - Do tej pory było pół roku na znalezienie amerykańskiego nabywcy, przewijały się różne nazwiska, ale ostatecznie z jakiegoś powodu tego nabywcy znaleźć się nie udało - stwierdziła gościni TOK FM. Jednym z potencjalnych nowych miejsc na Tik Tok miał być np. Project Liberty Franka McCourta. - To miliarder, który wymarzył sobie stworzenie takiej trochę zdecentralizowanej aplikacji - wyjaśniała.
- Ona miałaby być etyczna, miałaby szanować dane osobowe użytkowników. To de facto ci użytkownicy mieliby być właścicielami tych danych. Frank McCourt zapewniał, że zgromadził finansowanie, które byłoby potrzebne do przejęcia amerykańskiej części Tik Toka po to, żeby ją wykupić i przekształcić w taki etyczny, nienależący do tego kapitalizmu serwis - tłumaczyła, przekonując, że chodziło o pozbawienie nadzoru, którym "funkcjonują pozostałe aplikacje". - Ale z jakiegoś powodu to się nie udało - dodała.
Musk mógłby znowu pożyczyć
Jako ewentualny nabywca Tik Toka był też wymieniany najbogatszy człowiek świata Elon Musk. Gościni TOK FM przyznała, że byłoby go stać, ale też od razu pokazała dodatkowe okoliczności. - On nawet do zakupu Twittera, który kosztował 44 mld dolarów nie wyłożył swoich własnych pieniędzy, tylko zapożyczył się u licznych inwestorów, funduszy inwestycyjnych, sięgał do kieszeni osób z Arabii Saudyjskiej - przypominała. Zauważyła przy tym, że cena byłaby porównywalna, bo wyceny amerykańskiej części Tik Toka wahają się między 20 a 50 mld dolarów. - Zatem byłoby go stać, ale wymagałoby to zapewne znowu takiej gimnastyki finansowej. Bo zapewne on by nie wyłożył tych pieniędzy z własnych kieszeni, ale znowu musiałby znaleźć jakąś armię bankierów, którzy pomogliby mu w takim przejęciu - przekonywała.
Ewentualne nabycie Tik Toka przez Muska miałoby też inne konsekwencje. - To oznaczałoby, że on staje się magnatem nie tylko komunikacyjno-kosmiczno-transportowym, ale już medialnym - stwierdziła. - Dwa potężne serwisy informacyjno-rozrywkowe w rękach jednej osoby, zwłaszcza tak umocowanej polityczne jak Musk, to byłoby wydarzenie duże i jednak dość niebezpieczne - tłumaczyła Sosnowska.
Temu i Shein będą następne?
Amerykańska ustawa, która sprawia Tik Tokowi tyle kłopotów ma jednak szersze zastosowanie. - Zakłada, że niedostępne będą w sklepach z aplikacjami w Ameryce programy, które zostały stworzone w tzw. państwach wrogich, np. w Rosji, w Chinach, w Iranie, w Korei Północnej - wymieniała gościni TOK FM. - To stawiałoby pod znakiem zapytania działalność sklepów, w zasadzie platform sprzedażowych takich jak Temu i Shein. To są także w Stanach jedne z najpopularniejszych aplikacji. Płyną przez nie setki tysięcy produktów i są wyceniane na miliardy dolarów - wyjaśniała ekspertka.
- Europa zaczęła już czynić pewne kroki, które miałyby ucywilizować ten niepohamowany napływ tanich ubrań i plastikowych zabawek. Amerykanie jak na razie starają się do tego dojść krokami celnymi, trochę uszczelniając te granice przez które przechodzą towary - tłumaczyła. Jej zdaniem Temu i Shein mogą być kolejnymi celami amerykańskich senatorów przyglądających się "w jaki sposób chiński e-handel wpływa na gospodarkę Stanów Zjednoczonych" - Co jak wiadomo, jest dla prezydenta Trumpa bardzo ważne - spuentowała.