Izrael dozbraja Ukrainę? Tropy wiodą do lotniska w Polsce. "Niedopowiedzenia"
- Izrael zdobył bardzo dużo broni podczas walk z Hezbollahem w Libanie i złożył propozycję, że przekaże ją Ukrainie. To broń rosyjskiej produkcji;
- Wszystko wskazuje na to, że trasa dostaw wiedzie przez Niemcy i Polskę;
- Jak komentowała w TOK FM Agnieszka Zagner z "Polityki", w sprawie jest sporo znaków zapytania. W samym Izraelu nie przyjęto do tej pory ustawy, która zezwala na przekazywanie broni zdobytej podczas działań w Libanie.
Oficjalnie o izraelskiej propozycji pod koniec stycznia wiceministra spraw zagranicznych Izraela Szaren Haskel poinformowała ambasadora Ukrainy Jewhenem Kornijczukiem. Ma chodzić o broń zdobytą podczas operacji przeciwko Hezbollahowi w Libanie. Jednym ze sponsorów Hezbollahu od lat jest Rosja. Więc do Ukrainy - na wojnę z Rosją - trafi z Izraela rosyjska broń. Agnieszka Zanger mówiła w TOK FM, że w całej sprawie jest bardzo dużo niejasności i nieścisłości. - Rzeczywiście Izrael zdobył bardzo dużo sprzętu, około 90 tys. sztuk broni. Ale sztuka sztuce nie jest równa - mówiła dziennikarka "Polityki" w rozmowie z Jakubem Janiszewskim. Rzecz dotyczy z jednej strony np. pistoletów, a z drugiej ciężkiego sprzętu - pojazdów bojowych.
- Mówimy nie tylko o sprzęcie w większości, w ponad 90 proc. zdobytym w różnych arsenałach Hezbollahu ukrytych w części libańskiej, ale również o 3 tys. sztuk zdobytych po syryjskiej stronie. Co ciekawe wśród nich są również czołgi - wyjaśniła gościni "Połączenia".
Deklaracja padła. Samoloty latają. Ale wątpliwości pozostają
Schody zaczynają się, gdy chce się ustalić, czy broń faktycznie trafia do Ukrainy. - Są pewne symptomy, które by świadczyły o tym, że tak - przyznała Zagner, powołując się na kilka zarejestrowanych lotów między izraelską bazą na południu kraju, amerykańską bazą w Ramstein i lotniskiem Jasionka w Rzeszowie. - Wiadomo, to jest słynny hub, przez który przechodzi cała pomoc, również z Zachodu w kierunku Ukrainy - przypomniała. Loty, o których mowa wywołały dużo spekulacji w mediach, bo przecież - jak dodała dziennikarka - samoloty "raczej nie poleciały tam po to, żeby się przelecieć i potem puste wrócić".
Gościni "Połączenia" wyjaśniła, że po stronie izraelskiej jest problem z oficjalną chronologią wydarzeń. Bo choć izraelska wiceministra spraw zagranicznych Sharren Haskel wystąpiła z propozycją ustawy o przekazywaniu tej broni jeszcze w listopadzie 2024 roku, to "ustawa jeszcze nie przeszła przez głosowania w Knesecie". Skoro nadal nie ma przepisów, a samoloty z Izraela miały latać w kierunku Ramstein i Jasionki, to - jak zauważyła Zagner - "jest w tym pewna sprzeczność". - Jesteśmy w niedopowiedzeniu. Nie mamy ze strony izraelskiej, ale również ukraińskiej, przyznania, że rzeczywiście taki sprzęt trafia (na front ukraiński) i to w takiej liczbie - przyznała.
Uciekli do Polski z kraju 'potwora'. 'Nie zazdroszczę Ukraińcom, że są tutaj tak widoczni'
Zdobyta w Libanie broń dla Ukrainy? PR też się liczy
Dziennikarka "Polityki" tłumaczyła, że wpływ na ruch władz izraelskich miał upadek reżimu Baszara al-Asada, do którego doszło na początku grudnia. Zmiana sytuacji w Syrii "de facto rozwiązało ręce Izraelowi". - Na samy początku wojny Izrael był proszony przez władze w Kijowie o wsparcie, pomoc i zawsze miał żelazny argument, że "mamy swoje własne interesy, przede wszystkim bezpieczeństwa, które prowadzimy na terenie Syrii" - przypomniała rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego.
Netanjahu mógł sprawić Polsce kłopot? 'Kryzys stałby się faktem'
Upadek reżimu Baszszara al-Asada doprowadził do tego, że Izrael "może śmielej sobie poczynać". Przekazywanie broni Ukrainie "nawet dużo nie kosztuje" Izraela. - Jak rozumiem to NATO się złożyło na zorganizowanie tego transportu - Zagner. Zdobyty sprzęt jeszcze kilkanaście lat temu był recyklingowany i używany przez armię izraelską od nowa. - Natomiast na chwilę obecną - mówiła, podkreślając, że dzięki przekazywaniu zdobycznej broni na ukraiński front izraelskie władze mogą dużo ugrać PR-owo.