Balonowa ofensywa z Białorusi. "Nie ma tygodnia, żebyśmy nie mieli wezwań"
- Nie ma tygodnia, żebyśmy nie mieli kilku takich wezwań - potwierdza w rozmowie z TOK FM młodszy inspektor Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Sam patent jest prosty. Pod balon - o wysokości kilku metrów - podczepiany jest pakunek. Mieści się w nim 30 tysięcy sztuk papierosów, czyli półtora tysiąca paczek. Ich rynkowa wartość to kilkanaście tysięcy złotych. Paczki są oczywiście bez polskich znaków akcyzy, wyprodukowane w Białorusi.
- Całość uzupełnia proste mechaniczne urządzenie, które w odpowiednim momencie zaczyna spuszczać gaz z balonu. I nadajnik gps, żeby odbiorca paczki mógł ją znaleźć - dodaje policjant. Od białoruskiej granicy do Białegostoku jest niewiele ponad 30 km. Wystarczy, by przemytnicy poczekali na odpowiedni kierunek wiatru.
Balony z Białorusi. 'Lądują na ulicach albo dachach'
Niektóre przesyłki mijały miasto. Jedną z nich znaleziono nawet pod Kolnem, w okolicach Łomży, prawie 100 km od granicy. - Ale większość z tych, które znaleźliśmy, lądowała na wschodnich przedmieściach Białegostoku. Chociaż zdarzały się już i takie, które lądowały na ulicach w mieście, albo dachach domów jednorodzinnych - mówi rzecznik.
Problemy zbrojeniowego giganta. 'Jeśli te doniesienia się potwierdzą...'
Przyznaje, że większość balonów z papierosami musi docierać do adresatów. Papierosów z przemytu, mimo zamkniętych od prawie dwóch lat granic, na miejskich bazarach bowiem nie brakuje. I wciąż pojawiają się nowe balony - widać więc, że kanał przemytu jest skuteczny.
Policjant podkreśla, że złapanie odbiorców paczek na gorącym uczynku nie jest sprawą prostą, podobnie jak ich wyśledzenie. Chociaż czasem się udaje. - Wspólnie ze strażą graniczną ujęliśmy dwie takie osoby, które przyjechały po ładunek balonu który wylądował pod Suwałkami - podsumowuje Tomasz Krupa.