,
Obserwuj
Świat

Trump się nie ograniczał. Najdłuższe orędzie w historii

PAP
4 min. czytania
25.02.2026 07:08

Prezydent USA Donald Trump wygłosił najdłuższe w historii orędzie o stanie państwa. Głównie mówił o sprawach wewnętrznych, przekonywał, że Ameryka "wróciła" i przeżywa swój złoty wiek. O wojnie w Ukrainie wspomniał zdawkowo, mówiąc, że dąży do jej zakończenia.

Donald Trump
Donald Trump
fot. Alex Brandon/Associated Press/East News

Orędzie Donalda Trumpa 

Oto najważniejsze tematy o których mówił prezydent USA w swoim przemówieniu.

Gospodarka

Donald Trump - mierzący się z podupadającymi notowaniami i gniewem wyborców z powodu wysokich kosztów życia - poświęcił większość przemówienia podkreślaniu świetnej - jego zdaniem - kondycji gospodarki, wielokrotnie w charakterystycznym stylu wyolbrzymiając statystyki i liczby.

Wbrew faktom twierdził, że inflacja "pikuje" i - zgodnie z prawdą - że ceny benzyny są niższe, niż za jego poprzednika. Prezydent USA twierdził też, że za jego rządów zagraniczne firmy zadeklarowały inwestycje w wysokości 18 bln dolarów, choć kwota ta obejmuje również obietnice złożone jeszcze za jego poprzednika. Obwiniał też Demokratów za rosnące koszty życia.

- Wy spowodowaliście ten problem - mówił, zwracając się do opozycji. O wyższe koszty oskarżał też imigrantów, którzy - jak twierdził - przywożą do USA "przekupstwo, korupcję i bezprawie" oraz powodują wyższe koszty życia.

- Zajmiemy się tym problemem - zapewnił Trump. W późniejszej części przemówienia prezydent poprosił wszystkich na sali, by wstali, jeśli uważają, że pierwszą powinnością państwa jest dbanie o obywateli USA, a nie nielegalnych imigrantów. Kiedy Demokraci pozostali na swoich miejscach, rzucił w ich stronę, że "powinni się wstydzić". Prezydent oskarżał też opozycję o fałszowanie wyborów, twierdząc, że właśnie dlatego sprzeciwiają się reformom zobowiązujących wyborców do wylegitymowania się dowodami tożsamości.

Imigracja

Trump podkreślał też radykalne ograniczenie imigracji i najniższe od stu lat statystyki dotyczące przestępczości. Obiecał również radykalne obniżenie kosztów opieki zdrowotnej oraz ogłosił porozumienie z firmami technologicznymi, zgodnie z którym mają one równoważyć wzrost kosztów energii tam, gdzie powstają centra danych na potrzeby sztucznej inteligencji.

Odnosząc się do niedawnej decyzji Sądu Najwyższego o unieważnieniu części nałożonych przez niego ceł, określił ją mianem "godnej pożałowania" i "rozczarowującą", patrząc na zgromadzonych na sali sędziów.

- Ale dobrą wiadomością jest to, że niemal wszystkie kraje i korporacje chcą utrzymać umowę, którą już zawarły - oznajmił. Sugerował - wbrew opiniom wielu ekonomistów - że wpływy z ceł zastąpią podatek dochodowy.

Polityka zagraniczna

W części poświęconej polityce zagranicznej Trump najwięcej miejsca poświęcił zagrożeniom ze strony Iranu oraz "przywracaniu amerykańskiej dominacji" na zachodniej półkuli, zwłaszcza operacji pojmania Nicolasa Maduro w Wenezueli. Zupełnie nie wspomniał natomiast o Chinach i Azji, a o wojnie w Ukrainie mówił zdawkowo.

Iran

Odnosząc się do Iranu, zapewnił, że wolałby drogą dyplomatyczną uregulować wzajemne relacje. Zaznaczył zarazem, że nigdy nie pozwoli władzom w Teheranie na posiadanie broni jądrowej i podkreślił, że mimo amerykańskich ostrzeżeń Iran nadal pracuje nad rozwojem swojego arsenału, w tym rakiet balistycznych.

- Opracowali już rakiety, które mogą zagrozić Europie i naszym bazom za granicą. Pracują nad budową rakiet, które wkrótce dotrą do Stanów Zjednoczonych Ameryki - stwierdził. - Jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę głównemu światowemu sponsorowi terroru (...) na posiadanie broni jądrowej - dodał prezydent USA.

Trump przypomniał, że uzyskał od sojuszników z NATO zobowiązanie do przeznaczania 5 proc. PKB na obronność oraz podkreślił że sprzedaje im broń przeznaczoną na Ukrainę. Powtórzył przy tym, że dąży do zakończenia swojej "dziewiątej wojny", tj. wojny w Ukrainie i była to jedyna wzmianka na ten temat w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji.

Wenezuela

Mówiąc o Wenezueli, opisał po raz pierwszy historię pilota śmigłowca Erika Slovera, który odniósł rany podczas operacji. Żołnierz, którego zaproszono na galerię, otrzymał Medal Honoru, najwyższe odznaczenie wojskowe. To samo odznaczenie otrzymał również inny pilot, 100-letni weteran II wojny światowej, Royce Williams.

Rekordowo długie przemównienie

Przemówienie Trumpa trwało 1 godzinę i 48 minut i było najdłuższym w historii. Prezydent pobił w ten sposób własny rekord z poprzedniego roku, kiedy to przemawiał przez godzinę i 39 minut.

Zgodnie z tradycją dorocznych orędzi, prezydent zaprosił swoich gości, do których odnosił się w trakcie przemówienia. W tym roku byli to mistrzowie w hokeju na lodzie z zakończonych w niedzielę zimowych igrzysk, a także rodziny młodych kobiet zamordowanych przez nielegalnych imigrantów oraz rodzice ukraińskiej uchodźczyni Iryny Zaruckiej, zamordowanej w metrze w Charlotte. Olimpijczycy posłużyli Trumpowi za przykład tego, jak pod jego rządami "Ameryka wygrywa aż za dużo".

- Nasz kraj znów wygrywa. Właściwie, wygrywamy tak wiele, że naprawdę nie wiemy, co z tym zrobić. Ludzie proszą mnie: proszę, proszę, proszę, panie prezydencie, wygrywamy za dużo. Nie możemy tego dłużej znieść - żartował Trump.

Zapowiedział też wręczenie bohaterowi olimpijskiego finału hokeistów, bramkarzowi Connorowi Hellebuyckowi, najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego, Prezydenckiego Medalu Wolności.

Własnych gości zaprosili też politycy Demokratów, w tym m.in. ofiary Jeffreya Epsteina i ich rodziny. W tym roku w proteście przeciwko Trumpowi orędzie zbojkotowało kilkudziesięciu polityków Demokratów z obu izb. Znaczna część z nich opuściła salę tuż po rozpoczęciu przemówienia.

Nieobecny członek gabinetu Trumpa

Jak co roku na sali nieobecny był jeden członek gabinetu prezydenta, który przebywał w tym czasie w nieujawnionym miejscu, by - w razie śmierci pozostałych członków gabinetu - zapewnić trwałość rządów. Tym razem rola "designated survivor", podobnie jak rok wcześniej, przypadła ministrowi ds. weteranów Dougowi Collinsowi.

Konstytucja USA nakłada na prezydenta składanie Kongresowi corocznych sprawozdań o stanie republiki, lecz tradycję osobistego wygłaszania przemówień zapoczątkował dopiero prezydent Woodrow Wilson w 1913 r. Wcześniej prezydenci zwykle wysyłali Kongresowi swoje sprawozdania listownie.

Źródło: PAP, fot.Alex Brandon/Associated Press/East News