Wizy do USA i sponsorzy z Chin. Czy mundial w Ameryce będzie sukcesem?
To będzie odcinek mega, bo wszystko w nim będzie wielkie i wspaniałe, jak to w Ameryce ostatnio jest. Będzie o imprezie, którą zainaugurowało przyznanie pokojowej nagrody, która nikomu wcześniej nie przychodziła do głowy i też jest wielka i wspaniała. Laureatem został Donald Trump, nagrodę przyznała Światowa Federacja Piłki Nożnej, wręczono ją przy okazji losowania grup na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026, które też było wielkie i wspaniałe. Jeszcze większy i wspanialszy ma być sam mundial, który ma przynieść historycznie wielkie pieniądze.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ilu kibiców może przyjechać na mundial do USA?
- Jak wygląda sytuacja z wizami?
- Co z chińskimi sponsorami tej imprezy?
Na początek rekordy. Imponujące, bo mowa o imprezie, która gromadzi setki milionów ludzi na świecie, jak żadna inna podobna. I która skłania miliony do zbiorowej radości lub zbiorowej rozpaczy.
Po pierwsze: oglądalność. Mistrzostwa Świata w piłce nożnej to najchętniej oglądane wydarzenie sportowe na świecie - nic innego nie może się z nimi równać. W 2022 roku finał Argentyna-Francja - ten, który Lionel Messi zakończył z pucharem w objęciach - przyciągnął na świecie oszałamiającą liczbę półtora miliarda widzów! FIFA szacuje, że turniej sprzed czterech lat w jakimś fragmencie oglądało w sumie około pięciu miliardów ludzi. To więcej niż Igrzyska Olimpijskie, więcej niż święto amerykańskiego futbolu czyli Super Bowl i więcej, niż jakiekolwiek inne światowe widowisko sportowe.
Po drugie: rekordy frekwencji na stadionach. Do kogo te rekordy należą? Także do Amerykanów i to podwójnie. W Stanach Zjednoczonych odbyły się najmocniej oblegane Igrzyska Olimpijskie. W 1996 roku w Atlancie wszystkie zawody sportowe na wszystkich arenach obejrzało w sumie 8 milionów 300 tysięcy ludzi. Ameryka ma też na koncie najbardziej popularne piłkarskie mistrzostwa świata. W 1994 roku mecze na amerykańskich stadionach obejrzało prawie 3 miliony 600 tysięcy ludzi. To największa frekwencja na imprezie sportowej ze wspólnym harmonogramem i jedną dyscypliną. Amerykanie pobili rekord, bo mecze rozgrywano na wielkich stadionach, często przeznaczonych do futbolu amerykańskiego, jak Rose Bowl czy Giants Stadium.
Ten frekwencyjny rekord nie został pobity później ani w Brazylii, ani w Niemczech. I to pomimo, że podczas tych rozgrywek zwiększono liczbę piłkarskich pojedynków z 52 do 64. Teraz Amerykanie chcą powtórzyć swój własny sukces sprzed 30 lat. Planują przyjąć ponad 5 milionów kibiców. Najwięcej prawdopodobnie w Nowym Jorku, gdzie na stadionie MetLife odbędzie się wielki finał - tu cytat z organizatorów - "jakiego świat nie widział".
Co może stanąć rekordom na przeszkodzie?
Najpierw o najbliższych sąsiadach. Stany Zjednoczone są z Kanadą i Meksykiem w sporze. Dotyczy on współpracy gospodarczej, z Kanadą o przemysł motoryzacyjny i sprzedaż tarcicy niezbędnej na przykład w budowlance, z Meksykiem o produkcję rolną, fabryki samochodów, ale też o przemyt narkotyków, migrację i przestępczość. Z powodu sporów wiosną i latem Kanadyjczycy masowo odwoływali wakacyjne wyjazdy do sąsiada. W marcu lotnicza turystyka przyjazdowa z tego kierunku skurczyła się mniej więcej o jedną trzecią, z Meksyku o jedną piątą. W sumie liczba zagranicznych turystów spadła o ponad 10 procent, a spadek objął też chętnie odwiedzających USA Brytyjczyków. Było ich aż o jedną szóstą mniej, a Brytyjczycy znani są przecież z miłości do piłki nożnej. Wyjazd do USA będzie zatem problemem nie tylko dla najbliższych sąsiadów, którzy przecież mistrzostwa współorganizują, ale dla wszystkich. Bo Ameryka za prezydentury Donalda Trumpa stała się antymigrancką twierdzą.
Amerykanie chcą kibiców do siebie wpuszczać i dlatego, kto ma bilet, może się starać o tak zwany "FIFA pass". Do jak najszybszego składania wniosków wizowych namawiał sam amerykański prezydent. Spotkania wizowe w tym trybie mają być przyspieszone. A uwijać się trzeba, bo organizatorzy, konkretnie szef FIFA czyli Gianni Infantino, spodziewają się od 5 do nawet 10 milionów gości. Część po wizę występować nie musi, bo obywatele większości państw europejskich podróżują w procedurze bezwizowej. Ale zakochana w piłce Ameryka Południowa musi się pokornie ustawić w kolejkach. Problem w tym, że sam bilet na mecz zgody na wjazd do USA nie gwarantuje, jedynie przyspiesza procedurę weryfikacyjną. Można więc zostać z wejściówką, jak Himilsbach z angielskim.
To nie są tanie rzeczy
Już we wrześniu FIFA ogłosiła, że najtańsze bilety będą kosztować 60 dolarów. Wkrótce okazało się, że to wejściówki na niektóre mecze fazy grupowej i na najgorsze miejsca na stadionach. Te najlepsze na stadionie w Los Angeles kosztują nawet 600 dolarów, gorsze około 200. Drogo? To co powiecie o biletach na finał: miejsce na widowni stadionu w Nowym Jorku kosztuje od 3 do 8 tysięcy dolarów. A właściwie kosztowało, bo cena rośnie z losowania na losowanie. Loteria online to jedyny sposób zdobycia wejściówek. Pierwsze z losowań odbyło się jesienią, najbliższe będzie teraz, ostatnie na wiosnę. Szanse na bilet maleją wraz ze wzrostem zainteresowania. Im więcej chętnych, tym mniej prawdopodobne, że się uda.
Na koniec o jeszcze większych pieniądzach i jeszcze poważniejszych dylematach niż ten, czy na mundial jechać, czy nie, nawet z ultra drogim biletem. Dylematy są natury globalnej, bo jednym z oficjalnych partnerów FIFA jest chiński gigant elektroniki, firma Lenovo. Umowę podpisano jesienią ubiegłego roku, gdy wydawało się, że to partner idealny. Dzisiaj sytuacja jest zgoła inna. Amerykanie obłożyli Chińczyków zaporowymi cłami i prowadzą z nimi handlową wojnę, co sprawia, że chiński producent elektroniki może być mniej mile widziany i mniej zainteresowany pokazywaniem się w USA. W podobnie niezręcznej sytuacji znaleźli się zresztą inni azjatyccy partnerzy mundialu, jak koncerny motoryzacyjne KIA czy Hyundai. Albo Adidas, który produkuje swoje buty w… Chinach.
Tak czy inaczej rekordy będą. Niektóre pobiją się same. Bo w amerykańskim mundialu zagra największa w historii liczba drużyn, które rozegrają największą w historii liczbę meczów. Rekordowe pieniądze zbierze od partnerów właściciel praw, czyli FIFA, rekordowo dużo chce zarobić główny gospodarz. A pomóc mogą wszyscy, wystarczy, że usiądą oglądać jak inni kopią.
źródło: TOK FM