Wojenny budżet Rosji bliski zawału. Co wspólnego ma z nim ogórek?
To skromne warzywo, podstawa sałatek i obowiązkowy dodatek do kanapek na rosyjskich stołach, podrożało ostatnio w tak gwałtownym tempie, że wprawiło w zdumienie nie tylko szeregowych Rosjan, ale też doświadczonych ekonomistów. Ogórki w Rosji są dzisiaj dwa razy droższe niż w grudniu, kosztują tyle, ile... mięso i stały się symbolem drożyzny i spadającej stopy życiowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego cena ogórków podwoiła się w zaledwie kwartał?
- Jak Rosjanie próbują ratować swoje portfele?
- Jak wygląda budżet całego państwa?
Zaczniemy od rozbierania na czynniki pierwsze przypadku rosyjskich ogórków. Kosztują średnio około 15 złotych za kilogram. Średnio, bo rosyjskie media zalewane są wpisami o warzywach z ceną nawet trzykrotnie wyższą. Obserwację ulicy potwierdzają - o dziwo - oficjalne dane. Według Rosstatu czyli Federalnego Urzędu Statystycznego Rosji, ceny ogórków wzrosły o 43 procent między końcem grudnia a 2 lutego, a następnie o kolejnych 5 procent w kolejnym tygodniu. Analitycy branżowi twierdzą, że rzeczywisty wzrost jest jeszcze wyższy.
Stowarzyszenie firm z branży rolno-spożywczej Rusprodsojuz szacuje, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy warzywo podrożało o 111 procent. Skąd ta drożyzna? Tu powołamy się na tak zwany czynnik urzędowy, czyli oficjalne wyjaśnienia rosyjskich władz, zgodnie z którymi przyczyną są tak zwane "czynniki sezonowe". Konkretnie - zima: w europejskiej części Rosji najbardziej śnieżna od ponad 200 lat i wyjątkowo mroźna, więc zimowa produkcja szklarniowa stała się w Rosji wyjątkowo droga.
Od listopada do marca plantacje korzystają z intensywnego sztucznego światła. By zrekompensować krótkie dni, świecą ogórkom 18 godzin na dobę i w ten sposób przyspieszają wzrost. Koszt prądu stanowi nawet połowę kosztów uprawy szklarniowej, a cena energii wzrosła w ciągu roku o blisko jedną czwartą. To pierwszy z powodów, dla których już w hurcie jest znacząco drożej. Drugi to arktyczny mróz. Styczeń był w Rosji najzimniejszy od 30 lat. Ogórkom trzeba nie tylko świecić, ale też mocniej im grzać. Produkcja więc spadła, a ogórkowa dziura nie została wypełniona importem. Rosjanie więc płacą i płaczą. I nie o ogórki im chodzi.
Problem jest szerszy
Rosjanie mierzą się z nowym wymiarem kryzysu kosztów życia. Rosja zmaga się bowiem z wysoką inflacją wywołaną wydatkami na wojnę. A szczególnie rekordowymi w Rosji pensjami. Przez pierwsze dwa lata operacji militarnej w Ukrainie rosyjskie fabryki zbrojeniowe gwałtownie podnosiły produkcję, równie gwałtownie szukając ludzi do pracy. Wydzierały sobie nawzajem fachowców, oferując im w zamian za przejście astronomicznie wysokie pensje. W rosyjskiej gospodarce zaczęło brakować rąk do pracy, wynagrodzenia rosły więc nie tylko w zbrojeniówce, ale też w innych branżach, bo jednocześnie miliony Rosjan trafiły do ukraińskich okopów, część z nich już nie wróciła. Ofiarą ożywienia padła cywilna część gospodarki. Do Rosji trzeba było importować słabiej wyszkolonych pracowników z zagranicy, w tym z republik środkowo azjatyckich oraz z samej Azji, na przykład - Indii. W tym czasie wydajność w gospodarce spadała, podobnie jak produkcja. Towarów na rynek zaczęło trafiać mniej. Przy pełnych portfelach konsumentów ceny poszły w górę. Ruszyła tak zwana spirala płacowo-cenowa, czyli inflacyjne błędne koło, które dopiero teraz stopniowo traci tempo obrotów, bo centralny bank Rosji włączył kołu hamowanie.
Po raz pierwszy włączył hamulec dokładnie cztery lata temu, skokowo podniósł stopy procentowe z 9,5 procent do 20 procent, czyli ponad dwukrotnie. W tym bezprecedensowym ruchu chodziło bardziej o zatrzymanie uciekającego kapitału i wyprzedaż waluty, bo zaraz potem stopy spadły poniżej poziomu startowego. Rok później nastąpił kolejny zwrot, tym razem na dłużej. Z powodu systematycznie rosnących cen, rosyjski bank centralny znów zaczął działać i na koniec 2024 roku stopy procentowe osiągnęły historyczny rekord - 21 procent, najwięcej w tym wieku. Utrzymanie inflacji pod kontrolą jest dla Kremla absolutnym priorytetem. Waży nie tylko na kondycji budżetu państwa i całej gospodarki, ale też na nastrojach społecznych, co dla rosyjskich władz jest sprawą kluczową.
Rosjanie zaczynają narzekać
O opis osobistych doświadczeń z drożyzną poprosił swoich czytelników niezależny rosyjski portal Meduza. Większość obrała tę samą strategię - trzymania się za kieszeń; rezygnacji z części zakupów, szczególnie tego, co nie jest niezbędne. Marchewka zastępuje owoce, a kasza gryczana - rekordowo drogie warzywa. Rosjanie sami produkują w domu mleczne przetwory, wracają do balkonowej hodowli kurczaków i królików, zamożniejsi mieszkańcy miast rezygnują z jadania poza domem.
Ten model radzenia sobie z chudymi portfelami potwierdzają oficjalne dane - w Rosji spada konsumpcja. W końcówce roku Rosjanie ograniczali zakupy podstawowych produktów, takich jak mleko, wieprzowina, kasza czy ryż. Z tego powodu coraz mniej zarabiał handel: największa rosyjska sieć sklepów spożywczych aż o jedną piątą. Bo z drugiej strony rosły koszty działalności - więcej kosztują pracownicy i podrożał prąd. Zamykają się więc sklepy odzieżowe, elektroniki użytkowej sprzedaje się najmniej od 30 lat. Kupujący odkładają wydatki na samochody. Sprzedaż aut skurczyła się od początku roku o prawie jedną czwartą, rekordowo wysokie koszty kredytu sprawiły, że auta stały się dla Rosjan za drogie. A gdy spada konsumpcja, gospodarka hamuje, w tym roku w Rosji prawdopodobnie do zera.
Prognozy dla budżetu Rosji są więc coraz gorsze. W styczniu budżetowa dziura wyniosła 22 miliardy dolarów, dochody z ropy naftowej i gazu z powodu niskich cen światowych spadły do najniższego poziomu od lat, a rząd próbuje zatkać dziurę wpływami ze wzrostu podatków, w tym wyższego w tym roku VAT-u. Na wydobyciu ropy i gazu nie zarobi więcej, bo branża ogranicza produkcję, w grudniu aż o jedną szóstą. Brak jest chętnych do zakupów - rosyjskie surowce obłożone są sankcjami, Amerykanie biją historyczne rekordy wydobycia, więc na świecie ropa i gaz są tanie, a potencjalne zyski wycina w Rosji mocny rubel (w tej branży kontrakty rozlicza się w dolarach). Po morzach pływa rekordowa ilość rosyjskiej ropy, której nie ma komu sprzedać. Od października do końca roku ta "górka" urosła o 40 procent. Dodatkowo porty na północy Rosji skute są lodem, cierpi na tym eksport, brakuje specjalistycznych jednostek do pilotowania statków handlowych. Zatoka Fińska, przez którą przechodzi 40 procent morskich transportów ropy z Rosji, jest w większości pokryta lodem, którego stale przybywa. W sprawie perspektyw na przyszłość rynek jest zgodny - lepiej szybko w Rosji nie będzie - ani w pogodzie, ani w budżecie.
źródło: TOK FM