Wyborcy Trumpa narzekają na rosnące ceny. Biały Dom ma dla nich rozwiązanie
To był pojedynczy kamyk, który uruchomił lawinę. Chodzi o wywiad Donalda Trumpa w telewizji Fox News, w którym prowadzący zacytował list od wyborczyni amerykańskiego prezydenta, narzekającej, że - wbrew temu, co mówi Trump - codzienne zakupy wcale nie są tańsze. Przeciętny Amerykanin ledwo wiąże koniec z końcem i chodzi także tych obywateli, którzy na Donalda Trumpa głosowali.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na co narzekają wyborcy Trumpa?
- Jaki jest plan prezydenta na drożyznę?
Fox News to konserwatywna amerykańska telewizja, znana z sympatii do Partii Republikańskiej. Prezydent jest jej stałym bywalcem, w tym miejscu głosi swoje poglądy gospodarcze, a prowadzący nie mają w zwyczaju podważania sensu prowadzonej przez Trumpa polityki. Albo raczej - nie mieli.
Niech Regina cieszy się z jajek
Bo oto podczas wywiadu prowadzący zacytował wiadomość od szeregowej wyborczyni aktualnego prezydenta. Regina mieszka w Południowej Karolinie, głosowała na Donalda Trumpa trzykrotnie. I nie widzi, by to co o cenach żywności w USA mówił, miało odbicie w rzeczywistości. Innymi słowy - zakupy nie tanieją. I nie ma w tej sprawie znaczenia fakt - z którego dumny jest prezydent Trump - że ceny akcji na Wall Street biją wszelkie historyczne rekordy. A inwestorzy z wypchanymi kieszeniami wypychają je sobie jeszcze mocniej. Bo na samym końcu gospodarczego łańcucha (nie)szczęścia, przeciętny Amerykanin ledwo wiąże koniec z końcem. I chodzi także tych obywateli, którzy na Donalda Trumpa głosowali. Jaki komunikat ma dla nich prezydent? Mniej więcej taki: wołowina wprawdzie nie potaniała, ale potaniała benzyna, a gdy tanieje energia, tanieje wszystko. I jajka, które przestały być towarem luksusowym. Z tego Amerykanie powinni się cieszyć. I Regina też. Dlaczego to ważne? Bo amerykańscy konsumenci zaczęli odczuwać na własnej skórze skutki globalnej wojny handlowej wznieconej przez Donalda Trumpa pod sztandarem złotego wieku Ameryki. Okazuje się, że wysokie cła nałożone na zagraniczne towary, w tym żywność, to nic innego niż... podatek konsumencki. I niewiele się na to poradzi, bo kawy i bananów na miejscu się nie wyprodukuje.
Kto wpadł do gospodarczej dziury?
Najpierw cytat z popularnego portalu informacyjnego klasyfikowanego jako centro-demokratyczny. "Nie można wmawiać ludziom, że polityka gospodarcza jest skuteczna, gdy kubek kawy kosztuje 20 procent więcej niż przed rokiem". Z sondaży wynika, że większość Amerykanów wydaje na codzienne zakupy i rachunki więcej niż przed startem prezydentury Donalda Trumpa. Kto jest temu winien? Dwie trzecie wskazuje... Donalda Trumpa, mniej więcej tyle samo jest zdania, że konkretnym powodem drożyzny są skokowe podwyżki ceł do rekordowego w historii USA poziomu. Które z kolei podnoszą ceny na sklepowych półkach, bo importerzy przerzucają je na kupujących. W tym samym czasie rządzący przekonują, że jest dokładnie odwrotnie.
A tego - nomen omen - nie kupują już nawet republikańscy wyborcy. Wśród krytyków polityki celnej Donalda Trumpa jest ich aż jedna piąta. Co oznacza, że prezydent Trump i jego partia wpadli dokładnie do tej samej dziury, w której dwa lata temu utknęła poprzednia ekipa czyli Demokraci, utrzymując, że góra to dół, a dół to góra. I tu jeszcze jeden cytat, tym razem z Marjorie Taylor Greene, partyjnej koleżanki Donalda Trumpa: "Za zagranicznymi gośćmi w Białym Domu drzwi się nie zamykają, gdy tymczasem przed jego drzwiami stoi amerykański wyborca i wrzeszczy ile sił w płucach, żeby ktoś się nim zainteresował". I zdaje się, że ten zbiorowy krzyk właśnie dotarł do prezydenckich uszu. Bo z Białego Domu jeden po drugim wypadają nowe pomysły odciążenia domowych budżetów Amerykanów. W tym budżetu Reginy z Karoliny Południowej.
Cła lekarstwem na drożyznę
Po pierwsze: kredyty hipoteczne na 50 lat. Dzisiaj Amerykanie spłacają je przeważnie przez 30 lat. Dłuższy czas spłaty obniżyłby wysokość miesięcznych rat. Ale podniósłby koszt pożyczki o 100 procent. Jest też pytanie o to, ilu kredytobiorców dożyje końca kredytu, ze wstępnych symulacji wynika, że mniejszość. Dyskusja trwa. Ostatecznych rozwiązań na razie nie ma.
Po drugie: 2 tysiące dolarów dla każdego podatnika, tyle że jeszcze nie wiadomo w jaki sposób. To, według rządzącej partii Republikańskiej, miałaby być premia z funduszu celnego, czyli z pieniędzy zbieranych z opłat celnych.
Po trzecie i najciekawsze: zniesienie lub obcięcie ceł na żywność, której nie produkuje się w Ameryce. Jak na przykład banany lub kawa. Te pierwsze podrożały w ciągu roku o 7 procent, czyli dwa razy bardziej niż wyniosła w tym czasie inflacja. Kawa jest droższa o jedną piątą. Ani jedno ani drugie nie rośnie w USA. I dlatego amerykański rząd poszedł po rozum do głowy i obciął niektóre cła. Tym samym przyznał nie wprost, że opłaty celne - owszem - podnoszą ceny detaliczne, czemu wcześniej konsekwentnie od miesięcy zaprzeczał. Dla pełnego obrazu - amerykańskie cła na towary importowane z Brazylii wynosiły przed cięciem 50 procent, z Kolumbii - 10 procent, z Wietnamu - 30 procent. Wymieniona tu trójka należy do największych na świecie producentów kawy. Czy Amerykanie mają się więc z czego cieszyć? Na liście z obniżkami znalazły się: orzechy, przyprawy i zioła (wanilia czy oregano), owoce i warzywa egzotyczne jak ananasy i mango, pomarańcze, awokado i pomidory. Wołowina, która dla ekipy Trumpa była prawdziwą solą w oku, bo właśnie jest najdroższa w historii, a w lubującej się w hamburgerach Ameryce podrożała bardziej z powodu ceł na import. Poza wołowiną cła spadają też na kawę, kakao i herbatę.
Na koniec pointa. Czyli nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Amerykańskie media, te z prawa i te z lewa, coraz zgodniej wytykają rządowi Donalda Trumpa porażkę w polityce gospodarczej. Szeregowi Amerykanie wciąż widzą w swoich portfelach dno, a politykę ekonomiczną Trumpa oceniają nawet gorzej niż oceniali dokonania Joe Bidena. W ten sposób to na co Amerykanów stać, czy raczej to na co wciąż ich nie stać, znów stanęło w centrum polityki. A banany obciążają obecnego prezydenta tak, jak jaja zatopiły poprzedniego.