"Mózgi dzieci są wrzucane na grilla". Czy zakaz mediów społecznościowych rozwiąże problem?
- Nie chodzi o zakaz, tylko próg dojrzałości cyfrowej, tak jak mamy na przykład próg dojrzałości seksualnej - przekonywała w "Debacie w TOK-u: Czy dzieci powinny mieć dostęp do portali społecznościowych?" Monika Rosa, posłanka KO, przewodnicząca Komisji ds. Dzieci i Młodzieży. Takie rozwiązanie wprowadzono niedawno w Australii.
- Polska debatuje nad ustawą ograniczającą dostęp do mediów społecznościowych dla dzieci;
- Australia wprowadziła taki zakaz jako pierwszy kraj na świecie;
- Eksperci i politycy dyskutowali w "Debacie w TOK-u" o tym, czy dzieci powinny mieć dostęp do portali społecznościowych.
Do Polski dotarła globalna debata o tym, jak chronić dzieci przed negatywnym wpływem platform społecznościowych - od pogarszania zdolności koncentracji, przez dezinformację i szkodliwe treści, po ryzyko kontaktu z niebezpiecznymi dorosłymi. Australia pod koniec ubiegłego roku wprowadziła przepisy ograniczające dostęp do kont w mediach społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia.
Podobne rozwiązania rozważane są w innych krajach, w tym w Polsce. Trwają prace nad ustawą, która miałaby umożliwić korzystanie z platform społecznościowych osobom od 15. roku życia. Pojawiają się jednak pytania o skuteczność weryfikacji wieku, a także o to, czy takie regulacje rzeczywiście rozwiążą problemy związane z deficytem uwagi, kryzysem zdrowia psychicznego czy zaburzeniami rozwoju dzieci. Krytycy wskazują też, że może to być przejaw moralnej paniki dorosłych i próba ograniczenia młodym dostępu do ich naturalnego środowiska funkcjonowania - nauki, relacji i rozrywki.
Według danych w Polsce około 1,5 mln dzieci w wieku 7-12 lat korzysta z platform społecznościowych. Dzieci w wieku 7-14 lat spędzają w internecie ponad cztery godziny dziennie, więcej niż dorośli, z czego znaczną część czasu właśnie w mediach społecznościowych. Coraz młodsze dzieci pojawiają się też na platformach takich jak TikTok czy Messenger.
- To nie jest tak, że naszym marzeniem jest zakazywać dzieciom dostępu do mediów społecznościowych. Naszym marzeniem jest to, aby świat cyfrowy dla dzieci był bezpieczny i to powinno być celem naszych prac - mówiła Monika Rosa, posłanka KO, przewodnicząca Komisji ds. Dzieci i Młodzieży, pomysłodawczyni poselskiego projektu ustawy w tej sprawie. Jak stwierdziła, "nie chodzi o zakaz, tylko próg dojrzałości cyfrowej, tak jak mamy na przykład próg dojrzałości seksualnej". - Sam fakt tego, że pojawił się w ogóle pomysł, że w Polsce ma być ta ustawa, że mamy jakiś konsensus polityczny, że powinna być, sprawia że o tym się rozmawia w mediach, na ulicy, w domach, w szkołach. To już jest jej bardzo ważny element - powiedziała.
Zdaniem Bolesława Michalskiego z inicjatywy OpSec4Kids, "zaletą tego, co wydarzyło się w Australii, jest to, że zaczęliśmy o tym rozmawiać" i "nazywamy rzeczy po imieniu". - Coraz więcej ekspertów skłania się do tego, żeby mówić, że to nie są media społecznościowe, tylko platformy zaprojektowane do maksymalnego przyciągania uwagi i wpływania na zachowania - powiedział specjalista ds. edukacji cyfrowej dzieci i cyberbezpieczeństwa.
"Przegapiliśmy ten moment"
Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon, zwracała uwagę, że problem jest szerszy niż sam dostęp dzieci do platform. Zastanawiała się, "kiedy przegapiliśmy moment, w którym w miejsca przypominające kasyna, w najlepszym razie lunaparki, a w najgorszym kluby z narkotykami i pornografią, zaczęły trafiać nie tylko nastolatki, ale i dużo młodsze dzieci". - Samo to, że mamy bardzo dużo dzieci, które scrollują jakiś feed, bezpieczny czy nie, zamiast robić coś innego: spać, rozmawiać, biegać, to jest gigantyczny problem - mówiła.
Podkreślała przy tym, że same zakazy nie wystarczą. Jej zdaniem nie powinno być tak, że "nagle włączamy tryb zakaz, tylko urealniamy reguły, które są w przestrzeni cyfrowej". - Internet jest trochę jak miasto. Jeżeli ktoś w tramwaju widzi małe dziecko, to reaguje. Dziecko powyżej pewnego wieku może samo pójść do sklepu, ale nie może kupić alkoholu, może wejść do biblioteki, ale nie do klubu dla dorosłych - tłumaczyła.
Szymielewicz przekonywała też, że kluczowe jest egzekwowanie unijnych przepisów, w tym Aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act - DSA), który nakłada na największe platformy obowiązki ograniczania szkodliwych treści i większej przejrzystości działania algorytmów. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, która miała je wprowadzić do krajowego porządku prawnego.
Jaka alternatywa?
Michalski przekonywał, że konieczne jest coś w zamian za portale społecznościowe. - Problem polega na tym, że jeżeli zatrzymamy się na zakazie i nie damy żadnych alternatyw, to dzieci będą szukały sposobów, tak jak robią w Australii, żeby jednak z tych mediów korzystać. Czy to będzie za awatarem, czy przez uwierzytelnianie się mamy telefonem przez mObywatela czy czegokolwiek nie wymyślimy - wyliczał.
- Jeżeli nie przygotujemy niczego innego, dzieciaki będą uciekały na fora, w miejsca, które są w żaden sposób niezabezpieczone. A co gorsza, kiedy powiemy, że dzieci tam nie ma i nie może być, to platformy stracą powody do tego, żeby walczyć z treściami, które są złe, żeby próbować zmieniać algorytmy, robić cokolwiek, żeby dbać o bezpieczeństwo. Mało tego, jeszcze rodzice uznają, że skoro jest zakaz, to jest zrobiona jakaś część roboty i że problem znika. A nie znika - podkreślił ekspert.
Gość "Debaty w TOK-u" wskazywał też na "problem braku świadomości". - Jeżeli skończymy na wprowadzeniu reguł czy zakazu, a nie zaczniemy budować świadomości i tego, żeby rodzice wiedzieli, co tak naprawdę się dzieje w tych platformach, które uregulujemy czy zakażemy, to populistycznie wybrzmi to super, ale to będzie bardzo krótkoterminowe rozwiązanie, które, zaryzykuję, skończy się po wyborach - mówił.
Zdaniem posła PiS Janusza Cieszyńskiego, byłego ministra cyfryzacji, zmiany należy wdrożyć jak najszybciej. - Państwo mówicie, że trzeba pracować. Ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie, trochę się zajmowałem stanowieniem prawa. Uważam, że trzeba działać szybko, starać się oczywiście maksymalnie racjonalnie, a potem poprawiać - wskazał. Jak tłumaczył, "rzeczywistość się zmienia tak szybko, szczególnie w technologiach, że zakładanie, że my napiszemy strategię, ze strategii potem przejdziemy do fazy operacjonalizacji tej strategii, uchwalimy akty prawne, co zajmie jeszcze kolejne pół roku w parlamencie, to jest fikcja".
- Bo to będzie właśnie tak jak z DSA (Digital Services Act, Akt o usługach cyfrowych - red.), że jedyne kto się z tego cieszy to lobbyści w Parlamencie Europejskim, kancelarie prawne, które te spory obsługują - stwierdził. - A w tym czasie mózgi dzieci są wrzucane na grilla i tam się tylko gaz podkręca - dodał.
Źródło: TOK FM