"Konsulaty to nie są biura podróży". Spór o Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie
Politycy PiS zarzucają rządowi, że "zawalił całą sprawę bezpieczeństwa rodaków na Bliskim Wschodzie". Premier Donald Tusk powiedział, że Polska jest "logistycznie przygotowana do akcji ewakuacyjnej", ale "na razie sytuacja nie stwarza bezpośredniego zagrożenia" dla polskich obywateli w tamtym regionie. Jak mówił w TOK FM dyplomata Jan Wojciech Piekarski, choć pomoc w sytuacjach kryzysowych jest priorytetem politycznym, to w sensie prawnym rząd nie ma obowiązku przeprowadzania ewakuacji. Wyjaśniał też, czego obywatele mogą oczekiwać od konsulatów RP.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Polski rząd jest krytykowany przez PiS za brak szybkiej reakcji na sytuację bezpieczeństwa Polaków na Bliskim Wschodzie;
- Premier Donald Tusk zapewnił o przygotowaniu do ewakuacji, dodał jednak, że obecnie nie ma "bezpośredniego zagrożenia" i to "skomplikowany mechanizm";
- Dyplomata Jan Wojciech Piekarski wyjaśniał w TOK FM, jakie państwo ma obowiązki wobec obywateli przebywających za granicą.
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały w sobotę Iran, zabijając najwyższego przywódcę ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odwecie przystąpił do ataków między innymi na bazy amerykańskie w regionie. Z powodu działań wojennych w regionie ruch lotniczy nad kilkoma krajami został zawieszony, co utrudnia organizację powrotów z krajów Bliskiego Wschodu.
We wtorek na konferencji prasowej zorganizowanej przed siedzibą MSZ szef klubu PiS Mariusz Błaszczak ocenił, że polski rząd nie podejmuje odpowiednich wysiłków, by udzielić pomocy Polakom znajdującym się obecnie na Bliskim Wschodzie. Były szef MON oświadczył, że w obecnej sytuacji konieczne jest przygotowanie i natychmiastowe wdrożenie planu ewakuacji polskich obywateli z regionu objętym konfliktem, a ponadto wzmocnione muszą zostać polskie placówki dyplomatyczne na Bliskim Wschodzie.
Biorący udział w konferencji rzecznik PiS Rafał Bochenek ocenił, że "rząd zupełnie zaspał i zawalił całą sprawę bezpieczeństwa polskich rodaków na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w rejonie Zatoki Perskiej". Dodał, że powszechną wiedzą jest, iż skala toczącego się konfliktu jest "jest dalece szersza, większa, aniżeli to wynikało pierwotnie z komunikatów Ministerstwa Spraw Zagranicznych". - Polscy obywatele są zostawieni sami sobie, polski rząd kompletnie nie reaguje (...). Niestety polski rząd, rząd Tuska, nie jest w stanie dzisiaj w tej krytycznej sytuacji zapewnić tym ludziom bezpieczeństwa i ewakuacji - mówił rzecznik PiS.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór powiedział w poniedziałek, że Polska jest przygotowana na różne scenariusze w związku z sytuacją rodaków przebywających obecnie na Bliskim Wschodzie. Podał, że nie ma żadnych informacji, aby jakikolwiek polski obywatel ucierpiał w związku z działaniami wojskowymi. Zaznaczył, że polskie placówki dyplomatyczne działają od soboty w trybie kryzysowym, przez całą dobę, a od kilku dniu w MSZ działa specjalny zespół kryzysowy.
Tusk: jesteśmy logistycznie przygotowani do akcji ewakuacyjnej
Do tej sprawy odniósł się premier Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów. Zapewnił, że Polska jest logistycznie przygotowana do ewakuacji naszych obywateli. - Jesteśmy przygotowani, mówiłem już o tym kilkadziesiąt godzin temu, do akcji ewakuacyjnej, jeśli chodzi o kwestie logistyczne, przede wszystkim są przygotowane samoloty - powiedział Tusk. Wyjaśnił, że chodzi o samoloty, które są w dyspozycji rządu. - MON przygotowało także odpowiednie siły i środki - dodał premier.
Poinformował, że wydał decyzję, "aby powstrzymać się z jakimikolwiek lotami rządowymi". - Chcemy mieć do dyspozycji wszystkie samoloty, które są w naszej gestii, aby w razie potrzeby i możliwości, bo tu przede wszystkim chodzi o możliwości, a więc musi taki samolot mieć, gdzie wylądować i musi być zidentyfikowana grupa osób, która znajdzie się w odpowiednim momencie na odpowiednim lotnisku - powiedział premier.
Dodał, że to jest skomplikowany mechanizm, a Polska współpracuje z innymi państwami europejskimi. Tusk przekazał, że w ZEA jest 14 tysięcy polskich obywatelskich, a w sumie z UE jest tam 400 tys. osób. - I wszyscy są mniej czy bardziej zainteresowani jakąś perspektywą ewakuacji, w przypadku kiedy napięcie będzie większe. Na razie sytuacja nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla naszych obywateli w tym miejscu - powiedział szef rządu.
"Konsulaty to nie są biura podróży"
Jak mówił w TOK FM dyplomata Jan Wojciech Piekarski, były ambasador RP m.in. w Belgii, Luksemburgu i Izraelu, z prawnego punktu widzenia polski rząd nie ma obowiązku ewakuowania swoich obywateli. - W tym sensie, że nikt nie mógłby skutecznie zaskarżyć takiego zaniechania - wyjaśnił. Zastrzegł jednak, że politycznie pozostawienie obywateli bez pomocy w sytuacji, gdy istniałaby realna możliwość ewakuacji, byłoby "bardzo szkodliwe dla rządzących". Dlatego - jak dodał - "nawet wobec niezdyscyplinowanych obywateli", którzy wyjeżdżają do krajów objętych ostrzeżeniami, państwo decyduje się na organizowanie takich akcji.
Zgodnie z prawem państwo polskie ma obowiązek otaczać swoich obywateli za granicą opieką. Obejmuje ona m.in. pomoc konsularną w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak konflikty zbrojne czy katastrofy naturalne. - Konsul może udzielić informacji, wskazać możliwe rozwiązania i ustalić, ilu osobom potrzebna jest pomoc. Dane te trafiają do centrali w Warszawie, która decyduje o zakresie działań oraz o ewentualnej współpracy z władzami państwa objętego kryzysem - tłumaczył Piekarski.
Zaznaczył przy tym, że możliwości placówek są ograniczone. - Konsulowie to nie są osoby wszechmocne. To niewielkie zespoły z ograniczonym zapleczem logistycznym i finansowym. Mają ograniczoną możliwość przemieszczania się czy dysponowania środkami, a działają w państwie, w którym obowiązują lokalne przepisy, czasem także zakazy podróżowania - podkreślił gość TOK FM.
Dyplomata przypomniał, że placówki konsularne nie zastępują prywatnych usługodawców. - To nie są biura podróży. Przed wyjazdem trzeba wybrać dobre, wiarygodne biuro, i je rozliczać z zobowiązań, za które zapłaciliśmy. Konsulat nie jest również bankiem. Może udzielić pożyczki w wyjątkowych sytuacjach, może pomóc w transferze, ale nigdy nie wykłada pieniędzy z własnej kasy - mówił. Jak powiedział, "konsulaty to nie są również agencje ubezpieczeniowe i kancelarie adwokackie". - W przypadku różnego rodzaju sporów prawnych konsulat może polecić adwokata, ale nigdy nie będzie sam za niego płacił ani występował w roli pomocy prawnej - wskazał Piekarski.
Gość TOK FM zwrócił uwagę, że "większość odpowiedzialności za zorganizowanie naszej podróży za granicą spoczywa na nas i partnerach, z którymi ją organizujemy". - Państwo włącza się w skrajnych przypadkach, kiedy wszystkie inne możliwości nie mogą być zrealizowane, ale też jego działania też są ograniczone - dodał.
Dwa samoloty z Dubaju wylądowały w Polsce
Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) poinformowała w sobotę, że istnieje wysokie ryzyko dla lotnictwa cywilnego w przestrzeni powietrznej zarówno Iranu, jak i państw sąsiednich, w których znajdują się bazy USA. Zaleciła operatorom wstrzymanie się od lotów do 6 marca.
We wtorek rano na warszawskim lotnisku Chopina wylądował samolot z Dubaju. Piotr Rudzki z biura prasowego Lotniska Chopina podał, że to samolot linii FlyDubai, bo linie z Bliskiego Wschodu nie podlegają wytycznym EASA, ale nie oznacza to, że te linie "masowo uruchamiają teraz rejsy" i to zależy od decyzji przewoźnika. Samolot z Dubaju wylądował we wtorek również Porcie Lotniczym Poznań-Ławica. Podróżowali nim polscy turyści wracający z Wietnamu. Ich samolot w sobotę miał międzylądowanie w Dubaju, skąd przez zamknięcie przestrzeni powietrznej, nie mógł planowo wystartować.
Źródło: TOK FM, PAP