Trzy razy drożej za miejski żłobek. Radni prawicy oburzeni. "Wyborczy szwindel"
Bydgoscy urzędnicy podwyżkę uzasadniają wzrostami kosztów funkcjonowania żłobków. Opłaty od rodziców pokrywają zaledwie 30 procent całkowitych wydatków miasta na utrzymanie ośmiu placówek, a koszty mediów czy pracy - jak podkreślają urzędnicy - stale rosną. - Miesięczny koszt utrzymania dziecka w żłobku to jest około 1900 złotych - wyliczała podczas sesji rady miasta dyrektorka Zespołu Żłobków Miejskich Agnieszka Szulc.
- Wiele naszych placówek musimy doposażyć w nowe sprzęty, mebelki, pomoce dydaktyczne. Należy uzupełnić gabinety psychologa, logopedy, fizjoterapeutów. Wchodzą również nowe standardy opieki nad dziećmi do lat 3, które będą wymagały od nas planów pracy miesięcznej, pracy indywidualnej czy zatrudnienia określonej liczby wykwalifikowanej kadry - tłumaczyła radnym.
1500 złotych za miesiąc pobytu w żłobku
Zgodnie z przyjętą w środę uchwałą, od 1 października opłata za żłobki wzrośnie z 580 do 1500 złotych miesięcznie (dla dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności - do 1900 złotych), ale koszty pobytu dzieci w placówkach mają być pokrywane z programu "Aktywny Rodzic".
- To jest program, który pomaga samorządom, ale przede wszystkim rodzicom - podkreślał prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. - Ta podwyżka jest dla rodziców zupełnie obojętna, bo nie będą płacić czesnego. Mam nadzieję, że tak będzie również w przypadku żłobków niepublicznych - dodał.
Rodzice mają pokazać zaświadczenie? Nieoczekiwane skutki 'ustawy Kamilka'
Od 1 października w miejskich placówkach rodzice zapłacą zatem tylko za posiłki - 12 złotych dziennie, czyli około 250 złotych miesięcznie. Dzięki podwyżkom, a de facto dofinansowaniu z rządowego programu, miasto zaoszczędzi w tym roku w swoim budżecie 3 mln złotych.
Radni Bydgoskiej Prawicy wstrzymują się od głosu
Podczas głosowania nad uchwałą sześcioro radnych Bydgoskiej Prawicy wstrzymało się od głosu (Wojciech Bielawa, Jędrzej Gralik, Szymon Róg, Katarzyna Siembida, Grażyna Szabelska oraz Piotr Walczak). - Chodzi tutaj o przegłosowywanie pewnego wyborczego szwindlu - stwierdził Wojciech Bielawa. - Ja nie mam zaufania do pana premiera, że świadczenie, na którym my opieramy dzisiejsze podwyżki, będzie obowiązywało przez kolejne trzy czy cztery lata. Jeśli pan premier zmieni zdanie, to z czym zostaną bydgoszczanie? Z podwyżkami - podkreślał.
Radni PiS chcieli na taką ewentualność zabezpieczyć interesy bydgoskich rodziców i dopisać w projekcie uchwały punkt dotyczący powrotu do niższych stawek (13 procent minimalnego wynagrodzenia), gdyby faktycznie program "Aktywny Rodzic" wygasł. Na to jednak nie zgodzili się - mający większość w radzie - radni Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy.
Prezydent złożył za to obietnicę, że rodzice na pewno nie znajdą się w trudnej sytuacji. - Nie wierzę, że jakikolwiek rząd zdecydowałby się na ruch odbierający to świadczenie. Na ten moment mamy zagwarantowane kilka lat i moje słowo, że jeżeli miałoby się tak stać, że programu nie będzie, to do tematu wrócimy - zapewniał Bruski.
1230 miejsc i długie kolejki?
W bydgoskich żłobkach miejskich jest 1230 miejsc i wszystkie są zajęte. Od 100 do nawet 300 dzieci czeka w kolejce na przyjęcie. Dodatkowo w żłobkach prywatnych jest około 1100 miejsc, wysokość czesnego waha się od 720 do nawet 1750 zł miesięcznie.
By rozwiązać problem dostępności do żłobków, miasto wybuduje na osiedlu Bartodzieje dziewiątą placówkę dla 180 dzieci. Pieniądze na budowę będą pochodzić z Krajowego Planu Odbudowy. Żłobek będzie gotowy za dwa lata.
Program Aktywny Rodzic ma wspierać opiekę nad dziećmi do trzech lat. Przewiduje trzy rodzaje świadczeń: aktywni rodzice w pracy (1500 zł tzw. babciowego), aktywnie w żłobku (1500 zł dofinansowania żłobka) i aktywnie w domu - 500 zł dla rodziców wychowujących dziecko w domu.
Pieniądze na realizację programu będą pochodzić z budżetu państwa i funduszy europejskich (FERS). To około 10 miliardów złotych rocznie.