Gorzka prawda o Służbie Więziennej. "Były przypadki, że zatrudniano ludzi z wyrokami"
- Krakowski sąd rejonowy aresztował w środę na trzy miesiące 35-latka podejrzanego o zabójstwo lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie;
- Prokuratura w środę przedstawiła zarzuty zabójstwa lekarza funkcjonariuszowi Służby Więziennej, który we wtorek wtargnął do gabinetu ortopedy w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie i zadał mu ciosy nożem;
- Mimo natychmiastowej pomocy lekarz zmarł. Mężczyzna nie przyznał się do winy.
Premier Donald Tusk poinformował w środę, że Dyrektor Generalny Służby Więziennej płk Andrzej Pecka został odwołany. Wcześniej płk Pecka oświadczył, że oddaje się do dyspozycji premiera w związku z zabójstwem lekarza w Krakowie.
Dr Paweł Moczydłowski, socjolog, kryminolog, były szef więziennictwa mówił w TOK FM, że Służba Więzienna w Polsce boryka się od wielu lat z problemami. - Po roku 2020 weszła w poważny kryzys kadrowy. Było około 4-5 tysięcy wakatów. Także nastąpiło przyspieszone poszukiwanie pracowników - wskazał gość Piotra Jaśkowiaka w magazynie "TOK360". Jak dodał, chętnych nie było zbyt wielu, dlatego "obniżono standardy". - Znam takie przypadki, że ludzie przyszli do więziennictwa, po czym zorientowali się, jak trudna jest to robota i po 2-3 dniach porzucali pracę. Przestawali przychodzić - opowiadał ekspert. Wyjaśniał, że obniżenie wymagań było sporym błędem tych, którzy zarządzali więziennictwem w Polsce. - Były takie przypadki, że po czasie okazywało się, iż do pracy przyjmowano osoby, które były po wyrokach. Po prostu byłych więźniów. To zmniejszenie wymagań sprawiło, że jakość kadr uległa pogorszeniu - ubolewał dr Moczydłowski.
"Sito było dziurawe"
Piotr Jaśkowiak przypomniał jednak, że pracownicy służby, podobnie jak policjanci, przechodzą przed przyjęciem do pracy badania psychologiczne. - Można powiedzieć, że to sito było dziurawe. Po prostu potrzeba zapchania wakatów okazywała się silniejsza, niż dopilnowanie stosownej jakości. Zaniżano te standardy. Choćby kryteria psychologiczne i przyjmowano ludzi, którzy okazywali się potem niezdolni do pracy w tak trudnych warunkach, jaką jest praca w więzieniach - mówił wprost gość TOK FM.
Ekspert przyznał też, że decyzja o dymisji płk Pecka "niewiele zmieni". - To są igrzyska. Rzucono dyrektora na pożarcie. To odpowiedzialność polityczna - ocenił dr Moczydłowski i zasugerował, że może to jednak wśród polityków, którzy w głównej mierze podejmują istotne decyzje dla szeregu spraw w państwie, należałoby szukać winnych zaniedbań.
Posłuchaj podcastu!