,
Obserwuj
Mazowieckie

Czy dyrektorem może zostać wyłącznie polityk PSL? Co się dzieje w warszawskim muzeum

4 min. czytania
19.09.2024 21:53
- Dostałam lakoniczne pismo, w którym przeczytałam, że nie zostanę powołana - mówi dr Magdalena Ginter-Frołow, która wygrała konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie. Czy dyrektorem może być wyłącznie polityk PSL?
|
|
fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl

Etap obsadzania placówek kultury w niejasnych okolicznościach miał być już dawno za nami. Tymczasem, na stanowisku dyrektywa Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, samorząd województwa mazowieckiego zdaje się widzieć wyłącznie polityka PSL. Obecnie, jako pełniący obowiązki dyrektora, placówką od roku rządzi Józef Zalewski. Członek Polskiego Stronnictwa Ludowego dał się poznać jako doradca Janusza Piechocińskiego. Przez wiele lat był burmistrzem Piaseczna. Teraz miał być zastąpiony, ale ogłoszony konkurs najpierw odwołano, a potem jego wyników nie wzięto pod uwagę. Czy tylko dlatego, że wygrał ktoś inny?

Konkurs aż do skutku?

Konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie ogłoszono w lutym br., ale chwilę później go odwołano. Powodem miały być wątpliwości dotyczące części osób zasiadających w komisji konkursowej. Miesiąc później konkurs na nowo rozpisano, ale w składzie komisji wybierającej wymieniono dwie osoby. Obie związane z PSL-em i Urzędem Marszałkowskim. Finalnie komisja liczyła 11 osób, w tym pięć związanych z Urzędem Marszałkowskim lub PSL. Pełniący obowiązki dyrektora Józef Zalewski dostał pięć głosów i przegrał jednym głosem.

Konkurs wygrała dr Magdalena Ginter-Frołow, kuratorka w Muzeum Azji i Pacyfiku, związana z placówką od dwóch dekad. Stanowiska jednak nie objęła. - Dostałam lakoniczne pismo z Urzędu Marszałkowskiego, w którym przeczytałam, że nie zostanę powołana na to stanowisko - mówi. Żaden z urzędników nie podał jej jednak powodu.

- Zarząd Urzędu Marszałkowskiego przyjął informację dotyczącą przebiegu konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie oraz podjął decyzję o niepowoływaniu kandydata na to stanowisko, wyłonionego przez komisję konkursową - powiedziała nam Marta Milewska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.

Pod koniec sierpnia Zalewski znów dostał misję pełnienia obowiązków dyrektora. W tej sprawie interwencje podjęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. - W przypadku wykorzystania maksymalnego okresu na jaki można powołać osobę pełniącą obowiązki dyrektora w instytucji kultury innej niż artystyczna, tj. roku, nie ma możliwości ponownego powołania p.o. dyrektora - tłumaczą służby resortu. Sprawę legalności decyzji Zarządu Województwa Mazowieckiego ma zbadać Wojewoda Mazowiecki.

Dziś wygląda na to, że konkurs na dyrektora będzie prowadzony aż do skutku, bo właśnie rozpisano nowy. Na razie władze placówki postanowiły odwołać dotychczasową, wieloletnia sekretarz Rady Muzeum. Przedstawiciele tego organu powinni znaleźć się w komisji konkursowej.

Rok radykalnych zmian

Głośno o muzeum zrobiło się rok temu, gdy ze stanowiska została odwołana wieloletnia dyrektorka Joanna Wasilewska. Wtedy zaczęły się protesty. Mimo petycji podpisanej przez ludzi kultury i nauki, Urząd Marszałkowski pozostał nieugięty. Wówczas pracownicy założyli związek zawodowy. Chcieli chronić interesy placówki. - Muzeum stało się łakomym kąskiem dla nominatów ze strony partii - mówi Jacek Tomaszewski z muzeum.

Jak wspominają pracownicy, na kierowniczych stanowiskach zaczęły pojawiać się osoby, które z muzealnictwem nie miały wiele wspólnego. Bez konkursu i bez doświadczenia, ale z Koalicji Obywatelskiej - to wystarczyło. Jak wspominają pracownicy, dochodziło do absurdalnych sytuacji i wpadek.

Kiedy po odwołaniu wieloletniej dyrektor Joanny Wasilewskiej, we wrześniu 2023 roku na stanowisko p.o. dyrektora desygnowany został Józef Zelewski, początkowo pracownicy chcieli dać mu szansę. W końcu etnograf z doświadczeniem w pracy w samorządzie mógł się sprawdzić. Jak dziś twierdzą, szybko okazało się jednak, że dyrektor kulturami pozaeuropejskimi interesuje się raczej turystycznie. W rozmowach z nami przyznają także, że brakuje mu decyzyjności, wiedzy i właściwej oceny ofert zakupów obiektów. A wszystko to odbija się na pracy muzealników. - Dyrektor starał się z nami współpracować. Na początku te relacje były dobre, ale z każdym kolejnym miesiącem zaczęły rodzić się konflikty, o które był obwiniany związek - tłumaczy Maria Szymańska-Ilnata, przewodnicząca związku zawodowego w Muzeum Azji i Pacyfiku.

'Niestabilność w zarządzaniu'

- Chciałabym aby muzeum zarządzała osoba, która jest do tego merytorycznie przygotowana. Zależy mi na tym, żeby zespół skonsolidować, aby pracował wspólnie, bo jak na razie ten zespół jest podzielony - przyznaje zwyciężczyni konkursu dr Magdalena Ginter-Frołow.

Władze placówki sprawy wyboru dyrektora nie komentują. W mailu przesłanym do redakcji czytamy jedynie, że: 'Muzeum Azji i Pacyfiku nie posiada informacji na temat odwołania wyników niedawnego konkursu na stanowisko dyrektora placówki'. Inaczej to wszystko widzą pracownicy.

- Czujemy pewną niestabilność w zarządzaniu - mówi Aleksandra Fudalej. - Liczyliśmy, że po konkursie to wszystko się jakoś unormuje. Dla mnie irracjonalne jest przeprowadzanie procedury w nieskończoność - dodaje pracowniczka instytucji.

Pracownicy muzeum, z którymi rozmawiamy, mówią o kiepskiej atmosferze pracy. Część przyznaje, że musiała, z tego powodu skorzystać z pomocy psychologicznej. Problemów podzielonego zespołu władze placówki zdają się jednak nie dostrzegać.

Dziś zmiany w muzeum dostrzegają również zwiedzający. - Brakuje życzliwości, jest też mniej spotkań - mówi jedna z jego stałych bywalczyń.

Od osób, które odwiedzają muzeum słyszymy, że tym, co przez lata je przyciągało, były ciekawe ekspozycje. - To co było ambicją poprzednich dyrekcji, to budowanie wystaw na światowym poziomie. Dziś próbujemy to robić własnym sumptem, trochę na zasadzie domu kultury, czyli tanio lub bez pieniędzy - mówi Ewa Soszko-Dziwisińska, konserwatorka w muzeum.

Wystawa japońskich mieczy

Niedawno sporym echem odbiła się także wystawa 'Miecze japońskie. Z kolekcji gen. Sławomira Petelickiego i Polskiej Sekcji Miecza Japońskiego'. Właścicielką mieczy, których część muzeum zapragnęło kupić, jest wdowa po generale Petelickim - była kandydatka do Samorządu Województwa Mazowieckiego, która startowała z list Trzeciej Drogi Polska 2050 - PSL. Z tego samego komitetu kandydował Józef Zalewski, który miał nalegać na szybką organizację wystawy. Cena kolekcji to 418 850 zł. Pieniądze mają pochodzić z dotacji ministerstwa kultury oraz Urzędu Marszałkowskiego. Pytane o planowane zakupy władze placówki piszą, że 'na chwilę obecną Muzeum nie dostrzega żadnego konfliktu interesów'.