Właściciele psów w panice. "Policja wyznaczyła dodatkowe patrole"
- Policja wciąż szuka sprawcy marcowych zatruć psów na warszawskim Mokotowie;
- To nie pierwszy taki przypadek w Polsce. 'Na samym Mokotowie kilka razy do roku jest taka fala zatruć' - mówi tokfm.pl weterynarz Oskar Białozierski;
- Specjalista radzi, w jaki sposób chronić swojego pupila.
Co jakiś czas w mediach pojawiają się doniesienia o truciu psów w różnych częściach Polski. W ostatnim czasie blady strach padł na właścicieli czworonogów z Mokotowa. W marcu na internetowych forach mieszkańcy zaczęli ostrzegać się wzajemnie przed tym, że ktoś rozkłada trujące przynęty w jednym z parków. Po spacerach w tym samym rejonie - w okolicach ul. Żwirki i Wigury, przy Mauzoleum-Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich, niektóre psy miały silne objawy neurologiczne - drgawki, wymioty i problemy z koordynacją.
Kto i dlaczego truje psy?
Nie wiadomo, kto rozkłada trutki. W wielu tego typu przypadkach, ze względu na trudności dowodowe, nie udaje się ustalić sprawcy. Sprawą z Mokotowa zajmuje się już policja.
- Ciągle trwają czynności w tym zakresie. Szukamy osoby, która mogła tę truciznę zostawić. Opublikowaliśmy wizerunek mężczyzny, który może mieć związek ze sprawą - przekazała w rozmowie z tokfm.pl asp. szt. Marta Haberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.
Jak mówiła, policji udało się zabezpieczyć nagrania z kamer monitoringu. - Przeglądaliśmy te monitoringi, przesłuchaliśmy też świadków zdarzenia oraz osoby, których pieski ucierpiały w wyniku zatrucia - wskazała. Zapewniła także, że policja wyznaczyła dodatkowe patrole w tym rejonie, żeby taka sytuacja już się nie powtórzyła. Materiały sprawy zostały już przekazane do prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów.
Ile piesków padło ofiarą zatrucia? - W naszej komendzie przyjęliśmy dwa zawiadomienia z tej sprawie, ale z naszej wiedzy wynika, że jest to więcej piesków - powiedziała nam policjantka. Nieoficjalnie wiadomo o ok. 20 czworonogach.
Każdego, kto posiada jakiekolwiek informacje o mężczyźnie, bądź samym zdarzeniu, policja prosi o kontakt pod całodobowym numerem telefonu 47 72 392 50, powołując się na sprawę WD-1831/25. Informacje można również przekazywać w formie elektronicznej, pisząc na adres e-mail: dyzurny.krp2@ksp.policja.gov.pl lub oficer.prasowy.krp2@ksp.policja.gov.pl.
1500 plus na psa. To miasto wypłaci je każdemu. Ale już zapowiada kontrole
Właściciele psów w panice. Co robić gdy nasz pies padnie ofiarą zatrucia?
O zatruciach psów alarmowała pobliska klinika weterynaryjna Elwet. "Poważne zatrucia na Mokotowie! W parku żołnierzy radzieckich została zabezpieczona farba olejna ze zmielonymi kośćmi! Uważajcie na swoje psiaki i radzimy unikać spacerów w tym rejonie!" - czytamy na jej profilu na Facebooku.
Jak opisuje w tokfm.pl Oskar Białozierski, weterynarz z kliniki Elwet, do którego trafił pierwszy chory pies, z jego jamy ustnej wydobywał się zapach podobny do acetonu w zmywaczu do paznokci. - U tego zwierzaka wywoływaliśmy wymioty. Wymiotował treścią o podobnym zapachu z resztkami pokarmowymi, były tam też fragmenty jakichś drobnych kostek, czegoś co może się dla psa na spacerze wydać atrakcyjne - mówi. Jak dodaje, u tego jak i potem kolejnych psów, lekarze mimo prowokowania wymiotów 2-3 godziny później obserwowali objawy drgawkowe - drżenia mięśniowe całego ciała i później to przechodziło w ruchy pływackie. - Zwierzaki nie mogły ustać o własnych siłach i łapami wykonywały takie ruchy, jakby pływały - tłumaczy lekarz.
Brzmi przerażająco. Co więc zrobić jeśli zauważymy niepokojące objawy lub jeśli nasz pies zjadł coś na spacerze? - Jeśli nie mamy pewności, co to było (bo niektóre trutki są dość charakterystyczne tak jak trutka na gryzonie, która ma kolor różowy i wtedy jesteśmy już mocno ukierunkowani), najlepiej jak najszybciej zjawić się w gabinecie weterynaryjnym. Bo z reguły w ciągu 2-3 godzin prowokowanie wymiotów ma sens. A w warunkach gabinetowych mamy więcej sposobów na to, żeby je prowokować bez szkody dla zwierzęcia - mówi Białozierski.
Bo - jak wyjaśnia - domowe sposoby np. podanie wody utlenionej, mogą powodować stany zapalne przewodu pokarmowego żołądka. - W ten sposób możemy pogłębić podrażnienie przewodu pokarmowego. Więc najlepiej jak najszybciej się zgłosić do weterynarza, bo jeśli to nie będzie nic poważnego to najwyżej zwierzak zwymiotuje parę razy i zostanie podana kroplówka, ale będziemy mieli o wiele większą pewność, że nic mu nie grozi - zaznacza rozmówca tokfm.pl.
Jak dodaje, może nie podziałać też podawanie węgla. - Trzeba by było podać jego bardzo duże ilości doustnie, żeby było można mówić o działaniu zapobiegającym zatruciu. Pytanie czy jest sens, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy wywoływać wymioty. Więc to już raczej robi się potem osłonowo w warunkach szpitalnych - mówi weterynarz.
'Na samym Mokotowie kilka razy do roku jest taka fala zatruć'
Bo, jak wskazuje, w tego typu przypadkach, hospitalizacja jest konieczna. - Napady drgawkowe stanowią zagrożenie życia, bo zwierzak się przegrzewa i bardzo szybko wyczerpuje własne zapasy cukru. A poza tym jest pytanie, jak narządy wewnętrzne zachowają się w reakcji na konkretną truciznę. Bo jeśli chodzi o wątrobę i nerki, nie widzimy tych zmian natychmiast. W związku z tym te zwierzaki, które do nas trafiały, były hospitalizowane minimum 2 dni - żeby wykluczyć to, że po zwalczeniu już tych głównych objawów zatrucia nie rozwinie się np. niewydolność nerek - mówi Białozierski.
Weterynarz przyznaje, że to nie było jego pierwsze zetknięcie z zatruciami. - Na samym Mokotowie kilka razy do roku jest taka fala zatruć. Ale na początku marca zgłaszało się do nas wyjątkowo dużo właścicieli zwierzaków i w wyjątkowo krótkim odstępie czasu. Przez jeden weekend było to kilkanaście psów. A później jeszcze w tygodniu zdarzali się pacjenci, którzy spacerowali w tym jednym konkretnym miejscu i objawy wyglądały identycznie - relacjonuje.
Czy da się uchronić psa przed otruciem?
Czy możemy podjąć więc jakieś działania prewencyjne, aby uchronić naszego ukochanego czworonoga przed zatruciem? Jak wskazuje weterynarz, największą gwarancją jest korzystanie z kagańca. - Ale wielu właścicieli jest do tego niechętnych, zwierzakom też gorzej spaceruje się w kagańcu. A trening, posiadanie bardzo ułożonego zwierzęcia, czy prowadzanie go na smyczy, nie daje nam gwarancji, że nasz zwierzak niczego nie złapie na spacerze - podkreśla.
Tym bardziej że, tę trutkę tutaj prawdopodobnie ktoś rozłożył i rozplanował tak, żeby duża liczba zwierząt mogła mieć z nią kontakt. - Nawet jeśli prowadzimy psa na smyczy, to jeśli ta trutka jest przy drodze, to niestety to nie pomoże. Bo często w relacjach właścicieli słyszeliśmy, że on tylko coś polizał, tylko odrobinę wziął w usta i to wystarczało do tego, żeby wystąpiły objawy zatrucia - mówi Białozierski.
Lekarz uspokaja jednak, że zwierzaki udało się wyleczyć. - Wszystkie zwierzęta, które były pod naszą opieką czują się już dobrze. Choć momentami rokowania były pod znakiem zapytania - podumowuje.
Posłuchaj audycji: