"Te betony? Tak, to Emilia". Perełka modernizmu stała się noclegownią
- Pawilon Emilia to dawny dom meblowy, świetnie znany warszawiakom, rozebrany w 2017 roku;
- Radny Białołęki natknął się na pozostałości Emilii, gdy zajął się problemem bezdomności w okolicy;
- Dziennikarz TOK FM pojechał na miejsce, rozmawiał z osobami w kryzysie bezdomności, które rzeczywiście spotkał na miejscu;
- Miasto przekonuje, że pozostałości pawilonu meblowego są monitorowane i zabezpieczanie, ale zabezpieczenia te są niszczone;
- Emilia miała wrócić do centrum miasta - na razie nie ma na to środków.
- Te betony? Tak, to Emilia - potwierdza mi jeden z ochroniarzy, którego spotykam na terenie dawnej fabryki Stare Świdry na warszawskiej Białołęce. - A wie pan, one tutaj już kilka lat leżą - kręci głową. Pozostałości słynnego pawilonu są rozłożone w dwóch miejscach, dzieli je jakieś 200 metrów. W jednej i drugiej części są osoby w kryzysie bezdomności.
Emilia to dawny dom meblowy, świetnie znany warszawiakom, perła modernizmu. Znajdował się przy ul. Emilii Plater. Został rozebrany w 2017 roku. Miasto obiecało, że kultowy pawilon wróci w rejon Pałacu Kultury i Nauki (miał stanąć od strony parku Świętokrzyskiego). Tak się jednak nie stało.
Dawna Emilia w starej fabryce. Ktoś tego pilnuje?
Wracam na Białołękę. - Ktoś tego w ogóle tutaj pilnuje? - pytam z ciekawością, wskazując na pozostałości pawilonu. - No my! - odpowiadają mi osoby w kryzysie bezdomności, których spotykam na miejscu. - Czasem przyjeżdża straż miejska. Sprawdzają, czy żyjemy - dodają.
- Mnie kolega namówił i tak sobie tu jesteśmy - mówi Maciej, jedna z osób "mieszkająca" przy Emilii. Kryzys bezdomności dotknął go, gdy zmarła mu żona. Wtedy, jak sam przyznaje, życie mu się posypało.
- A ktoś wam zwraca uwagę? - dopytuję.
- Nie, czasem ktoś wjeżdża samochodem, ale my głównie śpimy, więc nic nie mówią - relacjonuje mój rozmówca. Nie ukrywa, że nie wie, iż jest to fragment kultowego pawilonu. Pozostali - jak dodaje - też raczej nie mają takiej wiedzy.
Miasto o tym, że na Białołęce składowane są elementy rozebranego pawilonu oficjalnie nie mówiło. Przez przypadek na trop trafił jeden z dzielnicowych radnych - Mateusz Senko z Razem dla Białołęki, który zainteresował się problemem osób w kryzysie bezdomności w tym rejonie.
- Nie wiem, dlaczego nie ma nad tym żadnego nadzoru - dziwi się Senko. - To może generować różne niebezpieczne sytuacje - dodaje. Zwraca uwagę, że w pobliżu są przecież noclegownie i osoby w kryzysie bezdomności powinny trafiać właśnie tam.
Noclegownie - owszem - są, ale większość siedzących w Emilii osób tam nie wejdzie, bo mają problem z alkoholem. Sam cytowany wcześniej Maciej przyznaje nam, że pójdzie na dwa-trzy dni do noclegowni, ale finalnie i tak przychodzi do Emilii.
Dla takich jak on, co podkreśla, dawny pawilon to miejsce idealne, bo poszczególne elementy budynku są osłonięte blaszanym dachem. Da się tam dobrze ukryć.
Jak informuje miasto - teren dawnej fabryki na Tarchominie należy do Zarządu Mienia Skarbu Państwa, czyli de facto zarządza nim właśnie miasto stołeczne Warszawa. Urzędnicy przekonują, że pozostałości pawilonu meblowego są monitorowane - że zarządca terenu (z udziałem straży miejskiej) pozbył się stamtąd osób w kryzysie bezdomności, oznaczył teren taśmą ostrzegawczą i wywiesił odpowiednie tablice informacyjne.
- Niestety zabezpieczenia są notorycznie niszczone, a osoby nieuprawnione wracają w to miejsce - przyznaje Marzena Gawkowska, zastępczyni rzeczniczki prasowej urzędu miasta. - W najbliższym czasie zarządca terenu ponownie planuje - też przy udziale straży miejskiej oraz przedstawicieli białołęckiego ośrodka pomocy społecznej - doprowadzić do usunięcia prowizorycznych miejsc noclegowych z terenu składowanych konstrukcji i dodatkowo zabezpieczyć to miejsce przed osobami nieuprawnionymi - dodaje.
Perła modernizmu a "Nowa Emilia"
Emilia to ważny punkt w historii Warszawy. Dawny dom meblowy z 1970 roku był największym w tamtych czasach tego rodzaju budynkiem. - Kupiłam tam pierwsze meble. Staliśmy kilka dni w kolejce, na zmianę z mężem, bo były zapisy - z rozrzewnieniem wspomina Anna Żmuda, mieszkanka Warszawy. - Ale udało się. Kupiliśmy meble niemieckie, bardzo zresztą ładne, przez lata nam służyły. To była taka biblioteczko-serwantka i do tego komoda. Kilkanaście lat później, gdy chcieliśmy meble w domu zmienić, to też szliśmy do Emilki - dodaje.
Sam budynek był zaliczany do pereł modernizmu. Przez osiem lat tymczasową siedzibę miało w nim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W 2017 roku ówczesna wojewódzka konserwator wpisała rozbierany pawilon do rejestru zabytków.
"Nowa Emilia" - wedle zapowiedzi - miała służyć integracji i aktywizacji społecznej. Co z jej zapowiadaną odbudową? Jak słyszę w urzędzie miasta - po prostu brakuje na to pieniędzy. - Po przedłożeniu wyników analiz władzom miasta w 2022 roku, w związku z trudną sytuacją finansową i koniecznością realizacji innych priorytetowych inwestycji, projekt nie otrzymał zgody na finansowanie - tłumaczy zastępczyni rzeczniczki prasowej. Aktualnie miasto rozważa różne możliwości zmiany zakresu projektu, które zmniejszyłyby jego koszty.