,
Obserwuj
Mazowieckie

Żyją jak na bombie. "Zaczęłam się zastanawiać, w którym momencie to wybuchnie"

5 min. czytania
02.12.2025 11:45

Czekamy aż dojdzie do tragedii - mówią mieszkańcy jednego z budynków na Mokotowie. Podczas wymiany liczników i głównego zaworu okazało się, że ulatnia się gaz. Pogotowie gazowe stwierdziło, że jest 30 procent wycieku, co stanowi dolną granicę wybuchowości. Spółdzielnia obwinia gazownię, gazownia spółdzielnię, a mieszkańcy żyją jak na bombie. 

fot. Błażej Kulesza

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co zaniepokoiło mieszkańców bloku;
  • Jak do rozwiązania problemu podchodzi SBM Politechnika;
  • Jakie jest stanowisko Gazowni Warszawskiej.

Mieszkańcy ul. Malawskiego w Warszawie sąsiadują z rondem “Miś”, nazwanym tak na cześć komedii Stanisława Barei. To, co dzieje się w związku z ulatniającym się gazem, działaniem spółdzielni oraz służb komedię momentami przypomina, ale mieszkańcom nie jest do śmiechu. Postanowili zaprosić mnie do jednego z bloków abym zobaczył, jak wygląda budynek. Remontu nie było tu dawno, w powietrzu czuć delikatny zapach gazu. Może to siła sugestii, ale nieopodal bloku swoją wizytę kończył właśnie zespół pogotowia gazowego. - To ze względu na nasze spotkanie? - pytam mieszkańców. - Proszę pana, pogotowie gazowe jest u nas dość często - odpowiada jedna z lokatorek.

xc dv dse
fot.

Sprawa w ich budynku zaczęła się od wymiany liczników gazowych. W piwnicy czuć było gaz, wezwane pogotowie stwierdziło 30 proc. wycieku na wlocie przy głównym zaworze. Mieszkańcy pokazują mi protokół, w którym wpisano “DGW” co oznacza dolną granicę wybuchowości. Potem okazało się, że instalacja jest nieszczelna w pionie, a skargi zaczęły napływać od kolejnych osób także z sąsiednich bloków. - Cały czas człowiek się zastanawia czy ten gaz się ulatnia - opowiada Katarzyna Więcek, mama dwójki dzieci. Jak mówi, bała się wracać do domu. - Zaczęłam się zastanawiać, w którym momencie to wybuchnie. Gdy będziemy wszyscy spać, czy może gdy będziemy jeść kolację - opowiada lokatorka.

Mieszkańcy Malawskiego rozmawiali z pracownikami pogotowia gazowego, ci stwierdzili, że instalacja jest do wymiany w większości budynków. - Ta instalacja się sypie. Jak się nie robiło nic przez 50 lat, to takie są efekty - przytacza słowa pracownika pogotowia Katarzyna Panoszewska, jedna z lokatorek.

Informacja o nieszczelnych rurach rozeszła się po okolicy lotem błyskawicy. - Proszę pana, jesteśmy przerażeni. Mieszkam obok tych bloków. Jak one wybuchną, to wszystko poleci na mój budynek. To jest bomba, która rozsadzi tą wysoką płytę i nasze rondo “Misia” będzie całe nią zakryte - z obawami mówi Maria Laszuk.

Winnych brak

Mieszkańcy z problemem zostali sami. Pogotowie instalacji nie wymieni, gdy lokatorzy próbowali cokolwiek załatwić na spotkaniu z przedstawicielami spółdzielni okazało się, że odbijają się od ściany. - Zostaliśmy zbagatelizowani, to było po prostu śmieszne. Administrator budynku stwierdziła, że wycieki gazu były, są i będą. Powiedziała to takim tonem, jakby mówiła do małego dziecka - wspomina Sylwia Pawlak, przedstawicielka Rady Osiedla. - Tu się wytnie, tu się przetnie, tu coś dołoży, tu się sklei - tak mniej więcej usuwanie awarii gazu zdaniem mieszkańców tłumaczyła zaniepokojonym lokatorom dyrektor ds. technicznych spółdzielni. 

klatka zawor
fot.

Spółdzielnia budowlano-mieszkaniowa “Politechnika” przekonuje, że problem pojawił podczas wymiany liczników, dokonywanej przez Gazownię Warszawską. Stwierdzono wtedy nieszczelności w kilku lokalach, jak i przy zaworze głównym. W przesłanej do redakcji TOK FM odpowiedzi na pytania czytamy, że główny zawór jest własnością Gazowni i to ona jest odpowiedzialna za jego konserwację oraz wymianę.

Rzeczywiście. Zgodnie z przepisami za zawór główny odpowiada Polska Spółka Gazownictwa, do której należy Gazownia Warszawska. Jednak rzecznik PSG zapewnia, że... zawór jest sprawny. - Nieszczelność miała miejsce za zaworem, czyli po stronie instalacji wewnętrznej, za którą odpowiada zarządca budynku - tłumaczy Paweł Wiszniewski.

Pogotowie gazowe w tym roku, tylko w jednym z bloków przy Malawskiego, interweniowało już siedem razy. Zrozpaczeni mieszkańcy zaalarmowali Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP. - W trybie natychmiastowym wystąpiliśmy z pismem do spółdzielni, przypominającym o obowiązkach związanych z przeglądem instalacji gazowych, zgodnie z polską normą - przekonuje prezes ZRSM RP Jerzy Jankowski. - Nie mamy żadnych możliwości nakazowych, bo tak jest skonstruowana ustawa. Nie chce mi się wierzyć, że tam nikt nic nie robi, przecież to się może skończyć tragedią - dodaje Jankowski. 

2aaaa
fot.

Spółdzielnia przekonuje, że zainterweniowała. - Na tę chwilę zostały usunięte nieszczelności w poszczególnych lokalach. Mieszkańcy są na bieżąco informowani o sytuacji - przekonuje zarząd SBM Politechnika, a awarię tłumaczy tym, że większość budynków pochodzi z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. 

Jak budynek przeszedł przegląd?

Problemy z gazem zaczęły się znacznie wcześniej. Spora część mieszkańców była zdziwiona formą przeglądów instalacji gazowych, część z nich przyznaje się w rozmowie ze mną do naiwności. Gdy miernik podczas kontroli pikał, przeprowadzający kontrolę przekonywał, że to efekt gotowania na kuchence, zalecał wietrzenie mieszkania, prosił o podpis i wychodził. Nie wszyscy dali za wygraną. - Nic nie podpisałam i zaprosiłam na ponowną kontrolę - mówi nam Katarzyna Więcek. - Przed tym, gdy miał się znów pojawić kontroler, nie gotowałam i wywietrzyłam mieszkanie - opowiada lokatorka. Gdy przystawił do rur urządzenie, znów słychać było pikanie. - Zaczęłam zaglądać mu przez ramie i zobaczyłam, że wycisza miernik. Czy Pan jest poważny? Chce Pan odpowiadać za 4 osobową rodzinę, w tym dwójkę dzieci - zapytałam, a kontroler bardzo się zdenerwował - mówi pani Katarzyna. Potrzebny był remont, jak się okazało gaz ulatniał się w dwóch miejscach.

- Taki wyciek był od zawsze i przechodził każdą kontrolę - przekonuje inny z lokatorów, Jarosław Wilczak. Jak mówi, gaz czuć było w szafce, gdzie znajdował się licznik. W końcu gdy poprosił fachowca ze spółdzielni o pomoc, ten przyszedł i nieszczelną rurę pomalował farbą olejną. - Jak powiedziałem o tym panom z pogotowia gazowego, chwycili się tylko za głowy. Gdy przyszło do wymiany liczników, trzeba było interwencyjnie wyłączyć gaz, bo wyciek dalej był - wspomina lokator. 

Spółdzielnia kontra spółdzielcy

Problemy z gazem to nie wszystko. Pęknięta rura kanalizacyjna, grzyb na ścianie, zepsuta winda czy woda z kranu w kolorze herbaty to tylko kilka z całej masy problemów, na jakie narzekają spółdzielcy. - Pan prezes pewnie chciał mieć ponad 40 budynków, a jak się okazuje, ma 40 ruder - mówi jedna z mieszkanek.

Lokatorów zszokowała też informacja o podwyżce funduszu remontowego. - To nie była podwyżka o 10 czy 15 procent, ale o 93. Tak jakby ktoś na szybko potrzebował pieniędzy - opowiada Maria Laszuk. Po kilku miesiącach z gigantycznych podwyżek się wycofano. Spółdzielcy zarzucają władzom brak transparentności. Część osób jasno wskazuje na spore przewartościowanie niektórych inwestycji. Dokumenty nie są dla nich dostępne, rozmów na temat potrzeb mieszkańców nie ma, chociaż są do tego powołane rady osiedla. -To jest fikcyjny twór, my nie jesteśmy w stanie nic wyegzekwować, spółdzielnia kompletnie nie słucha ludzi - mówi Sylwia Pawlak. 

Efekt było widać w głosowaniu podczas absolutorium. Zarząd go nie dostał, nie przyjęto też sprawozdania Rady Nadzorczej. Jak tłumaczą władze, zgodnie z obowiązującymi przepisami nie ma to żadnego wpływu na działanie tych organów. Na razie w SBM Politechnika toczy się lustracja, czyli kontrola zlecona przez Związek Rewizyjny. Lustrator ma dokładnie zbadać sprawę gazu oraz tego, czy kontrole instalacji przebiegły tak jak należy. Spółdzielcy z kolei nie wykluczają podjęcia kroków prawnych.