Były wicedyrektor KOWR zbił fortunę na działce rolnej. "Dałem 256 tysięcy. To mało?"
Czy w podkarpackim oddziale Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa doszło do nadużyć? Takie pytanie od kilku dni zadają politycy koalicji rządowej. Chodzi o transakcję sprzed kilku lat, w której głównym bohaterem jest Mariusz Król - były zastępca dyrektora rzeszowskiego KOWR i radny sejmiku wojewódzkiego z ramienia PiS. W 2020 roku Król kupił 42-arową działkę rolną w Nienadowej za 256 tysięcy złotych, a już po roku sprzedał ją za... 1,7 miliona złotych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były okoliczności zakupu działki przez Mariusza Króla?
- Dlaczego KOWR nie skorzystał z prawa pierwokupu działki?
- Jak sprawę zakupu działki tłumaczy Mariusz Król?
- Jakie były wyniki kontroli CBA dotyczące transakcji działki?
Mariusz Król nabył ziemię od prywatnego rolnika w marcu 2020 roku. W chwili zakupu nieruchomość miała status działki rolnej, ale wkrótce pojawiły się tam plany inwestycyjne. Dziś w tym miejscu stoi sklep znanej w Polsce portugalskiej sieci handlowej, a wartość terenu wzrosła kilkukrotnie.
Co istotne, w momencie sprzedaży prawo pierwokupu przysługiwało rzeszowskiemu oddziałowi KOWR - instytucji, której Król był wówczas zastępcą dyrektora. KOWR jednak z tego prawa nie skorzystał. Sam Król odpiera zarzuty, przekonując, że w chwili zakupu decyzji o warunkach zabudowy jeszcze nie było. - Ja uzyskałem pozwolenie na budowę dopiero później, po opracowaniu projektu budowlanego. Wtedy działka stała się inwestycyjna i naturalnie zyskała na wartości - tłumaczy dziennikarzom.
"Cena była uczciwa"
Były wicedyrektor KOWR podkreśla, że transakcja była zgodna z prawem i nie ma w niej niczego nieetycznego. - Kupiłem działkę od prywatnej osoby. Dałem za nią 256 tysięcy złotych. To mało? Sprzedający wiedział, że to będzie teren inwestycyjny i chciał za nią jak najwięcej. Negocjowaliśmy cenę - mówi Król.
Działka, jak twierdzi, miała realną wartość rynkową. - Według operatu była warta 17 tysięcy złotych za ar. Cena, którą zapłaciłem, była uczciwa - dodaje.
Ale po upływie zaledwie roku Król sprzedał działkę za 1,7 mln złotych, wcześniej uzyskując zgodę centrali KOWR na zbycie nieruchomości przed upływem ustawowego, pięcioletniego okresu karencji. W dokumentach argumentował, że środki ze sprzedaży potrzebne są na leczenie chorego syna.
- Po roku życia mojego syna zdiagnozowano u niego autyzm i upośledzenie umysłowe. To był mój argument, by sprzedać działkę. KOWR został o tym poinformowany i wyraził zgodę - mówi.
KOWR nie skorzystał z prawa pierwokupu
Decyzję o rezygnacji z pierwokupu podejmował ówczesny dyrektor rzeszowskiego KOWR Jerzy Borcz - również działacz PiS i partyjny kolega Króla, a dziś przewodniczący Sejmiku Województwa Podkarpackiego. - Nie mogliśmy spekulować cenami, bo obowiązywały nas przepisy ustawy. To nie była cena rynkowa dla gruntów rolnych. A że pan Król później działkę odsprzedał - tego nawet bym nie przewidywał - tłumaczył Borcz portalowi torzeszow.pl.
Dziś jednak przyznaje, że choć transakcja była formalnie zgodna z prawem, budzi wątpliwości natury etycznej. - To kwestia zasad. Ja przez 14 lat dyrektorowania nie kupiłem nawet pół ara ziemi. Ja bym tego nie zrobił - mówi.
Polityczne echa i zarzuty o nepotyzm
Sprawa nabrała rozgłosu po tym, jak minister rolnictwa Stefan Krajewski ujawnił w TVN24, że jeden z byłych wicedyrektorów KOWR w Rzeszowie kupił działkę za 256 tys. zł i sprzedał ją za 1,7 mln zł. Król nie zaprzeczył, ale uznał, że wypowiedź ministra "była manipulacją". - To akt wyłącznie polityczny - komentuje Król.
- Czy w ogóle przeprowadzono jakiekolwiek kontrole w tej sprawie? - pyta natomiast Adam Dziedzic, poseł PSL i szef podkarpackich struktur partii.
To właśnie Dziedzic jako pierwszy nagłośnił aferę sprawę w mediach społecznościowych. - Proszę zobaczyć, jak to było zorganizowane. Dyrektorem był pan Borcz, jego zastępcą - pan Król. Czy przełożony nie wiedział, że jego podwładny kupuje działkę? - komentuje parlamentarzysta. Przypomina też, że Król w sejmiku wojewódzkim kierował Komisją Rolnictwa, Rozwoju Obszarów Wiejskich i Ochrony Środowiska.
- Pokazał, jak należy uprawiać ziemię - tyle, że nie w sensie rolniczym, a finansowym. Wykorzystano mechanizmy państwowe do prywatnych zysków. To nie powinno mieć miejsca w instytucji, która ma wspierać rolników - uważa Dziedzic.
CBA nie znalazło nieprawidłowości
Wątek transakcji w Nienadowej był już przedmiotem kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które - jak ustaliliśmy - nie dopatrzyło się nieprawidłowości. W ocenie służb procedury formalne zostały zachowane, a zgoda na sprzedaż przed upływem karencji była uzasadniona.
Nie oznacza to jednak, że sprawa jest zamknięta. Politycy koalicji rządowej zapowiadają, że będą domagać się ponownego zbadania decyzji podjętych przez rzeszowski oddział KOWR, a także ustalenia, czy podobne przypadki nie miały miejsca w innych regionach.
Źródło: TOK FM, torzeszow.pl