,
Obserwuj
Podkarpackie

Prokuratura złoży apelację w sprawie "piątki z Hajnówki". Jest też drugie śledztwo

5 min. czytania
18.02.2026 09:51

Będzie ciąg dalszy sprawy "piątki z Hajnówki". Jak dowiedział się TOK FM, prokuratura złożyła apelację. Według naszych ustaleń prowadzone jest również śledztwo, w którym zarzuty ma jedna z aktywistek oskarżona w sprawie "piątki".

Będzie ciąg dalszy sprawy tzw. piątki z Hajnówki
Będzie ciąg dalszy sprawy tzw. piątki z Hajnówki
fot. STEFAN MASZEWSKI/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O co oskarżano "piątkę z Hajnówki"? 
  • Czym zajmuje się lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji?
  • Jak długo trwa już to śledztwo?

Kilka miesięcy temu przed Sądem Rejonowym w Hajnówce zakończył się proces czwórki aktywistów i mieszkanki Podlasia, którzy odpowiadali za pomaganie na polsko-białoruskiej granicy. Prokuratura utrzymywała, że cudzoziemcy - którzy otrzymali od nich pomoc, czyli jedzenie, ciepłą odzież czy wodę do picia - dostali tak naprawdę tzw. korzyść osobistą. Chodziło o art. 264a Kodeksu karnego, który mówi, że "kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, umożliwia lub ułatwia innej osobie pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Sąd w Hajnówce całą piątkę uniewinnił. "Niewątpliwie za każdym rodzajem działań mieszczących się w katalogu umożliwiania lub ułatwiania innej osobie pobytu na terytorium RP/UE, stoi korzyść osobista dla osoby, która po dostaniu się na tutejsze terytorium chce się na nim utrzymać. Skoro tak, należy uznać, że realny zakaz analizowanego przepisu ograniczałby się do normy sankcjonującej o treści: 'Kto umożliwia lub ułatwia innej osobie pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom, podlega karze...'" - napisał sąd w uzasadnieniu rozstrzygnięcia. 

Uznał też, że niesienie pomocy to nie przestępstwo, ale pomoc humanitarna udzielana ludziom, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji na granicy, w lesie, z małymi dziećmi. Uniewinnienie nie kończy jednak tej sprawy - będzie ciąg dalszy, bo prokuratura złożyła apelację. "Jako organizacje społeczne i prawnoczłowiecze będziemy dalej monitorować sprawę i wspierać osoby oskarżone. Solidarność i pomoc humanitarna nie mogą być traktowane jak przestępstwo" - wskazuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka. 

Sprawa piątki to jednak nie wszystko

Jak ustaliło TOK FM, lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej od 2021 roku prowadzi zakrojone na dużą skalę śledztwo przejęte z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dotyczące  ''uczestniczenia oraz kierowania działalnością na terenie Polski i poza jej granicami zorganizowanej międzynarodowej grupy przestępczej". Jak przekazała nam prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej, w skład zorganizowanej grupy "wchodził szereg nieustalonych osób, w tym funkcjonariusze organów Republiki Białorusi, zajmującej się organizowaniem nielegalnego przekraczania granicy polsko-białoruskiej przez obywateli państw Bliskiego Wschodu i Afryki".

Śledztwo zostało wszczęte tuż po rozpoczęciu kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy, gdy w lasach Podlasia zaczęli się pojawiać ludzie potrzebujący pomocy. Jak pisaliśmy na naszym portalu wielokrotnie, na bagnach i w lasach spotykani byli m.in. obywatele Syrii, Afganistanu, Konga, Somalii, Etiopii i wielu innych państw. W pomoc im zaangażowali się aktywiści i społecznicy m.in. z Grupy Granica czy Fundacji Ocalenie, jak również mieszkańcy Podlasia. Dostarczali (i jeśli jest takie zgłoszenie, dalej dostarczają) cudzoziemcom ciepłą zupę, odzież, wodę do picia, powerbanki, śpiwory i szereg innych artykułów, by pomóc im przetrwać w bardzo trudnych warunkach. 

Śledztwo prowadzone dziś przez Prokuraturę Krajową, jak informują śledczy, zostało wszczęte w związku z ujawnionymi we wrześniu 2021 roku przypadkami nielegalnego przekraczania granicy Polski przez obywateli Syrii. Syryjczycy - w złożonych przez siebie wyjaśnieniach - opisywali, że jedno z jordańskich biur podróży organizowało tzw. ''wycieczki turystyczne'' na Białoruś, których jedynym celem było nielegalne przedostanie się przez terytorium Polski, głównie do Niemiec.  

Śledztwo duże, ale przełomu nie widać?

Jak przekazała TOK FM prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska, postępowanie jest duże i wielowątkowe. Główne wątki śledztwa to m.in. "oddziaływanie na niepodległość RP poprzez agresywną politykę zagraniczną wobec Polski, stanowiącą element wojny hybrydowej", "działalność międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej z udziałem funkcjonariuszy Republiki Białorusi, polegająca na organizowaniu nielegalnego przekraczania granicy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej", a także "przekraczanie uprawnień i niedopełnianie obowiązków przez funkcjonariuszy białoruskich, działających w zorganizowanej grupie przestępczej, skutkujące ułatwianiem nielegalnego przekraczania granicy polsko-białoruskiej migrantom z Bliskiego Wschodu i Afryki".

Śledztwo trwa od 2021 roku - jak na razie w sprawie skierowano do Sądu Okręgowego w Białymstoku jedynie  wnioski w trybie art. 335 § 1 Kodeksu postępowania karnego (tzw. dobrowolne poddanie się karze) wobec trzech cudzoziemców - Zakhara B., Hanny V. i Sjehieja L. W śledztwie nie ma jakichś przełomowych ustaleń, które skutkowałyby np. postawieniem zarzutów białoruskim pogranicznikom. Pojawiły się za to zarzuty dla aktywistów, podobnie jak w Procesie Piątki. Tym razem chodzi o troje aktywistów - to małżeństwo, które pomagało migrantom na samym początku kryzysu oraz aktywistka, która była też oskarżona w Procesie Piątki. 

Jedną z osób z zarzutami jest mężczyzna, który przez osiem lat rządów PiS aktywnie walczył o praworządność w Polsce, o niezawisłe sądy czy o przestrzeganie praw człowieka. Nasz rozmówca (celowo nie ujawniamy jego danych) zaczął jeździć na granicę  po wydarzeniach w Usnarzu, gdy Polska nie chciała pomóc grupie koczujących tam migrantów. - Nie mogłem tego pojąć - mówił w rozmowie z TOK FM. - Pierwszy raz byłem na Podlasiu w październiku 2021. Pojechałem z darami, które zebraliśmy od ludzi. Wsiedliśmy w busa i pojechaliśmy do Teremisek - rzeczy trafiały od nas do aktywistów, a przez nich były przekazywane dalej, migrantom i migrantkom w lesie - opowiadał gość TOK FM.

W październiku 2021 razem z żoną został zatrzymany przez służby. W jego samochodzie było dwóch Irakijczyków. Usłyszał zarzuty za pomocnictwo w nielegalnym przekraczaniu granicy. Dlaczego wzięli do samochodu obcych ludzi? - Gdy woziliśmy dary, rozmawialiśmy też wielokrotnie z aktywistami, którzy pomagali ludziom w drodze. I zadałem im pytanie, co będzie z tymi ludźmi w lasach, gdy nastanie zima? Była jedna odpowiedź - że zaczną umierać. Uznaliśmy więc z żoną, że nie możemy do tego dopuścić, choćbyśmy mieli uratować tylko kilka ludzkich żyć. No i zaczęliśmy tych ludzi ratować - tłumaczył w TOK FM. - Miałem takie odniesienie do katastrofy na Titanicu - myślałem, co mam zrobić? Podać herbatę ludziom potrzebującym pomocy i zostawić ich na tym Titanicu, czyli w tym podlaskim lesie? - pytał nasz rozmówca. 

Zarzuty w lubelskim śledztwie usłyszała też pani Kamila, jedna z oskarżonych - i uniewinnionych - w procesie "piątki z Hajnówki", o czym jako pierwsza napisała "Rzeczpospolita". Zarzuty dotyczą popełniana "wspólnie i w porozumieniu czynu polegającego na organizowaniu innym osobom przekroczenia  wbrew przepisom prawa - granicy Rzeczpospolitej Polskiej, tj. o czyn 264 par. 3 Kodeksu karnego. To przestępstwo zagrożone karą do 8 lat więzienia. Śledczy - jak wskazano - mają dowody m.in. w postaci nagrań z rozmów prowadzonych przez kobietę i z jej wpisów na czatach. Z ich treści ma wynikać, że podejrzana prowadziła korespondencję z organizatorem przemytu ludzi. Ten wątek był analizowany także w procesie "piątki z Hajnówki"  (prokuratura przedstawiła dowód z tych nagrań), ale w tamtej sprawie sąd nie miał wątpliwości, że Kamila M. powinna zostać uniewinniona, bo pomagała migrantom w lesie, a nie - przemycała ich do Polski.