,
Obserwuj
Podlaskie

Skuwanie trytytkami, wyrywanie telefonów, zastraszanie. Tak traktuje się wolontariuszy na granicy

7 min. czytania
08.09.2025 10:33

Kryminalizowanie pomocy humanitarnej na polsko-białoruskiej granicy stało się normą - wynika z opublikowanego właśnie raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Kolektywu Szpila. Prawnicy opisują w nim, czego doświadczali i dalej doświadczają aktywiści, wolontariusze i mieszkańcy Podlasia, którzy niosą pomoc migrantom w lasach.

Granica polsko-białoruska
Granica polsko-białoruska
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • "W polskim społeczeństwie rośnie akceptacja wobec przemocy, zaginięć czy śmierci migrantów" - piszą autorzy raportu;
  • Opisują w nim przypadki zastraszania wolontariuszy i bezprawnego upubliczniania ich wizerunku;
  • Wg. raportu sądy uniewinniają osoby niosące pomoc, zasądzają również na ich rzecz zadośćuczynienia.   

Raport "Kryminalizacja solidarności. Procesy kryminalizacji migracji i udzielania pomocy humanitarnej na pograniczu polsko-białoruskim w latach 2021-2025" powstał w czwartą rocznicę kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy. W lasach Podlasia, podobnie jak w 2021, 2022 czy 2023 roku, ciągle są ludzie, którzy potrzebują pomocy - cudzoziemcy z Syrii, Somalii, Erytrei, Konga i wielu innych państw. Pomagają im mieszkańcy, wolontariusze i aktywiści. Jest to to jednak coraz trudniejsze, bo z jednej strony mamy strefę buforową, do której formalnie nie ma wejścia, a z drugiej - ustawę, która - w opinii wielu prawników jest niekonstytucyjna - a umożliwia nieprzyjmowanie wniosków o azyl (ochronę międzynarodową) od osób, które chcą je złożyć, bo np. uciekają przed wojną, są ofiarami tortur czy przemocy.  

"Działania na granicy polsko-białoruskiej wskazują na systemowe ograniczanie dostępu do pomocy oraz selektywne zarządzanie wsparciem humanitarnym. Praktyki te nie tylko eskalują ryzyko zagrożenia życia, ale również utrwalają przestrzeń prawną wykluczenia i proceduralnej niewidzialności" - czytamy w raporcie na temat kryminalizacji pomagania. Jego autorzy wskazują, że po wyborach z 15 października 2023 roku osoby niosące pomoc w lasach liczyły na zmianę podejścia do pomocy humanitarnej, ale nic takiego się nie stało.

"Oczekiwania na zmianę podejścia okazały się złudne - coraz częściej pojawia się retoryka traktująca organizacje działające na granicy jako wspólników przemytników" - piszą prawnicy. "Narracja polityczna systematycznie wykorzystuje temat migracji jako narzędzie mobilizacji społecznej. W okresach przedwyborczych intensyfikuje się retoryka zagrożenia, w której migrant staje się figurą destabilizacji, obcego wpływu lub zagrożenia bezpieczeństwa narodowego (...). Dominująca narracja utożsamia osoby migrujące z działaniami hybrydowymi reżimów autorytarnych (Białoruś, Rosja), co prowadzi do automatycznego powiązania migracji z terroryzmem, przestępczością lub sabotażem" - piszą autorzy raportu. 

Prawnicy wskazują również na to, że w polskim społeczeństwie rośnie akceptacja wobec przemocy, zaginięć czy śmierci migrantów. "Brak systemowej reakcji decydentów na dokumentowane przypadki naruszeń praw człowieka prowadzi do normalizacji przemocy jako narzędzia zarządzania granicą" - czytamy w raporcie. "Wydaje się, że największe wyzwanie stanowi uznanie przez polskich decydentów faktu, że narracja, zgodnie z którą na granicy są wyłącznie sami prowokatorzy, nie jest zgodna ze stanem faktycznym. Potrzebne są nowe rozwiązania, które ochronią ofiary od sprawców przemocy i naruszeń praw człowieka" - dodają autorzy dokumentu.

Raport i opisy represji

- Jest to raport, który jest podsumowaniem naszej czteroletniej działalności na polsko-białoruskiej granicy. Składa się z trzech podstawowych części. W pierwszej odwołujemy się do analizy systemowej kryminalizacji zarówno pomocy humanitarnej, jak i kryminalizacji samego faktu migracji. Skupiamy się m.in. na analizie przepisów, w tym na tzw. dyrektywie facylitacyjnej, której propozycję stworzyła Unia Europejska w listopadzie 2023 roku. Druga część jest oparta na sprawach, w których nasi prawnicy uczestniczyli, wspierając osoby pomagające na granicy. Pozytywny wniosek jest taki, że tylko od czerwca 2023 do czerwca 2024 roku udało nam się wygrać lub doprowadzić do umorzenia 18 takich spraw, które łącznie doprowadziły do uniewinnienia ponad 40 osób. I wreszcie trzecia część - dla mnie szczególnie ważne - opiera się na wywiadach z osobami, które niosą pomoc humanitarną i które doświadczają represji. Opowiedziały nam o tym, co te represje dla nich oznaczają i z jakimi ich konsekwencjami muszą się mierzyć - mówi w rozmowie z TOK FM Aleksandra Ziemiańska z Kolektywu SZPILA. 

Raport opisuje, czego doświadczają aktywiści i wolontariusze na granicy ze strony przedstawicieli polskich służb. "Stosowano wobec mnie przemoc psychiczną, próbując zastraszać oskarżeniami o przemyt czy ułatwianie nielegalnego pobytu lub grożąc użyciem środków przymusu bezpośredniego, jeśli nie odejdę/nie opuszczę danej przestrzeni w sytuacji, gdy domagałam się kontaktu lub informacji dot. losu moich mocodawców (cudzoziemców)" - to cytat z wypowiedzi jednej z wolontariuszek.

Wśród form represji aktywiści wymieniają m.in. bezzasadne przeciągające się kontrole, użycie środków przymusu bezpośredniego takich jak skuwanie trytytkami, zmuszanie do pozostawania w pozycji siedzącej lub leżącej przez długi czas czy próby wyrywania telefonu w trakcie nagrywania interwencji służb. Pojawia się też zastraszanie psychologiczne, które ma wywołać efekt mrożący - np. inwigilacja miejsca zamieszkania, nachodzenie w miejscu pracy czy użycie dronów, tworząc atmosferę obławy. Jedna z wolontariuszek, opowiadając o represjach wobec niej, wskazała m.in. na  "powolne przejeżdżanie przed domem, nagrywanie domu, świecenie światłami, zatrzymywanie i legitymowanie podczas spacerów po okolicy" i określiła takie sytuacje jako codzienność funkcjonowania na Podlasiu. "Podobnie jak w roku 2021, także teraz służby jeżdżą z zakrytymi tablicami i twarzami, bywają agresywne, obcesowe, bezprawnie żądają dokumentów, nie przedstawiając się" - czytamy w raporcie. 

Do tego doszły tzw. obywatelskie patrole, złożone najczęściej z osób o skrajnie prawicowych poglądach. Pojawia się m.in. szczucie na wolontariuszy w mediach społecznościowych czy zarzucanie im - wbrew prawdzie - że działają na rzecz przemytu migrantów przez granicę i pobierają za to wynagrodzenie od siatek przemytniczych. Raport opisuje, że funkcjonariusze - w tym wojska - "coraz częściej, przy absolutnym braku publicznej reakcji przełożonych, pozwalają sobie na upublicznianie wizerunku osób niosących pomoc humanitarną, który pochodzi z kamer, którymi funkcjonariusze nagrywają prowadzoną interwencję". "Zdarzają się przypadki przekazywania takich nagrań prawicowym profilom w mediach społecznościowych. Ma to wzbudzić w osobach niosących pomoc lęk przed zaangażowaniem, a udostępnianie ich wizerunku może mieć poważny wpływ na poziom ich bezpieczeństwa" - czytamy w raporcie. 

Sądy stają na wysokości zadania 

Prawnicy podkreślają, że mimo wielu zarzutów stawianych aktywistom i wolontariuszom na przestrzeni czterech ostatnich lat - wszyscy zostali uniewinnieni. Sądy dostrzegają, że to, co robią, to pomoc humanitarna i pomaganie ludziom w potrzebie. Zapadło wiele orzeczeń w sprawach dotyczących represji, których doświadczyły osoby udzielające pomocy. Miały one sprawy karne i wykroczeniowe, były zatrzymywane i niejednokrotnie bezprawnie przetrzymywane. Dzięki wsparciu prawnemu zapewnianemu przez Helsińską Fundację Praw Człowieka i Kolektyw Szpila, wolontariusze i aktywiści nie odpuszczali - decydowali się na inicjowanie postępowań w odpowiedzi na represje, których doświadczali. Stąd powszechnym stało się składanie zażaleń na zatrzymania i wniosków o zadośćuczynienie za niesłuszne zatrzymania.  

Raport wymienia przykłady wielu spraw, w których zapadły wyroki uniewinniające na przestrzeni lat 2021-2024. Osoby pomagające dostawały również zadośćuczynienia. Np. w 2023 roku Straż Graniczna wystawiała mandaty karne lub masowo kierowała do sądów wnioski o ukaranie np. za to, że aktywiści weszli na pas graniczny czy przerzucili przez granicę jakieś przedmioty. Powoływano się m.in. na rozporządzenie wojewody podlaskiego z 1 września 2021 roku, które wprowadzało zakaz przebywania na całym odcinku pasa drogi granicznej. Sądy we wszystkich tych sprawach uniewinniały aktywistów i wolontariuszy, wskazując wprost, że pomaganie jest legalne. 

Przykładowo, sąd w Hajnówce rozpoznawał sprawę czterech osób, które przez zaporę przekazały migrantom podstawowe produkty żywnościowe, wodę i suchą odzież. Co napisano w uzasadnieniu? "Nie ulega wątpliwości, że grupa cudzoziemców (23 osoby, w tym 5 dzieci) znajdująca się po białoruskiej stronie muru granicznego, znalazła się w sytuacji przymusowej, zagrażającej zdrowiu, a nawet życiu. Działania podjęte przez obwinione, a polegające na dostarczeniu pomocy humanitarnej przez mur graniczny (wody, zupy, ubrań i innych rzeczy niezbędnych do przetrwania w lesie) podjęte w warunkach kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej, ocenić należy jako działanie w stanie wyższej konieczności" - wskazał sąd. 

W innym z wyroków ten sam sąd w Hajnówce odniósł się do zarzutu wejścia na pas graniczy, czego zakazywało rozporządzenie wojewody. Sąd zauważył, że ograniczenia praw i wolności mogą być ustanawiane tylko w ustawie, a rozporządzenie wojewody nie spełnia tego warunku. Potwierdził to też Sąd Okręgowy w Białymstoku, pisząc w uzasadnieniu, że "rozporządzenie wojewody jest niezgodne z Konstytucją, ponieważ ingeruje w konstytucyjną wolność poruszania się po terytorium RP, a takie ograniczenia mogą być ustanawiane tylko w drodze ustawy".

W kolejnej sprawie wskazano, że osoby, które przekazały cudzoziemcom dary, w tym jedzenie czy leki, kierowały się współczuciem i chęcią niesienia pomocy innym ludziom w trudnych warunkach zagrażających ich życiu. "W związku z tym nie ulega wątpliwości, że obwinieni swoim czynem ratowali zdrowie i życie cudzoziemców" podkreślił sąd.  

- Ten raport jest o tyle ważny, że w czasie trwania kryzysu humanitarnego na granicy mówiliśmy sporo o osobach uchodźczych, pokazywaliśmy ich historie, a dużo mniej mówiło się o tym, czego doświadczają osoby, które tej pomocy im udzielają. W tym raporcie opisujemy nie tylko, jakie są fizyczne skutki represji, czyli z jaką przemocą mierzą się osoby pomagające, ale też np. jakie są skutki psychologiczne, z jaką presją mierzą się te osoby, jak to wpływa na ograniczenie ich kontaktów społecznych, ale też, jakie koszty ekonomiczne muszą ponosić, żeby np. musieć zjawiać się na takich salach sądowych przez dwa lata. I to stanowi tak naprawdę trzon naszego raportu - dodaje gościni TOK FM, Aleksandra Ziemiańska. 

W wielu sprawach aktywiści i wolontariusze byli zatrzymywani, choć służby nie nazywały tego formalnie "zatrzymaniem". W ocenie sądów, osoby te przez określony czas były jednak pozbawiane wolności. Przykładowo, w jednej ze spraw sąd w Hajnówce uznał, że zatrzymanie (trwające około 40-50 minut) trzech osób w lesie przez żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej stanowiło zatrzymanie procesowe od momentu, "w którym żołnierze wydali skarżącym wyraźne polecenie wskazujące na faktyczne ograniczenie możliwości dysponowania własną osobą (nakazanie opuszczenia lasu i oczekiwania na przyjazd Straży Granicznej bez możliwości oddalenia się)". Do zdarzenia doszło 30 listopada 2021 roku, a zatrzymanych zostało wtedy m.in. dwoje dziennikarzy. Sąd uznał to zatrzymanie za niezasadne i nieprawidłowe. Dodatkowo przyznał po dwa tysiące złotych zadośćuczynienia każdej z zatrzymanych osób.

Podobny wyrok zapadł 6 czerwca 2023 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie, który przyznał zadośćuczynienia za niewątpliwie niesłuszne zatrzymania aktywistów, dziennikarki i dziennikarza związanych z Punktem Interwencji Kryzysowej Klubu Inteligencji Katolickiej. Sprawa dotyczyła zdarzeń z grudnia 2021 roku, kiedy to doszło do policyjnego nalotu na prowadzoną na Podlasiu bazę KIK. Wkroczyło do niej kilkudziesięciu funkcjonariuszy, którzy przez wiele godzin dokonywali przeszukania, przesłuchiwali zatrzymane osoby. Zarekwirowali też telefony i komputery. Podstawą działań policji było bezpodstawne podejrzenie, że punkt prowadzony przez wolontariuszy jest bazą przemytniczą.  

- Myślę, że pozytywnym podsumowaniem płynącym z raportu jest to, że wiele osób mówi nam, że ten efekt mrożący nie zadziałał. Osoby pomagające czują złość, rozgoryczenie czy rozczarowanie instytucjami państwa, ale to nie powstrzymało ich przed chęcią dalszego angażowania się w pomoc humanitarną na granicy. Oczywiście wskazują na to, że często czują się osamotnione, że momentami - np. gdy ich wizerunki pojawiają się w mediach społecznościowych - tracą poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie dostają siłę od innych osób, w ramach solidarności. I to je wspiera. To pokazał m.in. słynny Proces Piątki w Hajnówce, gdzie przy każdej rozprawie odbywało się solidemo (demonstracje solidarności z oskarżonymi - red.) i gdzie oskarżeni dostawali i dostają całą masę wsparcia. To niezwykle ważne - dodaje Aleksandra Ziemiańska z Kolektywu SZPILA.