Sprawdzamy, co zdziałał zespół ws. niedźwiedzi w Bieszczadach. "Nie mamy wielu narzędzi"
Pół roku temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało, że nie będzie odstrzału niedźwiedzi z gminy Cisna, ani ich relokacji w Tatry. Zamiast tego zapowiedziano działania prewencyjne oraz powołanie zespołu interwencyjnego, który miał reagować na konfliktowe sytuacje z udziałem dużych drapieżników. Dziś sprawdzamy, jakie są pierwsze efekty tych decyzji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były przyczyny powołania zespołu ds. niedźwiedzi?
- Dlaczego obecność niedźwiedzi na terenach zamieszkałych stanowi problem?
- Jakie działania prewencyjne podejmuje zespół ds. niedźwiedzi?
- Czym są tzw. niedźwiedzie problemowe i ile ich jest w Bieszczadach?
Zespół interwencyjny do spraw niedźwiedzi został powołany przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Krośnie. Jak podkreślają jego przedstawiciele, był to efekt narastających problemów zgłaszanych przez mieszkańców Bieszczadów, gdzie niedźwiedzie coraz częściej widywane są nie tylko w lasach, ale także na drogach, podwórkach i w pobliżu gospodarstw. - Zespół został powołany z realnych potrzeb społecznych - mówi TOK FM Magdalena Misiorowska, teriolog i koordynator zespołu. - Niedźwiedzie rzeczywiście w ostatnim czasie spotykamy coraz częściej. Ich liczebność jest dynamiczna i zwiększa się, a co za tym idzie, zwiększa się również liczba spotkań z nimi - mówi.
Problem zaczyna się poza lasem
Jak zaznacza Misiorowska, same spotkania z niedźwiedziami na terenach leśnych rzadko stanowią zagrożenie. - Jeżeli jest to jeszcze na terenach leśnych, to nie jest duży problem. Najczęściej niedźwiedzie spotykane są z większej odległości i odchodzą. Nie szukają spotkania z człowiekiem - wyjaśnia.
Sytuacja komplikuje się jednak wtedy, gdy zwierzęta zaczynają pojawiać się na terenach zamieszkałych. - Większy kłopot dotyczy niedźwiedzi, które coraz częściej pojawiają się na terenach wiosek, na terenach zurbanizowanych, poszukując łatwo dostępnego pożywienia - dodaje koordynatorka zespołu.
Zespół tworzą głównie doświadczeni leśnicy, od lat zajmujący się obserwacją i monitoringiem populacji niedźwiedzi. Ich zadaniem nie jest jednak bezpośrednie interweniowanie poprzez np. płoszenie, mimo że takie były zapowiedzi Ministerstwa Klimatu i Ochrony Środowiska. - My, jako leśnicy, nie mamy zbyt wielu narzędzi do reagowania w sytuacjach konfliktowych. Ustawowo nie możemy używać broni ani w żaden sposób odpłaszać zwierząt chronionych. Nawet nie możemy rzucić kamykiem - podkreśla Misiorowska.
Prewencja zamiast interwencji
Główne działania zespołu koncentrują się na prewencji. Jednym z pierwszych kroków było usunięcie koszy na śmieci przy szlakach turystycznych i wiatach w 11 nadleśnictwach, gdzie niedźwiedzie były widywane najczęściej. - Jedzenie antropogeniczne ściąga niedźwiedzie z lasów do ludzi - tłumaczy Misiorowska. - Dlatego zdecydowaliśmy się usunąć kosze i jednocześnie postawić tablice informujące, dlaczego ich nie ma - dodaje.
Leśnicy prowadzą także rozmowy z turystami, przypominając o konieczności odpowiedniego zabezpieczania żywności. - Niedźwiedzie mają świetny węch. Jeśli ktoś ma pachnące kanapki czy resztki jedzenia w niezabezpieczonych pojemnikach, to potrafi je zwabić - zwraca uwagę nasza rozmówczyni.
"To nie są misie"
Istotnym elementem pracy zespołu jest również edukacja dotycząca zagrożeń związanych z obecnością dużych drapieżników. - Ludzie często używają zdrobnień: niedźwiadki, misie. Przez to zapominają, że to są dzikie, potencjalnie niebezpieczne zwierzęta - zaznacza Misiorowska. - W sytuacji stresu, zaskoczenia albo obrony młodych niedźwiedź może stanowić realne zagrożenie - ostrzega.
Według szacunków zespołu obecnie w Bieszczadach przebywa około 30 tzw. niedźwiedzi problemowych. - To są niedźwiedzie, które się zantropizowały, czyli nauczyły się, że pokarm można zdobyć wśród ludzi - wyjaśnia nasza rozmówczyni. - Przełamują strach, bo korzyść jest dla nich bardzo duża. Mają łatwy dostęp do jedzenia i często nie wracają już do lasu - dopowiada.
To właśnie te osobniki najczęściej pojawiają się w pobliżu domów, kompostowników, kurników i obór - czasem nawet zabezpieczonych.
Kolejny krok: liczenie niedźwiedzi
Jednym z najważniejszych efektów półrocznej działalności zespołu jest nawiązanie współpracy z Polską Akademią Nauk w Krakowie. Celem jest przeprowadzenie genetycznej inwentaryzacji populacji niedźwiedzi. - W przestrzeni publicznej funkcjonują bardzo różne liczby - od 100 do 300 osobników. To wynika z różnych metod szacowania - mówi Misiorowska. - Metoda genetyczna pozwoli zidentyfikować każdego osobnika i da nam wiarygodną bazę wyjściową - dodaje.
Na razie działania zespołu mają charakter prewencyjny i informacyjny. Jak podkreślają jego członkowie, bez zmian prawnych zakres ich interwencji pozostanie ograniczony.
Źródło: TOK FM