"W Alpach też są ekrany". Tłumaczą się z kontrowersyjnej inwestycji w Bieszczadach
Petycję "Nie dla ekranów" w Bieszczadach do czwartkowego poranka podpisało ponad 4700 osób. Popierający apel w komentarzach podają zgodnie, że nie chcą zaśmiecania tego wyjątkowego miejsca. "Bieszczady to ostatnia dzikość w tym kraju, nie psujcie tego ekranami" - czytamy w jednym z wpisów. Petycje podpisują nie tylko mieszkańcy regionu, ale całej Polski - z Gdańska, Sanoka, Torunia czy na przykład Legnicy. - Żyjemy w regionie turystycznym, który jest piękny i chcemy, żeby taki został - mówiła nam Marta Łągiewczyk, mieszkanka Smereka i inicjatorka protestu.
O całej akcji pisaliśmy szczegółowo kilka dni temu. Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie przygotowuje projekt przebudowy drogi wojewódzkiej Cisna-Wetlina. To wjazd w serce Bieszczad. Trasa ma być poszerzona, planowane są chodniki i droga rowerowa. W projekcie znalazły się także ekrany akustyczne i to one budzą najwięcej emocji.
Droga w Bieszczady musi być bezpieczniejsza i cicha
Urzędnicy z Zarządu Dróg zwołali konferencję, na której tłumaczyli się z kontrowersyjnej inwestycji. Podkreślali, że przygotowują plany przebudowy nie tylko trasy Cisna-Wetlina, ale całej Pętli Bieszczadzkiej. - Dzisiaj w Bieszczadach mamy drogi dosyć wąskie, kręte, z dużym udziałem ruchu pieszych. Jednocześnie przy większości nie ma ścieżek rowerowych i chodników (...). To stwarza niebezpieczeństwo, które chcemy zminimalizować - wyjaśniał dyrektor Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie Piotr Miąso.
Od 2021 roku nad raportem związanym z projektem drogi pracuje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie. - W oparciu o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego wyznaczyliśmy tereny chronione akustycznie - powiedział Wojciech Wdowik z RDOŚ. - To tereny zabudowy jednorodzinnej albo usług turystycznych. Według polskiego prawa są tam limity dopuszczalnych natężeń hałasu. W przypadku zabudowy jednomieszkaniowej to natężenie wynoszące 61 decybeli w porze dziennej i 56 w porze nocnej - wyjaśniał.
W projekcie przyjęto założenia, że na trasie Cisna-Wetlina przejeżdża około 3000 pojazdów na dobę, z tego 7 procent to pojazdy ciężkie. Urzędnicy wskazali, że z analiz wynika, że ekrany są potrzebne, by natężenie hałasu nie przekraczało określonych w prawie norm.
Ekranów ma być niewiele
Przeznaczony do przebudowy odcinek drogi wojewódzkiej nr 897 ma 19,5 km długości. Przebiega przez Cisną, Dołżycę, Krzywe, Przysłup, Strzebowiska, Kalnicę, Smerek i Wetlinę. Inwestycja położona jest w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, ale poza jego granicami. Według projektu jezdnia zostanie poszerzona do 7 metrów, zaplanowano chodniki i ścieżki rowerowe.
- Na długości ponad 19 kilometrów konieczność budowy ekranów to 756 metrów, więc to nie jest cały odcinek. Jest podzielony na fragmenty. Strona prawa posiada w planach tych ekranów 21, strona lewa 13 - opisywał Wdowik.
Przeciwnicy ekranów zwracali uwagę na zaburzenie korytarzy migracyjnych zwierząt. Miąso przekonywał jednak, że ekranów będzie tak mało, iż ten argument nie ma racji bytu.
Nagłe przyspieszenie w sanatoriach. 'Takiej okazji nie mogłam przepuścić'
- Jeśli chodzi o krajobraz, to do minimum ograniczamy tę ingerencję - deklarował. - To nie są wielkie zielone ekrany. One w większości mają być przeźroczyste, wysokie na półtora metra. To niewiele więcej niż parkan. Naprawdę staraliśmy się, żeby to nie było bardzo inwazyjne - przekonywał.
Obecny na spotkaniu mieszkaniec Wetliny kontrował tezy urzędników. Zwracał uwagę, że lokalnej społeczności hałas nie przeszkadza. Podkreślał, że głos ludzi jest w tej sprawie zgodny - chcą zachować widok na krajobraz. - Rozumiem państwa, ale chcę powiedzieć, że w Alpach też są ekrany. To nie jest moja zła wola - bronił się Wojciech Wdowik. - Nie mamy większego pola manewru, bo jeśli z analizy akustycznej wynika przekroczenie norm hałasu, to musimy to zabezpieczyć. Nie ma innej możliwości - dodał.
Co dalej?
Władze gminy Cisna złożyły wniosek o ponowne przeanalizowanie projektu. Inwestor, czyli Podkarpacki Zarząd Dróg, rozważa też opcję, by trasę zbudować najpierw bez ekranów i dopiero potem zbadać poziom hałasu (już na nowej drodze). - Takie ryzyko można podjąć, jeśli się ma wątpliwości co do jakości obliczeń - mówił Miąso.