,
Obserwuj
Podkarpackie

Goprowcy z Bieszczad proszą o wsparcie. Powypadkowy land rover dalej tkwi w garażu

2 min. czytania
11.12.2024 07:03
Ponad 107 tys. złotych zebrała do tej pory Bieszczadzka Grupa GOPR na naprawę samochodu, który w maju uległ wypadkowi. Bez terenówki z napędem na cztery koła ratownicy mają ograniczone możliwości transportu, co w przypadku zalesionego, trudno dostępnego i mocno już zaśnieżonego bieszczadzkiego krajobrazu nie ułatwia im pracy.
|
|
fot. Facebook GOPR Bieszczady

O nieszczęśliwym wypadku pisaliśmy na naszym portalu. W maju czterech ratowników jechało na sygnale, by pomóc turyście na połoninach. Po drodze land rover GOPR zderzył się z prywatnym samochodem. Cztery osoby ucierpiały, w tym jeden z ratowników, który doznał poważnego złamania obojczyka. Samochód, który w wyniku kolizji uległ poważnym uszkodzeniom, od siedmiu miesięcy pozostaje wyłączony z użytku.

Leszek Prokop, prezes bieszczadzkich ratowników GOPR, tłumaczy, że zdecydowano się na remont powypadkowego wozu, bo kupno nowego przekracza finansowane możliwości grupy. W zbieraniu pieniędzy pomóc miała autoryzowana przez ratowników, internetowa zrzutka. - Rzadko musimy sięgać po tego typu narzędzia, żeby prosić o pomoc - mówił w maju reporterowi TOK FM Leszek Prokop. - Zazwyczaj to osoby poszkodowane w górach proszą nas o określone działania. Tym razem to my tej pomocy potrzebujemy - przyznawał.

Ponad 100 tys. złotych na koncie. Do celu jeszcze brakuje

Od tamtego czasu zbiórka ciągle rosła. Do 10 grudnia 1575 osób zebrało łącznie ponad 107 tys. zł. Ale do potrzebnych 150 tysięcy zł ciągle jeszcze sporo brakuje. - Chcielibyśmy jak najszybciej odtworzyć nasze zdolności operacyjne, a zima jest już mocno widoczna w górach - mówi nam prezes bieszczadzkich goprowców.

Od czasu wypadku ratownicy do transportu sprzętu i do przejazdów używają wypożyczonego busa. Mimo że - jak sami zresztą zaznaczają - to wymierna pomoc, bo nie ma on napędu na cztery koła, co w przypadku zalesionego, trudno dostępnego i mocno już zaśnieżonego bieszczadzkiego krajobrazu nie ułatwia im pracy. - Stąd nasze, może i desperackie, działanie - tłumaczy Prokop.

Szybciej pociągiem w Bieszczady? 'To lekkie naginanie rzeczywistości'

Ratownicy zaznaczają, że są zdeterminowani do udanego zakończenia zbiórki, ale sami przyznają, że w trakcie remontu mogą pojawić się dodatkowe koszty. 'Jesteśmy zdeterminowani, aby osiągnąć nasz cel i przywrócić Land Rovera do pełnej zdolności operacyjnej w Rejonowej Stacji Ratownictwa Górskiego Grupy Bieszczadzkiej GOPR w Cisnej' - napisali autorzy opisu zbiórki.

Bieszczadzkie Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe skupia ponad 200 osób, w tym ok. 20 ratowników zawodowych. Goprowcy pełnią całodobową służbę na obszarze 4,5 tysiąca kilometrów kwadratowych w Bieszczadach i Beskidzie Niskim.