,
Obserwuj
Podkarpackie

"Ej, jedziemy na Euro!". Tak Polki chcą pisać historię

5 min. czytania
28.06.2025 06:50
W Arłamowie panuje cisza i spokój. To tu, po raz pierwszy w historii, kobieca reprezentacja Polski w piłce nożnej przygotowywała się do Mistrzostw Europy. Słowo "EURO" ma w Arłamowie dużą moc. Zawodniczki mówią o tym z błyskiem w oku. - Spełniłyśmy swoje marzenie - powtarzają na każdym kroku. Ale kiedy dłużej ich posłuchać - czuć, że nie chodzi tylko o marzenie. Chodzi o coś więcej. O miejsce, głos i szansę, której do tej pory nie miały. - Walczymy o to, by piłka nożna kobiet ruszyła jeszcze mocniej do przodu - podkreśla Nina Patalon, selekcjonerka kadry.
|
|
fot. Tomasz Lina/East News

 

  • Pierwszy raz w historii Polki zagrają na mistrzostwach Europy w piłce nożnej;
  • Euro 2025 odbędzie się latem w Szwajcarii (2-27 lipca), w ośmiu miastach, m. in. Zurich, Bazylea, Lucerna;
  • 4 lipca z Niemcami, później dwa bardzo wymagające mecze ze Szwecją i Danią;
  • W Radiu TOK FM trwa weekend pod hasłem: "Piłka kobiet. Gra na nierównym boisku". Z tej okazji w sobotę i w niedzielę w informacjach, audycjach i tekstach poruszamy różne zagadnienia związane z tym tematem.

 

- Czasem, gdy spotykamy się z dziewczynami na korytarzu, mówimy: Ej, jedziemy na Euro! - opowiada nam bramkarka Kinga Szemik. To brzmi jak slogan reklamowy, ale jest w tym jakaś dziecięca radość. Bo rzeczywiście - jadą. I nie jako obserwatorki. Nie po to, żeby "zagrać mecz otwarcia, o wszystko i o honor". One jadą, by się liczyć. - Znamy swoją wartość - przekonuje obrończyni Sylwia Matysik.

Arłamów: miejsce spokoju i koncentracji

Polki szlifowały swoją formę w Arłamowie w Bieszczadach. To miejsce mocno kojarzące się ze słowem "Euro", bo właśnie tam przed Mistrzostwami Świata w 2016 roku trenowała kadra Adama Nawałki. - Trener wielokrotnie podkreślał walory Arłamowa. I myślę, że szlaki, które przetarł i też wiele standardów, jakie wprowadził jako trener, miało wpływ na decyzję. Mamy tu wszystko: kompleksowe przygotowanie, bliskość natury, nawet alpaki. Można tu złapać świeżość - śmieje się Nina Patalon, selekcjonerka.

W otoczeniu lasów i alpak, które regularnie odwiedzały zawodniczki podczas spacerów, drużyna może się zregenerować fizycznie i psychicznie. Bo presja, choć nie tak głośna jak u mężczyzn, jest realna.

Nina Patalon, selekcjonerka, wie to najlepiej. - Piłka nożna zmieniła całe moje życie - powtarza w rozmowach. Dla wielu - wciąż zaskoczonych, że kobietom "chce się kopać piłkę" - może to brzmieć egzotycznie. Ale dla niej i dla tych, które reprezentuje piłka to droga do emancypacji i do głosu, który zbyt długo był wyciszany.

W Arłamowie pracują nad każdym detalem - nie tylko nad ustawieniem linii obrony czy pressingiem. Pracują nad sobą, nad wspólnotą i nad tym, by nie pęknąć pod ciężarem oczekiwań, nawet jeśli nikt głośno nie mówi o medalach.

Zgrupowanie piłkarskiej kadry kobiet w Arłamowie
Zgrupowanie piłkarskiej kadry kobiet w Arłamowie
Tomasz Lina/East News

Nie są faworytkami. I co z tego?

Polska na Euro będzie pełniła rolę Kopciuszka. Wylosowała "grupę śmierci": Niemcy, Dania, Szwecja. Drużyny z pierwszej europejskiej półki. Biało-Czerwone? Debiutantki. Outsiderki. Na papierze bez szans. Ale - jak mówi Sylwia Matysik, doświadczona pomocniczka grająca na co dzień w Bundeslidze - "Znamy swoją wartość. Niemki się nie cieszyły, że na nas trafiły".

- Jedziemy na mistrzostwa Europy, więc trafiłyśmy na najmocniejsze zespoły, ale tylko na takie mogłyśmy trafić, bo jadą tam najlepsze drużyny ze Starego Kontynentu. Ciężko jest powiedzieć, która drużyna jest najgroźniejsza. Póki co liczą się dla nas tylko Niemki - przekonuje.

- Lubię występować w roli "underdoga", bo wtedy presja spoczywa na rywalkach. Musimy jednak być profesjonalistkami i zagrać w tych meczach najlepiej, jak potrafimy. Przeciwniczki na pewno będą chciały grać z nami ofensywnie i nas zdominować - dopowiada bramkarka Kinga Szemik.

- Znam Niemki. Po upływie czasu, jeśli gra nie będzie układała się po ich myśli, zaczną się denerwować. A my potrafimy grać szybko, z kontry - mówi Matysik.

- Jak myślę sobie o tym pierwszym meczu, to w oczach palą mi się ognie. Chcę już wybiec na murawę i zagrać z nimi. Strasznie nosi - uśmiecha się z kolei Weronika Zawistowska.

Więcej niż mecz

To zgrupowanie ma też inny wymiar. Symboliczny. Dziewczyny przyjeżdżają tu nie tylko jako sportowczynie, ale jako przedstawicielki zmieniającego się świata. Jeszcze dekadę temu ich mecze odbywały się niemal w ciszy. Teraz zagrają przed kompletem publiczności. W Polsce też coś drgnęło. W meczu w ramach Ligi Narodów z Rumunią na stadionie w Gdańsku Polki zagrały dla ponad 10 000 kibiców. To absolutny rekord frekwencji w naszym kraju.

Ewa Pajor. Jedno z najważniejszych nazwisk w drużynie

- Wyjazd na mistrzostwa Europy to dla nas spełnienie marzeń. Dlatego ciężko pracujemy, żeby być w jak najlepszej formie - mówi Ewa Pajor. Dziś to jedno z najważniejszych nazwisk w drużynie. Zawodniczka FC Barcelony ma za sobą niesamowity sezon. W tym roku strzeliła 43 bramki w 46 meczach, co jest jej najlepszym wynikiem w karierze. Nieuchronnie porównuje się ją do rodaka Roberta Lewandowskiego, jej kolegi z klubu. Tyle że z męskiej drużyny.

Jej głos w reprezentacji brzmi mocniej niż jeszcze dwa lata temu. Nie tylko dlatego, że strzela gole, ale dlatego, że - jak cały zespół - coraz głośniej domaga się uznania. - Gdy patrzymy wstecz, wiemy, jak ogromny krok w kierunku rozwoju kobiecej piłki zrobiłyśmy. Mamy nadzieję, że to, co wspólnie z wami, z kibicami przeżywać będziemy podczas mistrzostw Europy, posłuży dalszemu rozwojowi - dodaje.

'One są pierwsze, które to osiągnęły'

To ważne słowa. Bo kibice, dziennikarze i działacze często pytają: co dalej? Czy to jednorazowy sukces, przypadek? Czy może początek systemowej zmiany? Tego nie wiadomo. Ale wiadomo, że piłkarki zrobiły już więcej, niż oczekiwano. I nie chodzi tylko o awans na Euro. Chodzi o to, że zaczęły być widzialne.

- One są pierwsze, które to osiągnęły - uważa Nina Patalon. - Przecierają szlaki dla nowych zawodniczek.

Dlatego dla selekcjonerki i dla całego zespołu tak ważne jest, by zaprezentować się na Euro z jak najlepszej strony. I żeby do historycznego debiutu na turnieju dołożyć historyczne pierwsze punkty.

- Dla nas piekielnie ważne jest to, byśmy dobrze tam zagrały i spowodowały, że młode dziewczynki, które będą nas oglądały, wezmą przykład i sprawią, że ten sport będzie numerem jeden, jeśli chodzi o żeńskie sporty w Polsce - zaznacza.

Takie podejście widać też w innych zawodniczkach. - Ja się bardzo cieszę, jeśli małe dziewczynki podbiegają, proszą mnie o zdjęcie. To dla mnie zupełnie coś nowego, ale cieszę się, że mogę być "kimś" dla nich - mówi grająca w pomocy Dominika Grabowska. - Gdy byłam w ich wieku, to kogoś takiego nie miałam. Trenowałam w dużym mieście, w Warszawie, a tam był tylko jeden klub - wspomina.

- Grałam z chłopakami, bo nie było z kim - mówi wprost bramkarka Natalia Radkiewicz. - Idol? Łukasz Fabiański - uśmiecha się.

- Grałam, przez co w szkole pojawiały się jakieś przykre komentarze. Mówili, że "chłopczyca" albo "babochłop", albo że "kobieta to do garów". Byłam nastolatką, przejmowałam się tym. Aż do momentu, gdy pewnego dnia w mediach społecznościowych pojawiła mi się Alex Morgan. Miałam argument, że piłka nożna jest sportem dla kobiet - mówi piłkarka grająca dzisiaj w Bayernie Monachium.

- Cieszy nas, że teraz są dużo lepsze możliwości, jest coraz więcej akademii i dziewczyny nie wstydzą się gry w piłkę nożną. Pod tym względem nasz awans na Euro zrobił dużą robotę. To wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku - przyznaje.

Polki pierwszy mecz rozegrają w Szwajcarii 4 lipca. Później w fazie grupowej zagrają też z Szwecją oraz Danią.