Dramat na Podkarpaciu. "Nie zostało nic. Wszystko do zaorania. Nie ma co zbierać"
- Nawałnice, które przeszły przez Podkarpacie, pozostawiły po sobie krajobraz zniszczenia. Ucierpieli także rolnicy;
- W powiecie łańcuckim, szczególnie w Głuchowie, straty w uprawach sięgają nawet 100 procent;
- Zboża, warzywa, owoce - wszystko zniszczone w zaledwie kilka godzin. Dla wielu gospodarzy to katastrofa, która może oznaczać koniec sezonu, a dla niektórych - koniec działalności.
- Już przed żniwami jesteśmy po żniwach - mówi z goryczą jeden z rolników z Głuchowa Roman Pająk, którego sady owocowe zostały całkowicie zniszczone przez grad i ulewę. - Nie zostało nic. Wszystko do zaorania. Nie ma co zbierać - dodaje jego sąsiad, Sebastian Galida.
Taki obraz można zobaczyć na wielu polach w tej okolicy. Grad wielkości orzechów laskowych, połamane łodygi, wybite liście, przegniłe owoce, rozmyta gleba. Ucierpiały nie tylko rośliny, ale też infrastruktura gospodarcza. Uszkodzone dachy, zatopione maszyny rolnicze, zerwane ogrodzenia.
"To był żywioł, jakiego nie pamiętamy od lat"
- To był żywioł, jakiego nie pamiętamy od lat. Cztery godziny burzy, ulewy i gradu zniszczyły cały rok naszej pracy - opowiada sołtys Głuchowa Mariusz Stanio, który już następnego dnia rozdawał rolnikom formularze zgłoszeniowe do komisji szacujących straty.
Straty nie kończą się na samych plonach. Wiele gospodarstw zajmuje się również hodowlą bydła, a brak zbóż, słomy i kiszonki oznacza dramatyczne braki w paszy. - Mamy prawie 200 sztuk bydła. Zboża nie mamy, kukurydzy nie ma, słomy nie ma. Czym my to mamy teraz karmić? - pyta Agnieszka Pańczyk, właścicielka gospodarstwa rolnego.
Rolnicy przeżywają dramat
Takich historii są dziesiątki. Na Podkarpaciu, podobnie jak w innych rejonach Polski, rolnicy przeżywają dramat. Nawałnice zniszczyły całe areały zbóż, warzyw i owoców w gospodarstwach także w województwie Śląskim i Małopolskim. - Jedni mówią, że są bankrutami. Inni, że się zwijają. U nas jest podobnie. Wszystkie oszczędności poszły na nawozy, opryski, paliwo. Z czego teraz to odrobić? - zastanawia się Henryk Widak.
Rolnicy czekają na działania komisji szacujących straty. Ale to dopiero początek drogi. Po oszacowaniu szkód trzeba będzie przeorać pola, przygotować nowe wnioski, zebrać dokumentację, a potem liczyć na odszkodowania z polis i na pomoc ze strony państwa. - Problem w tym, że dla wielu z nas nawet ubezpieczenia nie pokryją strat. A papierologii jest mnóstwo - zwraca uwagę Iwona Zawadzka, właścicielka gospodarstwa, która - jak wielu innych - będzie potrzebowała pomocy przy wypełnianiu formularzy. - Bez wsparcia urzędników i doradców nie damy rady - rozkłada ręce.
W Głuchowie już pojawiły się pierwsze komisje. Rolnicy próbują na własną rękę dokumentować szkody - robią zdjęcia, spisują notatki, archiwizują faktury. Wiedzą, że każdy szczegół może zaważyć o wysokości ewentualnej pomocy. - Potrzebujemy realnego wsparcia. Jeśli państwo nie zareaguje szybko i skutecznie, wiele gospodarstw po prostu zbankrutuje - ostrzega Dariusz Pańczyk.
Na jaką pomoc mogą liczyć poszkodowani?
Podkarpacki Urząd Wojewódzki poinformował, że wypłacono już ponad 350 tysięcy złotych wypłacono gminom w ramach pomocy dla poszkodowanych przez nawałnice. - Ustalono, że poszkodowani mogą liczyć na wsparcie do 8 tys. zł pomocy doraźnej na najpilniejsze potrzeby, do 200 tys. zł na remont budynków mieszkalnych i do 100 tys. zł na remont budynków gospodarczych - przekazał Bartosz Gubernat rzecznik wojewody podkarpackiego.
- Mieszkańcy poszkodowani w wyniku ostatnich nawałnic nie zostaną bez pomocy - zapewnia Teresa Kubas-Hul, wojewoda podkarpacki.