Odstrzału nie będzie. Niedźwiedzie z Cisnej objęte specjalnym programem
- Zagrażające mieszkańcom Cisnej niedźwiedzie nie będą zabite. Decyzja o odstrzale została cofnięta;
- "Zamiast tego powołujemy specjalną grupę interwencyjną i ruszamy z programem ochrony" - oświadczył wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała;
- Zwierzęta mają być monitorowane przy użyciu obroży telemetrycznych, a miejsca gromadzenia odpadów - do których przychodziły - specjalnie zabezpieczone.
Po fali sprzeciwu wobec decyzji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz naciskach ze strony organizacji ekologicznych, lokalnych władz i ekspertów, wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała ogłosił cofnięcie decyzji o eliminacji zwierząt. W zamian - od wiosny 2026 roku - wprowadzony zostanie program interwencji i monitoringu niedźwiedzi brunatnych.
Na początku lipca Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała zgodę na odstrzał trzech konkretnych osobników, które - jak wskazywano - od miesięcy regularnie podchodziły do domostw, wykazywały oznaki oswojenia i były odporne na próby płoszenia. Decyzja wywołała kontrowersje. Wiceminister Dorożała zapowiedział alternatywne rozwiązanie - przeniesienie niedźwiedzi do Tatrzańskiego Parku Narodowego - ale władze Cisnej wówczas odpowiadały: nikt z nami nie rozmawiał. Gmina domagała się konkretnych działań, nie obietnic w mediach społecznościowych.
Przez kilka dni sprawa utkwiła w martwym punkcie. Lokalne władze, odpowiedzialne za bezpieczeństwo mieszkańców, nie ukrywały frustracji. Przypominały, że przez lata zgłaszały rosnący problem z niedźwiedziami, który był ignorowany. Odstrzał miał być ostatecznością, po wyczerpaniu metod takich jak odstraszanie, zabezpieczanie śmieci, a nawet próby odłowu.
Ostatecznie wiceminister Dorożała ogłosił zmianę kierunku działania. - „Nie będzie odstrzału. Zamiast tego powołujemy specjalną grupę interwencyjną i ruszamy z programem ochrony" - poinformował w rozmowie z TVN24.
Program ma ruszyć wiosną 2026 roku i potrwa co najmniej cztery lata. Jego główne założenia to:
- powołanie 11-osobowej grupy interwencyjnej, wspieranej przez dwóch weterynarzy,
- stały monitoring niedźwiedzi przy użyciu obroży telemetrycznych,
- zmiany w prawie, umożliwiające użycie broni gładkolufowej (np. kul gumowych) do płoszenia zwierząt,
- zabezpieczenie miejsc gromadzenia odpadów i poprawa warunków żerowania w naturalnych siedliskach.
Dzięki monitoringowi służby będą mogły śledzić niedźwiedzie w czasie rzeczywistym i szybko reagować w razie zagrożenia.
Z danych GDOŚ wynika, że od początku 2025 roku tylko w gminie Cisna odnotowano aż 65 przypadków podejścia niedźwiedzi do domostw - to średnio co trzy dni. Dla porównania: w całym 2020 roku takich sytuacji było 40. Mieszkańcy nie ukrywają, że żyją w ciągłym niepokoju.
- Sołtysuję tu trzy kadencje i nigdy nie było tak źle. Misie zaglądają do domów - powiedział reporterowi TOK FM sołtys Henryk Gajda.
Wielu mieszkańców podkreśla, że przez lata śmieci nie były właściwie zabezpieczane, co nauczyło zwierzęta szukania łatwego pożywienia przy ludzkich siedzibach.
Eksperci ostrzegają: relokacja nie rozwiązuje problemu
Wcześniejsza propozycja przeniesienia niedźwiedzi w Tatry została skrytykowana przez część naukowców i ekologów. Dr Robert Maślak z Państwowej Rady Ochrony Przyrody przestrzegał, że oswojone osobniki będą szukać jedzenia także w TPN, co może tylko przenieść problem w nowe miejsce. - „W Tatrach nie odnajdą się w naturalnym środowisku, bo są uzależnione od śmieci i jedzenia pochodzenia antropogenicznego" - argumentował.
Podobnie wypowiadał się dziennikarz i przyrodnik Adam Wajrak. - „To szaleństwo. Takie zwierzęta nie nauczą się nagle dzikich zwyczajów" - pisał w mediach społecznościowych.
Nowy kierunek: nie eliminować, tylko zarządzać
Ochrona niedźwiedzi to nie tylko kwestia etyki, ale także odpowiedzialności systemowej. Jak zauważają ekolodzy z inicjatywy Dzikie Karpaty, kluczowa jest nie tyle interwencja wobec konkretnych zwierząt, ale trwała zmiana warunków: edukacja mieszkańców, właściwe zabezpieczanie odpadów i szybkie reagowanie służb terenowych. - To człowiek stworzył warunki przyciągające drapieżniki. Jeśli nie zmienimy systemu, problem będzie się powtarzać - mówił Łukasz Synowiecki z organizacji.
Wiceminister Dorożała zapewnia, że nowe przepisy i program będą konsultowane z ekspertami, samorządami i organizacjami społecznymi. Już w sierpniu do Bieszczad mają przyjechać specjaliści z Tatrzańskiego Parku Narodowego, by wspólnie z lokalnymi służbami opracować szczegóły działań.