,
Obserwuj
Podkarpackie

To miasto było symbolem pomocy Ukraińcom. Co poszło nie tak?

4 min. czytania
26.07.2025 10:00
- Niechęć Polaków do Ukraińców w kolejnych miesiącach utrzyma się lub wzrośnie w niewielkim stopniu - przewiduje dr hab. Krzysztof Malicki, prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego. Sprawdziliśmy, jak polsko-ukraińskie relacje wyglądają obecnie na Podkarpaciu, które w pierwszych miesiącach wojny było symbolem solidarności pomiędzy tymi dwoma narodami.
|
|
fot. Lukasz Gdak/East News

 

  • Przemyśl to miasto tuż przy granicy z Ukrainą, był pierwszym przystankiem dla wielu uciekających przed wojną;
  • Zaraz po wybuchu wojny ludzie pomagali sobie, dziś nastroje wobec Ukraińców są już inne;
  • "Kilka dni temu mijałam się z mężczyzną. Szedł za rękę z dziewczyną i krzyknął do mnie: 'Polska dla Polaków'. Trochę się przestraszyłam - mówi mi jedna z Ukrainek;
  • Według eksperta, system zawiódł. Nie zbudowano modelu integracji. Ludzie z Ukrainy w dużej mierze zostali sami.

 

Wszędzie gromada ludzi. Jedni spali pod ścianami, inni szukali jedzenia, ładowarek albo przynajmniej dobrego słowa. Dzieci płakały, gdzieniegdzie plątały się zwierzaki - tak wyglądał dworzec w Przemyślu na przełomie lutego i marca 2022 roku, zaraz po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. 

- Zdaliśmy egzamin z człowieczeństwa. Pomagał niemal każdy, ludzie oddali swoje domy. Przemyśl wydawał się wtedy większy niż kiedykolwiek wcześniej - mówi Mirosław Majkowski, który organizował w Przemyślu miasteczko namiotowe dla uchodźców z Ukrainy. - Byliśmy dumni, że potrafimy pomóc. Czuło się tutaj niesamowitą solidarność, zrozumienie - dodaje.

Dziś jest inaczej. Nie ma łez, nie ma kolejek. Zamiast tego jest milczenie, rutyna. W podziemiach dworca cały czas działa punkt informacyjny dla uchodźców, ale jest niemal pusty. Kiedy pytam wolontariuszy, ilu ludzi szukających pomocy przewija się tu dziennie, mówią: "kilkunastu, czasem kilkudziesięciu".

Co teraz się dzieje w Pałacu Prezydenckim? Zaglądamy za kulisy przekazania władzy

"Nie zawsze jest przyjaźnie"

Z dworca przenoszę się w stronę Domu Ukraińskiego. Budynek z charakterystyczną fasadą - dawniej niemal niewidoczny - dziś znany każdemu, kto interesował się tematem uchodźców. Przed wejściem siedzą dwie kobiety z dzieckiem. Rozmawiam z nimi chwilę. Jedna jest z Mikołajowa, druga z Sum. Mieszkają tu od ponad roku. - To miało być tymczasowe - wzrusza ramionami pierwsza z kobiet.

Gdy dopytuję, jak im się żyje w Przemyślu, odpowiadają dyplomatycznie: "Jest spokojnie. Ale nie zawsze przyjaźnie".

Co to znaczy? - Nawet kilka dni temu mijałam się z mężczyzną. Szedł za rękę z dziewczyną i krzyknął do mnie: "Polska dla Polaków". Trochę się przestraszyłam - wspomina moja rozmówczyni. Pytana dodaje, że takie sytuacje mają miejsce "raz na jakiś czas".

Zmarnowana szansa?

- System zawiódł. Nie zbudowano modelu integracji. Ludzie z Ukrainy w dużej mierze zostali sami. A Polacy zaczęli ich postrzegać jako koszt - mówi o aktualnych relacjach między Polakami i Ukraińcami w Przemyślu Mirosław Majkowski.

Zwraca uwagę na sprawę Wołynia - ważną dla lokalnej społeczności i będącą nierzadko kością niezgody. - Znam masę osób stąd, których przodkowie zginęli w tych pogromach, a którzy teraz pomagali osobom z Ukrainy. Czują się na pewno oszukani i trochę zawiedzeni tym, jak ślamazarnie to wszystko idzie - dopowiada.

- Wołyń jest tu kwestią o znaczeniu fundamentalnym - zgadza się prof. Krzysztof Malicki z Uniwersytetu Rzeszowskiego. - Zarzuty o to, jak ta sprawa jest rozwiązywana, można mieć do polskiej i do ukraińskiej strony. Przecież niektóre słowa i naszych polityków, i po drugiej stronie - Zełeńskiego są zupełnie niezrozumiałe. Pamięć o zmarłych i ich godne pochowanie jest fundamentem wielu kultur w całej historii. Nie jesteśmy żadnym wyjątkiem. Obecna sytuacja sprawia, że politycy niektórych środowisk sprawnie dosypują wysokogatunkowego koksu do pieca i zbijają na tym kapitał - tłumaczy.

Inną sporną kwestią są sprawy socjalne. Według tegorocznego badania Uniwersytetu Warszawskiego na temat uchodźców - 96 procent ankietowanych Polaków jest za zmniejszeniem zakresu świadczeń pomocowych dla Ukraińców. 55 procent chce na przykład zmiany zasad wypłacania pieniędzy z 800 plus.

Z takimi nastrojami spotykam się też w rzeszowskim ZUS-ie. "Oni dostają wszystko szybciej, a mi kazali czekać na decyzję pół roku" - słyszę od oczekujących w kolejce. 

Ona Ukrainka, on Polak

Na koniec idę jeszcze w stronę dworca PKS w Rzeszowie. Ten - podobnie jak w Przemyślu - w 2022 r. pękał w szwach. Teraz panuje tutaj mały ruch, kilka osób.

Obserwuję parę - ona mówi po polsku, on po ukraińsku. Siedzą na ławce, śmieją się. Patrząc z boku - to zwyczajna scena, jakich tysiące w każdym mieście. Ale to również symbol - realnego wymieszania, które się wydarzyło, choć nikt na taką skalę tego nie planował. Ani politycznie, ani instytucjonalnie.

Polsko-ukraińskie relacje w 2025 roku to już nie euforia i nie tragedia. To codzienność. Trzy lata wojny nauczyły nas żyć obok siebie - często bez wspólnej wizji. Integracja wydarzyła się oddolnie - w szkołach, na budowach, w sklepach, w mieszkaniach na wynajem. Ale nie nadano jej kierunku, co mści się i ma swoje odbicie m.in. w antyimigranckich marszach, które można było obserwować przed tygodniem. 

Według prof. Malickiego niechęć Polaków do Ukraińców w kolejnych miesiącach utrzyma się lub jeszcze wzrośnie w niewielkim stopniu.

W ten weekend Radio TOK FM - jeszcze bardziej niż zwykle - przygląda się antyimigrnackim nastrojom w Polsce. Co doprowadziło do sytuacji, w której tłum w Wałbrzychu atakuje obcokrajowca, eurodeputowany przekonuje, że komór gazowych nie było, a biskup głosi, że "nie będzie Niemiec Polakowi bratem"? Gdzie leżą przyczyny i jakie będą skutki?