Zima nie przyszła w Bieszczady. Stoki gotowe, hotele czekają, straty rosną
Wyciągi stoją, armatki pracują nieregularnie, a hotelarze liczą każdy dzień bez śniegu. Choć święta i sylwester zbliżają się wielkimi krokami, sezon narciarski w Bieszczadach wciąż się nie rozpoczął. Listopadowy atak zimy był krótki, a dodatnie temperatury skutecznie blokują zarówno naturalny opad, jak i sztuczne naśnieżanie. Dla właścicieli stoków i branży turystycznej to coraz bardziej nerwowe oczekiwanie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kiedy rusza sezon zimowy w Bieszczadach?
- Jak wygląda obłożenie hoteli?
W Bieszczadach zima na razie pozostała tylko w prognozach. Większość stoków narciarskich w regionie nadal jest zamknięta, choć infrastruktura od tygodni czeka w pełnej gotowości. Problemem są temperatury utrzymujące się powyżej zera, które uniemożliwiają skuteczne uruchomienie systemów naśnieżania. - Pogoda uczy pokory, spokojnie czekamy na zimę - mówi Robert Petka, zastępca wójta gminy Olszanica i opiekun stoku w Wańkowej, największego ośrodka narciarskiego w Bieszczadach. - Statystycznie w każdym roku zima przychodzi - uśmiecha się pod nosem. - Pytanie jest tylko takie, czy uruchomimy stok 26, 28 grudnia, czy dopiero na przełomie roku.
Stok gotowy, ale sezon w zawieszeniu
W Wańkowej przygotowana jest niemal półtorakilometrowa trasa zjazdowa, nowoczesna czteroosobowa kolej linowa i system naśnieżania oparty na 20 armatkach. Przy pierwszych mrozach sprzęt ruszył jeszcze przed Mikołajem, jednak krótkie ochłodzenie nie wystarczyło.
- Zgromadziliśmy trochę śniegu, ale przyszło ocieplenie i on stopniał. Teraz stok jest przypruszony, biały, ale to za mało, żeby go otworzyć - przyznaje Petka. - W górach prognozy zmieniają się bardzo szybko. Obserwujemy kilka modeli pogodowych i czekamy.
Dla ośrodków narciarskich czas działa na niekorzyść. Najbardziej dochodowy okres przypada między świętami Bożego Narodzenia, Nowym Rokiem a Trzema Królami. Jeśli śnieg nie pojawi się w najbliższych tygodniach, sezon może być krótszy i słabszy finansowo.
Hotele uzależnione od śniegu
Brak zimy uderza również w hotelarzy i właścicieli pensjonatów. Listopad i początek grudnia to tradycyjnie najsłabszy okres w roku, ale branża liczyła, że śnieg uruchomi zimowy ruch turystyczny.
- Listopad i pierwsza połowa grudnia to zawsze czas przestoju, taki martwy okres, podobnie jak marzec - mówi Aleksandra Sałapatek, kierowniczka hotelu w Wańkowej. - Turystyka w Bieszczadach jest całoroczna, ale zimą wszystko zależy od pogody.
Rezerwacje są, ale wielu turystów wstrzymuje decyzję do ostatniej chwili. - Czas sylwestrowy mamy praktycznie sprzedany, został mi jeden wolny pokój - przyznaje Sałapatek. - Między świętami a sylwestrem jest bardzo dużo zapytań, ale wszyscy czekają na śnieg. Nasz hotel leży przy stacji narciarskiej, jesteśmy od tej pogody całkowicie zależni.
Gra toczy się o miejsca pracy
Sezon zimowy to w Bieszczadach nie tylko wypoczynek, ale także realne miejsca pracy. W samej Wańkowej zimą zatrudnienie znajduje około 120 osób. Na funkcjonowaniu stoków korzystają też prywatne kwatery, restauracje i usługi okołoturystyczne w okolicznych miejscowościach.
- Każda złotówka, którą zostawiają u nas goście, wraca w rozwój tego miejsca - podkreśla Petka. - Gdyby to się nie broniło ekonomicznie, już dawno by nas tu nie było. Na razie w Bieszczadach zamiast białych krajobrazów królują błoto i chlapa - nawet na Połoninach.
Właściciele stoków i hotelarze pozostają jednak dobrej myśli. Jeśli prognozy się odwrócą, sezon może jeszcze ruszyć na dobre.
źródło: TOK FM